GDZIE TA ZEBRA?
W poprzednim numerze pisaliśmy, że na ul. Piłsudskiego powstaje nie tylko nowy chodnik, bo równocześnie na jezdnię kładziony jest tam także dywanik asfaltowy. Dodaliśmy, że na forum miejskiej rady padł postulat, aby wyznaczyć w okolicy domu pogrzebowego przejście dla pieszych. Chodziło o zapewnienie dzieciom bezpiecznej drogi do szkoły. I co? Otóż gdy już ukończono nową nawierzchnię, pojawiły w tym miejscu odpowiednie znaki pionowe (biały otok na fotografii), a na jezdni znaki poziome (linie ciągłe i przerywane). Ba, ale pasów ciągle brak, no i nie wiadomo jak to w końcu jest – mamy tutaj przejście, czy też jeszcze go nie ma?
ROWEROWNIK
Z kolei już nie radni, a ci mieszkańcy Szczytna, którzy uwielbiają rowery, pytają redakcję, czy nowy chodnik przy ul. Piłsudskiego będzie miał wydzieloną ścieżkę dla jednośladów. Cóż, nic prostszego, jak pójść albo pojechać rowerem na miejsce i zobaczyć jak się sprawy mają. Jak się okazuje, zaprojektowano tam szlak dla rowerzystów i to bardzo szeroki. Chodnik, jak sama nazwa wskazuje, jest niby do chodzenia. Jednak to, co powstaje przy ul. Piłsudskiego, aby oddać istotę rzeczy, powinno nazywać się rowerownikiem, bo dla pieszych jest tylko wąski pas przy płocie.
ZBĘDNA LATARNIA
Zaraz za opisywanym, a nie do końca urządzonym przejściem dla pieszych, ulicę Piłsudskiego przecina przejazd kolejowy. Biegną tam tory na Biskupiec. Linia od dawna pozostaje nieczynna, a szyny mają być rozebrane, więc dziwi, że przejazd został mimo wszystko zachowany. Powinno się go po prostu zalać asfaltem. Co ciekawe, zapewne ze względów bezpieczeństwa, nocą oświetlają ów nieczynny przejazd aż dwie latarnie. Nie są one w najlepszym stanie technicznym i nie trzymają pionu. Z tego powodu obawiamy się, czy aby nie podzielą losu trzeciej, stojącej tu do niedawna Była równie zaniedbana i w końcu tak się mocno pochyliła, że trzeba było ją natychmiast usunąć. W związku z tym pytanie do drogowców dlaczego nie wykonuje się tu prac w taki sposób, jak np. w Kamionku, gdzie w tym samym czasie gdy budowano chodnik, równocześnie wymieniono stare słupy energetyczne i latarnie?
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
OSOBLIWY PRZEJAZD ROWEROWY
W Kamionku, jak wspomniano, od niedawna funkcjonuje nowy szeroki chodnik z rowerową ścieżką, która jednak wyróżnia się pewną osobliwością. Za przystankiem autobusowym, gdzie chodnik pieszo-rowerowy się kończy, mamy stosowny znak i dalej poprzez jezdnię poprowadzony został przejazd dla rowerzystów.
Ale tutaj uwaga, bo nie jest to przejście dla pieszych, jak sądzą niektórzy miejscowi! Zebrę wymalowano kilkanaście metrów dalej, jeżeli szlibyśmy w kierunku Szczycionka. Co więcej, pieszy przekraczając jezdnię w takim miejscu może narazić się na ukaranie mandatem. To jednak nie wszystko, bo należałoby zwrócić uwagę na jeszcze inny szczegół – ów przejazd dla rowerzystów kończy się na wysokim krawężniku chodnika(!).
W dodatku za krawężnikiem, gdyby jakimś cudem udało się go rowerzyście pokonać, znajduje się pas zieleni, więc żadna dalsza jazda rowerem nie jest możliwa.
OGRÓD Z NIESPODZIANKAMI
Dariusz Smoliński ze Starych Kiejkut w przydomowym ogrodzie ma małą ekspozycję drewnianych rzeźb, które sam wykonał w wolnym czasie. Są one na tyle interesujące, że postanowiliśmy choćby część z nich przedstawić naszym Czytelnikom. Rzeźbiarz amator poustawiał je dyskretnie pośród krzewów, czy kwiatów. W jednym miejscu na kamieniu wygrzewa się m. in. spora, bo około metrowej długości jaszczurka.
Gdzie indziej zauważyliśmy dzieła wykonane na wzór indiańskich masek, czy też bardziej swojskich motywów – głowy leśnych ludków. Choć pan Dariusz lubi rzeźbić i malować, to jednak na pierwszym miejscu stawia pracę zawodową. - Najpierw trzeba zarobić na utrzymanie rodziny, potem dopiero jest czas na plastyczne pasje – mówi utalentowany gospodarz.
NIEZWYKŁY KASZTANOWIEC
Pani Jadwiga, mieszkanka miasta i nasza Czytelniczka, zwróciła nam uwagę na pewien wybryk natury, jaki można zaobserwować przy skrzyżowaniu ul. Narońskiego z ul. Warszawską. Na skwerku pod bankiem rośnie nieduży kasztanowiec. Z daleka drzewko wygląda na uschnięte, ale gdy przyjrzymy się dokładniej z bliska, zauważymy na nim nieco liści, a pośród nich coś zupełnie zaskakującego... kwiaty i pąki na niektórych gałązkach.
Mamy przecież nie wiosnę, a jesień i choć końcówka minionego tygodnia była niezwykle ciepła, to okres wegetacyjny definitywnie się kończy, a nie zaczyna.
NATURA ZWARIOWAŁA?
Jak podaje portal internetowy www.drzewapolski.pl, wytłumaczenie tego zjawiska (kasztanowce kwitną teraz ponownie i w innych zakątkach kraju) jest dość proste - za to zamieszanie w przyrodzie odpowiada mały, ledwie widoczny gołym okiem motyl zwany szrotówką. Owady te zniszczyły całe listowie kasztanowca, wskutek czego teraz drzewo pączkuje, okrywa się liśćmi na nowo i kwitnie. Niestety, powtórne kwitnienie tak mocno osłabia dane drzewo, że zimy raczej ono nie przetrzyma (wymarznie).
{/akeebasubs}
