Dwa lata temu otrzymałam w prezencie książkę autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak noszącą tytuł „Chłopki. Opowieść o naszych babkach".
fotogh.jpg)
Jej premiera odbyła się 17 maja 2023 r. i natychmiast stała się głośnym hitem literatury faktu. Niezwykłe arcydzieło wrocławskiej dziennikarki szybko zyskało rozgłos i status „gorącego towaru". Czytelnicy rzucili się do czytania, a książce „Chłopki" przyznano dwie statuetki. Pierwszą w kategorii „Literatura faktu", drugą w kategorii „Audiobook". Wydawnictwo Marginesy liczącą blisko pięćset stron powieściową „cegłę" opatrzyło różnymi informacjami. Dowiedziałam się z nich, że Joanna Kuciel-Frydryszak jest autorką „Służących do wszystkiego". A w najnowszym opracowaniu wraca do tematu wiejskich kobiet, ale tym razem to opowieść zza drugiej strony drzwi chłopskiej chałupy. Podczas gdy Maryśki i Kaśki wyruszają do miast, by usługiwać w pańskich domach, na wsiach zostają ich siostry i matki: harujące od świtu do nocy gospodynie, folwarczne wyrobnice, mamki, dziewki pracujące w bogatych gospodarstwach. Marzące o własnym łóżku, butach, szkole i o zostaniu panią. Modlące się o posag, byle „nie wyjść za dziada" i nie zostać wydaną za morgi. Dzielące zapałki na czworo, by wyżywić rodzinę. Często analfabetki, bo „babom szkoły nie potrzeba...
Kilka dni czytałam i odkładałam wspomnianą pozycję, ponieważ lektura nie była łatwa i przyjemna. Momentami bolała, ale we wspomnianym 2023 r. roku ją przeczytałam i snując różne refleksje odstawiłam na półkę. Wielokrotnie brałam ją do ręki. Jednak spoglądając na okładkę i na widniejącą tam smutną postać objuczonej wiadrami z wodą kobiety, i ja czułam jej ból. Książka „Chłopki. Opowieść o naszych babkach" - to historia oparta na faktach, powstała na podstawie listów, artykułów i różnorodnych tekstów. Autorka zadała sobie dużo trudu, by na kartach reporterskiej pozycji przywołać czasy, które w pewien sposób wywołały emancypację kobiet poprzez ich wołanie, a czasem zwierzęce wycie o pomoc. Minęły dwa lata od wydania głośnej opisywanej przeze mnie powieści. Wydawać się mogło, że emocje wywołane lekturą opadły a tu dzwoni do mnie koleżanka i proponuje spotkanie w kawiarence „Mocca". Spotykamy się w klimatycznej kawiarence, a pan Łukasz Bałon podchodzi do naszego stolika, by przyjąć zamówienie. Rozpromieniamy się na widok laureata, który w III Miejskim Dyktandzie Ortograficznym o pióro Burmistrza Miasta Szczytno Stefana Ochmana zajął drugie miejsce, więc składamy gratulacje. Gdy wicemistrz ortografii oddalił się, by zrealizować nasze zamówienia, koleżanka ze słowami „Będziesz miała temat do felietonu" podała mi ciężką torbę prezentową. A w niej oczywiście „Chłopki. Opowieść o naszych babkach". Od razu przyznałam się, że tę książkę czytałam i mam. Wiadomo jednak, że nie mogę zawieść pokładanych we mnie nadziei, stąd pomysł, żeby książkę, która jest dostępna w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczytnie zarekomendować. Oczywiście dwóch tych samych książek nie będę trzymała na półce i dlatego osobie, która przyjdzie do redakcji „Kurka Mazurskiego" z aktualnym numerem gazety w prezencie zostanie wręczony wspomniany egzemplarz.
Na koniec taka osobista refleksja, gdy po spotkaniu z koleżanką wróciłam do domu, od razu przysiadłam, by przejrzeć opatrzoną ciekawymi, historycznymi zdjęciami pozycję. Ponieważ książka to nie tylko kompendium historycznej wiedzy o losach kobiet, ale też niezwykły album pełen fotograficznych pamiątek. Moją uwagę zwróciły fotografie ślubne przedstawiające małżeńskie pary. A tak się składa, że w domowym archiwum posiadam ślubne zdjęcie moich dziadków: Jadwigi i Władysława Sajów z 1921 r. W chwili zawierania związku małżeńskiego moja babcia miała 22 lata, a dziadek 26 lat. Mieszkali przy ulicy Suwalskiej w Szczytnie i wiedli spokojne, normalne życie, prowadząc gospodarstwo rolne. Moja babcia była taką „żelazną damą", bo na jej barkach spoczywało prowadzenie domu, obejście i organizacja prac polowych, więc krótką, ale sprawiedliwą ręką nas wszystkich trzymała. Zawsze wesoła, uśmiechnięta i zajęta pracą w polu i domu. Uwielbiałam lepione jej ręką pierogi sowicie okraszone zasmażką. Gdy pracowała, to radosny głos jej śpiewu rozbrzmiewał wszędzie. Pamiętam mojego pracowitego dziadka pozwalającego mi trzymać lejce zaprzężonego w dwa konie wozu i nasze wyprawy na pola. Pamiętam jak rozkoszował się dymem z fajeczki i moją prośbę, by dał pociągnąć. Wówczas ze śmiechem odpowiadał: „pociągnij kota za ogon". Na szczęście moja babcia zupełnie nie pasuje do historycznego portretu kobiet jaki przywołała w „Chłopkach" pisarka Joanna Kuciel-Frydryszak. Jednak powieść mnie poruszyła i struny sentymentalnych wspomnień poruszyła, i choć moja babcia, tak jak kobiety ze zdjęć zamieszczonych w książce na głowie chustę nosiła, to inaczej żyła.
Grażyna Saj-Klocek