Nie będę tu pisał o historii jednej z najbardziej znanych mazurskich wsi. Pozwolę sobie za to na przedstawienie swoich doświadczeń i przemyśleń z nią związanych.
RAJ DETEKTORYSTÓW
Pierwszy raz o Małdze usłyszałem podczas studiów, ćwierć wieku temu. Już wówczas była to miejscowość w pewnych środowiskach bardzo znana. Osoba, która mi o niej opowiadała zajmowała się poszukiwaniami z wykrywaczem metalu. Przed 2000 rokiem było to zajęcie, o którym słyszało niewielu. Nie interesowały się nim też służby odpowiedzialne za ochronę zabytków, które po prostu uznawały, że detektoryści znajdują prawie wyłącznie współczesne, czyli nie pochodzące z pradziejów i średniowiecza, śmieci. Do dnia dzisiejszego wielu poszukiwaczy szuka w Małdze szczęścia, czyli głównie przedmiotów związanych z bitwą pod Tannenbergiem.
ŚLUB POD WIEŻĄ
Sam do Małgi trafiłem dosyć późno, bo przed 2014 rokiem. Po raz pierwszy zwiedzałem ją w towarzystwie osoby, która wie o niej najwięcej, czyli Sławomira Ambroziaka. Szybko stała się ona dla mnie jednym z najważniejszych miejsc w powiecie szczycieńskim i na Mazurach. W maju 2016 roku pod wieżą kościoła w Małdze wziąłem ślub. Udzielił mi go wójt gminy Jedwabno - Sławomir Ambroziak, który przemowę zaczął cytując fragment kazania wygłoszonego w trakcie poświęcenia tego kościoła. Gdy usłyszałem słowa kazania, to pomyślałem, że mu się coś pomyliło i myśli, że jest księdzem, ale szybko zrozumiałem o co chodzi.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Byłem też w Małdze w towarzystwie księdza Przemysława Kaweckiego, autora bardzo dobrego filmu dokumentalnego o tej miejscowości - „Małga - Tajemnica Samotnej Wieży”, który można obejrzeć na youtubowym kanale Mazurskie Tajemnice. Od tego filmu zaczęła się jego kariera najbardziej znanego twórcy filmów o naszym regionie. Mieliśmy wówczas okazję spotkać starszego pana z Niemiec, który w Małdze się urodził i chciał ją jeszcze raz przed śmiercią ujrzeć.
KULTOWE MIEJSCE
Jestem w Małdze kilka razy w roku. Był też taki dzień, że byłem tam dwukrotnie. Za pierwszym razem o świcie, gdy przyroda, zwłaszcza ptaki stawały się aktywne. Później przyjechałem zabezpieczyć jedną z trzech betonowych tablic z nazwiskami parafian poległych w trakcie I wojny światowej pochodzącą z pomnika, który stał pod kościołem.
Za sprawą Internetu, głównie Facebooka, Małga stała się w ostatnich latach miejscowością kultową. Pojawiła się nawet na kartach powieści o różnej wartości literackie. Chcą ją odwiedzić prawie wszyscy zainteresowani historią regionu. Przy okazji mówi się często, że jest to miejsce tajemnicze i cudowne. Czasem padają też różne banalne stwierdzenia dotyczące jej historii, współczesności i przyszłości. Nie lubię określeń typu cudowna i tajemnicza. Dla mnie jest to sprowadzanie Małgi do poziomu kiczu. Biorąc pod uwagę masowość ruchu regionalnego jest to do jakiegoś stopnia zrozumiałe. Wielu osobom trudno jest znaleźć odpowiednie słowa do opisania tego, co w tym miejscu widzą, wpadają w zachwyt i nadużywają pewnych określeń. Nie ma w Małdze niczego tajemniczego. Jej historia jest nieźle opisana. Chociaż cały czas trafiam na nowe, dotyczące jej informacje, ale niczego zasadniczego one już nie zmienią. Jako ciekawostkę tylko napiszę, bo niewiele osób o tym wie, że w zbiorach szczycieńskiego muzeum znajduje się około setki planów katastralnych Małgi z przełomu XIX i XX wieku. Również współczesna Małga żadnych tajemnic nie skrywa. Owszem, są tu bagna, pozostałości budynków na czele z kościołem, zarośnięty i zniszczony, bardzo stary cmentarz, ale nie ma w tym żadnej tajemnicy.
CIEKAWA, ALE NIE CUDOWNA
Skoro Małga nie jest tajemnicza, to jest może chociaż cudowna? Jest to bez wątpienia, ze względu na historię i przyrodę, miejsce bardzo ciekawe. Nie ma w nim jednak nic cudownego. Nawet w maju gdy kwitną bzy, gdy w gorący dzień wydzielają swoją woń, to są to tylko rosnące na terenie dawnych zabudowań krzaki. Wrażenie robią schody prowadzące do nieistniejącego domu, zdziczałe drzewka owocowe, czy różne ogrodowe kwiaty. To są ślady po dawnych mazurskich mieszkańcach, którzy żyli w tym miejscu przez kilka stuleci i w żyłach których płynęła z pewnością krew zamieszkujących wcześniej te tereny Prusów.
Małga to też miejsce pamięci o tragedii 1945 roku oraz o wysiedleniu tej wsi pod poligon w Muszakach. Dla wielu jest ona w pewnym sensie symbolem tego, co się z ludnością mazurską stało i nie bez przyczyny zdjęcie wieży małdzkiego kościoła znalazło się na okładce jednej z książek poświęconych historii Mazur.
TRZY SYMBOLE
Małga ma trzy symbole: samotną wieżę kościoła, kwitnące w maju bzy i ustawiony pierwotnie przy boisku kamień Adolfa Hitlera. O tym trzecim symbolu zbyt wiele osób nie wie lub zapomina, a to wydarzenia z nim związane zapoczątkowały tragiczny ciąg zdarzeń, który doprowadził do końca tej miejscowości.
Na koniec nie można nie zadać pytania o los wieży kościoła. Na wykonanych przez siebie zdjęciach widzę, jak jej stan się pogarsza. Wydaje mi się, że los tej wieży jest przesądzony. Wbrew apelom o jej ratunek uważam, że można pozwolić na to, by się powoli rozpadała. Pod względem architektonicznym nie jest to obiekt wartościowy. Ma ona wyłącznie wartość symboliczną. Obecnie, w związku z planami reaktywowania poligonu w Muszakach zagrożona jest przede wszystkim znajdująca się na jego obszarze cenna przyroda.
Pomimo tego, że Małga jest dla mnie miejscem tak wyjątkowym, że cieszę się jak dziecko za każdym razem, gdy ją odwiedzam, to staram się na nią patrzeć racjonalnie i nie przypisywać jej jakichś nadprzyrodzonych mocy, tajemnic czy cudowności. Natomiast wobec ludzi, którzy widzą w niej to wszystko, czego ja nie widzę, trzeba zachować odrobinę tolerancji. Niech każdy ma swoją Małgę, nawet taką kiczowatą. Sam biorąc tam ślub odrobinę się w tym kiczu zanurzyłem….
Witold Olbryś{/akeebasubs}
