Mieszkańcy Szczytna i okolic mają w sobie coś ze starożytnych Rzymian, gustujących w demonstracji siły i nagich torsach, z lubością przyglądających się starciom gladiatorów. Przynajmniej ci, którzy naprawdę licznie stawili się w hali Wagnera, by oglądać pierwszą w historii miasta i w ogóle tej części kraju galę mieszanych sztuk walki.

Gladiatorzy naszych czasów w Szczytnie

W ostatnich latach ściągnięcie na imprezę sportową w Szczytnie większej rzeszy kibiców graniczyło w zasadzie z cudem. W sobotę, choć impreza była biletowana, a ceny wejściówek do najniższych nie należały, rzędy krzesełek zarówno tych na górze, jak i ustawionych wokół oktagonu dla zawodników na dole były zapełnione. Część z blisko tysiąca widzów przybyła do hali MOS-u z ciekawości, reakcje podczas kolejnych starć świadczyły jednak, że na trybunach nie brakowało osób mających do czynienia z MMA w telewizji bądź internecie już wcześniej.

W ośmiokątnej klatce doszło do 13 walk. Tylko jedna z nich trwała tyle, na ile była zaplanowana, a nawet dłużej, bo potrzebna okazała się dogrywka. W pozostałych przypadkach konfrontacje kończyły się nawet po niespełna minucie.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Przed szczycieńską publicznością zaprezentowała się grupka wojowników miejscowej Katany. Jej szkoleniowiec Jacek Szewczak nie wystąpił tym razem w roli zawodnika, skupiając się na funkcjach sędziego i trenera.

W walce wieczoru, ostatniej w trwającym ponad 2,5 godziny maratonie, zaprezentował się Waldemar Bączek. Mimo udanego początku i wsparcia widowni skandującej „Waldi, Waldi”, po niecałych 4 minutach przyjął silne uderzenia na głowę i padł znokautowany. Główne trofeum VIII Gali Coloseum odebrał w ten sposób z rąk burmistrz Danuty Górskiej Rafał Niedziałkowski z Jasła.

Swoje walki wygrali za to: Damian Zyśk (open) i Wojciech Stępniak (84 kg). Wyższość rywali musieli uznać: Wojciech Marzewski (widowiskowa formuła K-1) i Kamil Bałdyga.

- Myślę, że fajnie wszystko wyszło – dzieli się wrażeniami Jacek Szewczak, który sobotnią imprezą zrealizował swoje marzenie.

- Z tego, co mówili sędziowie i organizatorzy, była to najlepsza jak na razie gala. Myślę, że zawody będziemy robili cyklicznie.

Wśród opinii, które zebraliśmy po wieczorze ze współczesnymi gladiatorami, zdarzały się i głosy krytyczne.

- Dla mnie to jest zupełnie sport bez techniki – usłyszeliśmy od jednego z widzów.

Promil spośród przybyłej do hali Wagnera publiki zbyt ostentacyjnie pozazdrościł tym, którzy walczyli w oktagonie. Parę razy doszło do szarpaniny z ochroną, a butelka po piwie, która roztrzaskała się o ścianę, na pewno wykraczała poza i tak luźne zasady MMA.

(gp)

{/akeebasubs}