Kolejki w przychodniach, przepełnione szpitalne oddziały, absencje w przedszkolach, szkołach i zakładach pracy – to skutki fali zachorowań na infekcje grypopodobne. W tym roku jej kulminacja nadeszła znacznie wcześniej niż zwykle. Najgorzej było w ostatnim tygodniu minionego roku, kiedy to w powiecie szczycieńskim odnotowano ponad 1800 zachorowań.
TŁOK W SZPITALU
Fala zachorowań na infekcje grypopodobne nie ominęła powiatu szczycieńskiego. W tym sezonie nadeszła zdecydowanie wcześniej niż zwykle, bo już pod koniec minionego roku. Tymczasem przeważnie szczyt zachorowań przypadał dopiero na przełom stycznia i lutego. Przyczyn tego zjawiska eksperci upatrują w zmiennej pogodzie, która z prawdziwą zimą ma niewiele wspólnego. To, że grypowy sezon jest w pełni, najlepiej widać w szczycieńskim szpitalu. - Na oddziale dziecięcym nie ma już wolnych łóżek, a obie interny są przepełnione – informowała nas w czwartek 5 stycznia dyrektor Beata Kostrzewa.