Od ponad ośmiu laty spoglądam na świat z perspektywy niskiej grzędy. Dziś spróbuję wznieść się znacznie wyżej. Najwyżej jak można w Szczytnie, bo aż na szczyt ratuszowej wieży. Wspominałem w jednym z poprzednich felietonów, że obecne lato spędzam głównie na widokowych poziomach ratusza, gdzie urządziłem sobie coś w rodzaju niewielkiej pracowni.

Gadułki z wyższej półki
Dzwony na wieży ratusza w Szczytnie

Jednocześnie pełnię „honory domu” wobec licznych turystów - wielbicieli wspinaczki (po schodach) i popatrzenia z góry na Szczytno. Turyści jak to turyści. Wakacyjnie odprężeni, spragnieni informacji, skorzy do pogawędki. Na ileż to pytań muszę odpowiedzieć! Ile absurdalnych wyobrażeń sprostować! Czasem zdumienie ogarnia mnie z jak niskim poziomem wiedzy (poniżej jakiejkolwiek grzędy) miewam do czynienia. Oczywiście miewam tylko od czasu do czasu. Bywa też i tak, że nie jestem w stanie sprostać oczekiwaniom znakomicie przygotowanym historycznie i geograficznie przyjezdnym, dla których urlop jest okazją do uzupełnienia posiadanych wiadomości. Zatem dzisiaj, ku uciesze moich czytelników, pozwolę sobie przytoczyć niektóre z zabawniejszych, wakacyjnych pogaduszek.

Co do tych turystów, którzy posiadają podstawową wiedzę na temat naszego miasta i regionu, to oczywistym i frapujących ich tematem jest zawsze koszmarny wygląd zabytkowej wieży ciśnień. Na ten temat wciąż muszę wygłosić niemal referat. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Drugi według rangi motyw, to prezentowane na ekspozycji płaskorzeźby, pochodzące z elewacji zburzonego kina „Jurand”. W tym miejscu warto przypomnieć, że owo kino zostało podczas rozbiórki rozwalone totalnie, bez najmniejszego szacunku dla elewacyjnych, autorskich, znakomicie wyrzeźbionych postaci. Ich twórcą był znany polski rzeźbiarz lat pięćdziesiątych. Dzisiaj nie przypominam sobie jego nazwiska, aczkolwiek sprawdzałem przed laty jego losy. We wczesnych latach PRL-u „wybrał wolność”, czyli, jak to się wówczas mówiło, uciekł do Niemiec. Tym samym, jako wróg ustroju, skazany został na całkowity niebyt w jakichkolwiek polskich publikacjach. Przestał istnieć. Dzisiaj nieliczne fragmenty jego płaskorzeźb można obejrzeć na jednym z poziomów wieży ratuszowej. Tylko i wyłącznie dzięki chłopakom z naszej straży pożarnej, którzy na prośbę Janka Napiórkowskiego - plastyka z WSPol i moją, dzięki życzliwości starszego brygadiera Mariusza Gęsickiego, powyciągali z gruzów fragmenty zabytkowych już dzisiaj dzieł sztuki i przenieśli je na wieżę.

Opisałem sprawy poważne. Przejdźmy do gadułek zabawniejszych. Wszyscy od lat słuchamy jak biją nasze ratuszowe dzwony. Uruchamiane są co pół godziny automatycznie. Uderzają w nie elektromagnetyczne młoty. Nietrudno je zauważyć. Są na zewnątrz spiżowych kloszów. Tymczasem pewna starsza małżeńska para, po dokładnym obejrzeniu instalacji, zeszła do mnie na niższy poziom z prośbą, aby zaprowadzić ich na sam dół wieży. A to dlatego, że chcieliby zobaczyć pomieszczenie, w którym dzwonnik ciągnie za liny od dzwonów.

Stałym nieporozumieniem jest szczycieński zamek. Sporo przyjezdnych z całym uznaniem podziwia nasz ratusz jako średniowieczny obiekt. Że mimo setek lat tak świetnie się trzyma. Co więcej, wielu z nich, traktując sienkiewiczowską fikcję jak przekaz historyczny, pyta mnie, w których pomieszczeniach zwiedzanej przez nich wieży ci wstrętni krzyżacy więzili Danuśkę. Zawsze bardzo rozczarowują się słysząc, że ratusz oddano do użytku w roku 1936 (za Hitlera), a jedyną Danuśką więzioną w jego wieży jest nasza Pani Burmistrz, mająca gabinet tam właśnie.

A propos sienkiewiczowskiej fikcji. Postać Juranda ze Spychowa niemal powszechnie uważana jest za autentyczną, podobnie jak miejscowość Spychowo. Moje wyjaśnienia odnośnie faktów zawsze spotykają się z wyraźną niechęcią. Zwłaszcza informacja o tym, że nigdy nie było żadnego Spychowa. Po prostu dawna niemiecka wioska Puppen (po polsku Lalki) nazwana została w roku 1945 Pupy. Kto by tam chciał mieszkać w Pupach? W roku 1960, na wniosek mieszkańców o zmianę nazwy, przemianowano ową wioskę na Spychowo. Od tej pory miejscowi starannie zadbali o sienkiewiczowską legendę. Jestem naprawdę pełen szacunku dla ich różnorakich działań podtrzymujących piękną, sienkiewiczowską fikcję. Nic to, że nieprawda. Ale jakże piękna i polska. Tutaj nasuwa mi się porównanie z londyńską legendą detektywa Sherlocka Holmesa. Nigdy nie istniał naprawdę, a jednak przy ulicy Baker Street 221 b można obejrzeć mieszkanie owej fikcyjnej postaci. Dokładnie odtworzone według opisu autora jego przygód. Byłem, widziałem i prawie uwierzyłem w autentyczność słynnego łowcy przestępców.

Jeszcze jedna informacja odnośnie postaci Juranda ze Spychowa. Miejscowość leżącą około 30 km od Szczytna nazwano, aby nawiązać do powieści „Krzyżacy”, Spychowo. Tymczasem przeczytałem w jakimś opracowaniu, że Sienkiewicz wymienia nazwę posiadłości Juranda jako Spychów. Nie sprawdzałem, bo musiałbym przewertować całą książkę. Podaję taką ciekawostkę na zakończenie.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}