Co to jest mitomania? Według encyklopedii jest to skłonność do patologicznego kłamstwa i fantazjowania na swój temat. Miałem okazję poznać kilka osób o skłonnościach mitomańskich. Skłonnościach mniejszych lub większych.
U niektórych przypadłość ta była prawdziwą chorobą, inni, to żartownisie z poczuciem humoru - łgali namiętnie dla rozbawienia towarzystwa. Niektórzy z pełną świadomością, że i tak nikt im nie uwierzy, ale ważne, żeby było śmiesznie. Najlepszym tego przykładem był aktor Zdzisław Maklakiewicz. Inni łgali z zapamiętaniem, bardzo często przekonani, że mówią prawdę. Opiszę dzisiaj kilka znanych mi, w miarę ciekawych przypadków.
Zanim sięgnę do własnych wspomnień, pozwolę sobie napisać kilka słów o najsłynniejszym mitomanie, powszechnie znanym z literatury, baronie Munchhausenie. Uwiecznił go w swojej powieści Gottfried Burger. Była to postać autentyczna. Żył w latach 1720 – 1797. Ten obdarzony ogromną wyobraźnią arystokrata zabawiał swoimi przygodowymi opowieściami bliskich przyjaciół. Wkrótce zyskał sławę, a jego cudacznie załgane opowiastki wydawano drukiem. Na przykład opisywał nowo odkrytą wyspę, zrobioną z sera. Opowiadał także, jak to sam siebie wyłowił z bagna, ciągnąc za własny harcap (warkoczyk), oraz wspominał o tym, jak ujeżdżał armatnią kulę. To są opowiastki sprzed prawie trzystu lat, ale powieść o przygodach barona czytana jest do dzisiaj.
Czy w dzisiejszych czasach, w Polsce, pośród znanych ludzi, dostrzegamy tych, którzy notorycznie mijają się z prawdą? Owszem tak. Przykładem może służyć Tony Halik.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Mam jeszcze kilka przykładów mitomanów prawdziwych, a także komicznych łgarzy. Jedne przykre, jak na przykład pogmatwany żywot pisarza Andrzeja Brychta. Ale są też mniej żenujące, a nawet raczej zabawne. Wiele lat temu, mieszkając w Warszawie, miałem za sąsiada weterynarza. Jest on synem Jerzego Lutowskiego. Lekarza – pisarza, autora dramatu „Ostry dyżur”. Syn Andrzej, młody człowiek, był znakomitym weterynarzem, a ja miałem psa boksera. Zatem widywaliśmy się często. Ale kiedy spotykaliśmy się, to Andrzej zawsze opowiadał jakieś nieprawdopodobne historie, które jakoby przed chwilą spotkały go. Raz na wizytę przyszedł z kaburą pistoletu za pasem, bo niby ktoś go prześladuje. Innym razem przyszedł w białym fartuchu okrutnie zakrwawionym i opowiadał o jakieś niezwykłej operacji. No cóż, owe dziwactwa nie przeszkadzały mu w solidnym wykonywaniu obowiązków weterynarza. Po latach dowiedziałem się, że później ukończył jeszcze medycynę i wyemigrował do Paryża. Jest tam bardzo szanowanym lekarzem, a nawet szefem tamtejszego zawodowego związku. Wynika z tego, że mitomania może być denerwująca, ale nie szkodliwa.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
