Koło Gospodyń w Lipowej Górze Wschodniej łamie stereotypy związane z działalnością podobnych stowarzyszeń. Tworzące je panie (i jeden pan), nie zajmują się wyłącznie gotowaniem czy rękodziełem, ale organizują szereg imprez mających na celu większą integrację lokalnej społeczności. Pomysłów im nie brakuje. W przyszłości planują m.in. zakupić projektor do plenerowych seansów kinowych.
Koło Gospodyń Wiejskich w Lipowej Górze Wschodniej działa od maja zeszłego roku. Skupia na razie 11 osób – w większości są to panie, choć wśród nich trafił się też i jeden męski „rodzynek”. Jak mówi przewodnicząca Ewa Mirota, zachętą do stworzenia koła była możliwość pozyskania dofinansowania na ten cel za pośrednictwem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Pomysł zrodził się także ze specyfiki miejscowości, jaką jest leżąca bardzo blisko Szczytna Lipowa Góra Wschodnia. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W ramach uzyskanego dofinansowania członkowie koła pojechali na weekend do Trójmiasta, gdzie odwiedzili teatr, muzeum i spa. Teraz, dzięki otrzymanym środkom, realizują projekt obejmujący cykl imprez w ich miejscowości. Za sobą mają już m.in. wydarzenie pod nazwą „Plon” nawiązujące do tradycji dożynek, warsztaty zdobienia pierniczków dla dzieci, a także rowerową grę terenową, podczas której uczestnicy poznawali nieznane zakątki wsi. Po raz pierwszy pokazali się również ze swoim stoiskiem podczas gminnych dożynek w Olszynach, gdzie promowali m.in. swoje lokalne produkty na bazie lipy.
W minioną niedzielę przygotowali imprezę świąteczno – noworoczną inspirowaną mazurskim obrzędem jutrzni. W planach mają zakup projektora i organizację letnich plenerowych seansów kinowych oraz koncertów z udziałem m.in. miejscowych muzyków, takich jak utalentowana rodzina Kusiorów.
Ze względu na to, że w Lipowej Górze Wschodniej nie ma świetlicy, członkowie koła spotykają się, dzięki uprzejmości tamtejszego sołtysa, w świetlicy w Lemanach. Tam planują kolejne wydarzenia. – Jak jest ciepło, to spotykamy się na świeżym powietrzu. Służy nam do tego przekazana przez wójta na rzecz wsi działka. Niczego więcej do szczęścia nam nie trzeba – mówi pani Ewa.
(ew){/akeebasubs}
