We wtorek 14 grudnia minęła 51. rocznica wybuchu strajku robotników w Stoczni Gdańskiej w 1970 roku. Podzielę się wspomnieniami z pierwszego dnia tego tragicznego w skutkach protestu.

Grudzień 1970 - tragiczna rocznica
Zdjęcie z 15 grudnia 1970 r. - płonący budynek KW PZPR w Gdańsku (autor: Edmund Pepliński/ECS)

W tym czasie byłem studentem I roku Politechniki Gdańskiej. Podczas wykładu z chemii zaczęły dochodzić z zewnątrz donośne odgłosy, w tym z megafonu. Wraz z kilkoma kolegami, którzy tak jak i ja zasiadali na tylnych miejscach sali wykładowej, dyskretnie ją opuściliśmy. Udaliśmy się w kierunku głównego wejścia do gmachu Politechniki. Tam zastaliśmy na placu przed wejściem olbrzymi tłum stoczniowców i samochód (Nysa) z megafonem. Usłyszeliśmy nawoływania, aby studenci przyłączyli się. Działo się to w godzinach południowych. Na schodach pojawił się ówczesny rektor prof. Staliński, który podjął próbę rozmowy ze stoczniowcami. Tumult był tak duży, że nic z wypowiadanych słów nie dotarło do mnie. Po pewnym czasie stoczniowcy wycofali się z terenu Politechniki (Wrzeszcza) i udali w kierunku Gdańska. Byłem pierwszy raz świadkiem protestu robotników i wywarło to na mnie bardzo duże wrażenie.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Po południu wraz z kolegami, z którymi zamieszkiwałem w pokoju w Domu Studenckim nr 3 przy ówczesnej ul. Hibnera (obecnie Do Studzienki), udaliśmy się do Gdańska. Tam około godziny 18.00 znaleźliśmy się w okolicach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Pojawiły się w zwartych szykach pododdziały milicji, rozpoczęły się walki uliczne, którym towarzyszył huk petard i wystrzałów.

Pod naporem wycofujących się tłumów z Wałów Jagiellońskich znalazłem się na skrzyżowaniu Hucisko, gdzie utraciłem kontakt z kolegami. Rozległa się seria z broni maszynowej i ja myśląc, że to jest z ostrej amunicji, mocno się tego wystraszyłem. Jak się później okazało, dopiero od 12.00 godziny dnia następnego wyrażono zgodę na użycie ostrej amunicji. Tam doznałem niespotykanego do tej pory uczucia. Pod wpływem dźwięków z serii z broni maszynowej moje nogi dosłownie wrosły w ziemię. Nie byłem w stanie ruszyć się – kompletny paraliż, niesamowite doznanie. Napierający tłum potrącił mnie i dzięki temu zostałem wyrwany ze stanu paraliżu. Od tej chwili wiem, co oznacza uczucie strachu. Przestraszony zaistniałą sytuacją, postanowiłem za wszelką cenę szybko powrócić do akademika. Pokonałem dystans ok. 3 km praktycznie cały czas biegnąc. Przerwy w biegu robiłem tylko na widok patrolujących pojazdów milicji, chowając się wówczas w bramach lub za drzewa. Bałem się spotkania z milicją, co jak się później okazało po efektach jej działania, było w pełni uzasadnione. Jeszcze nigdy w życiu nie biegłem w takim tempie. Do akademika szczęśliwie powrócili wszyscy moi koledzy. Emocje rozsadzały nas do późnych godzin nocnych.

Przez pięć dni na Wybrzeżu działy się dramatyczne i tragiczne wydarzenia. Symboliczny wymiar miało podpalenie 15 grudnia Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Wg oficjalnej wersji w wydarzeniach na Wybrzeżu poniosły śmierć lub zmarły w wyniku obrażeń 44 osoby, zaś 1164 osoby były ranne. Najwięcej, bo aż 18 osób zamordowano w masakrze w Gdyni. Po stłumieniu protestów zatrzymano 2300 osób, z których wiele doświadczyło znęcania się. Grudzień 1970 nauczył jak należy walczyć z istniejącym systemem władzy. Po tamtej tragedii w Sierpniu 1980 opozycjoniści wiedzieli, jak się organizować, jak walczyć.

Krzysztof Połukord{/akeebasubs}