W lesie pomiędzy Janowem a Gromem zalega olbrzymia góra szklanych odpadów w foliowych workach. Informowana o sprawie policja umorzyła postępowanie z powodu niewykrycia sprawców. Nadleśnictwo Korpele, na którego terenie podrzucono śmieci, nie składa jednak broni i szuka winnego. Tropy wiodą aż na Śląsk.

Góra śmieci w lesie
Podrzucone odpady zalegają w lesie już od początku lipca. Tropy sprawcy wiodą na Śląsk

O sprawie poinformował nas Sebastian Świderski z Witowa, który często jeździ leśną drogą pomiędzy Janowem a Gromem. Olbrzymią górę odpadów zauważył już w sierpniu i od razu zgłosił to policji. Miesiąc później ze szczycieńskiej komendy przyszło pismo z informacją, że podjęte przez funkcjonariuszy czynności wyjaśniające nie dały podstaw do skierowania do sądu wniosku z powodu niewykrycia sprawcy wykroczenia. Pan Sebastian z tą decyzją nie może się pogodzić, zwłaszcza że widok hałdy odpadów nadal nie daje mu spokoju, ilekroć pokonuje drogę między Janowem a Gromem.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - Teraz wszystko to już namokło, oklapło i wygląda strasznie – dzieli się swoimi wrażeniami pan Sebastian.

Okazuje się, że podrzucone odpady znajdują się na terenie Nadleśnictwa Korpele już od początku lipca. Sprawa została zgłoszona policji, ale efekt był ten sam, co w przypadku pana Sebastiana – umorzenie dalszego postępowania. - My się jednak nie poddajemy i nadal drążymy ten temat – mówi nadleśniczy Nadleśnictwa Korpele Tomasz Flis. Za pośrednictwem biura radców prawnych leśnicy skierowali swoje wnioski o wszczęcie postępowań oraz kontroli do różnych organów, w tym Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach. Okazuje się bowiem, że tropy sprawcy wiodą aż na Śląsk. Nadleśnictwu udało się ustalić, że firma, która jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za podrzucenie odpadów, ma swoją siedzibę w Katowicach. - Problemem pozostaje tylko wskazanie kierowcy samochodu, który się tego dopuścił – informuje nadleśniczy.

Szacuje, że w lesie zalega aż 25 ton odpadów. Jest to szklana tłuczka opakowana w folie.

Nadleśniczy Tomasz Flis przyznaje, że wyrzucanie śmieci do lasów, choć przeważnie w mniejszych ilościach, to wielka plaga, z którą borykają się leśnicy. Zauważa, że w ostatnim czasie największy problem stanowią części samochodowe, w tym różnego rodzaju elementy plastikowe i opony. - Najgorsze, że nikt nie chce tego przyjmować – ubolewa nadleśniczy. Zapowiada, że będzie dążył do ukarania sprawców oraz doprowadzenia do tego, aby usunęli odpady na własny koszt.

(ew){/akeebasubs}