Wszechobecne trociny, które wdzierają się nawet do mieszkań i hałas pracujących do późnych godzin wieczornych rębaków to dla kilku rodzin z ul. Olsztyńskiej w Pasymiu codzienność. Mieszkańcy z dwóch stron otoczeni są zakładami zajmującymi się przetwórstwem drewna. Lokalne władze tłumaczą, że nie mogą zaradzić tym uciążliwościom, bo tereny, na których działają przedsiębiorcy, mają charakter przemysłowy.

OTOCZENI PRZEZ ZAKŁADY
Magdalena Szczepańska wraz z rodziną od dziesięciu lat mieszka w budynku dworca PKP na ul. Olsztyńskiej w Pasymiu. Los jej nie oszczędzał – sprowadziła się tu po tym, jak w pożarze straciła dom w Jesionowcu. Do tego jest schorowana i potrzebuje spokoju. Niestety, może o nim tylko pomarzyć. Wszystko przez to, że sąsiaduje z dwoma zakładami zajmującymi się przerobem drewna. Jeden znajduje się po drugiej stronie drogi krajowej nr 53, obok której stoi dworzec. Drugi, należący do firmy Quercus produkującej biomasę, powstał około dwóch lat temu tuż za torami. Pani Magdalena i jej bliscy od tamtej pory przeżywają koszmar. – Trociny są wszędzie. Teraz, kiedy panują upały, nie można nawet otworzyć okna, bo zaraz dostają się do mieszkania – żali się kobieta. Do tego w jednym i drugim zakładzie do późnych godzin wieczornych pracują rębaki. – Hałas i drgania są nie do wytrzymania. Kiedy pewnego razu mąż dotknął grzejników, to okazało się, że aż podskakiwały – mówi pani Magdalena, co chwila walcząc z napadami kaszlu. Uważa, że jest on wywołany wszechobecnymi trocinami. Ten sam problem mają jej sąsiedzi.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
BURMISTRZ PROSI O WYROZUMIAŁOŚĆ
Mieszkańcy interweniowali w tej sprawie u władz Pasymia, ale niewiele osiągnęli. Pod koniec stycznia burmistrz przeprowadził wizję lokalną na działkach zajmowanych przez firmę Quercus. W ocenie włodarza, wszystko było w porządku. W piśmie skierowanym do mieszkańców Cezary Łachmański stwierdza m.in., że firma posiada wszystkie wymagane prawem zezwolenia na prowadzenie działalności związanej z odzyskiwaniem odpadów drewna. Powołuje się też na wcześniejszą kontrolę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Olsztynie, która nie wykazała przekroczeń dopuszczalnych norm hałasu, drżenia i zapylenia. Na koniec burmistrz poprosił mieszkańców o wyrozumiałość i wyraził nadzieję, że uda się rozwiązać problem. – Tłumaczył nam także, że skoro mieszkamy na terenie kolei, to ona powinna postawić ekrany dźwiękochłonne. Kiedy powiedziałam o tym pracownikowi PKP zaczął się śmiać i zapytał mnie, czy to pociągi tak hałasują – wspomina pani Jolanta.
Mieszkańcy przyznają, że kierownictwo Quercusa próbowało się z nimi porozumieć w celu załagodzenia konfliktu. – Zaproponowali, że wymienią mi okna, ale się nie zgodziłam, bo już wcześniej to zrobiliśmy. W końcu przywieźli mi drewno na zimę – mówi pani Magdalena, dodając, że nie rekompensuje to uciążliwości, na które jest narażona.
NIE CHCĄ ZRAŻAĆ INWESTORÓW
Burmistrz Cezary Łachmański przyznaje, że niewiele może w tej sprawie zrobić. Rola samorządu ograniczyła się do wydania firmie Quercus decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Poprzedziło ją wystąpienie o opinię do inspekcji sanitarnej i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie. W obu przypadkach były one pozytywne. W tej sytuacji samorząd nie miał innego wyjścia, jak tylko wydać decyzję korzystną dla inwestora. Burmistrz przypomina również, że tereny, na których zlokalizowane są zakłady, w planach zagospodarowania przestrzennego zakwalifikowane są jako przemysłowe. Dotyczy to całego obszaru od gimnazjum po dworzec PKP. – Jeżeli ktoś tu mieszka, musi mieć świadomość, że nie możemy odrzucać ofert inwestorów chcących prowadzić w tych miejscach działalność – mówi burmistrz. Dodaje, że jest w trudnej sytuacji, bo z jednej strony rozumie mieszkańców, ale z drugiej zależy mu na rozwoju gminy. Nie będzie go, jeśli na jej terenie nie powstaną nowe podmioty gospodarcze. – Nie możemy zrażać do siebie inwestorów, musimy tworzyć warunki rozwoju dla firm, bo nie mamy ich na naszym terenie zbyt dużo – przekonuje. Informuje też, że rozmawiał już z prezesem Quercusa o tym, jak ograniczyć uciążliwości, na które narażeni są mieszkańcy. – Otrzymaliśmy zapewnienie, że w niedługiej perspektywie powstaną ekrany dźwiękochłonne – mówi burmistrz, zastrzegając jednak, że nie padły przy tym konkretne daty, kiedy miałoby to nastąpić. – Prosimy również o przykrywanie trocin, ale tak jak w przypadku ekranów możemy tylko prosić – przyznaje Łachmański.
BĘDZIE ESKALACJA?
O ustosunkowanie się do skarg mieszkańców poprosiliśmy prezesa firmy Quercus, Mariusza Stachowicza. Jak nas informuje, wybór lokalizacji w Pasymiu był poparty weryfikacją miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i rozmowami z poprzednimi władzami miasta. - Zgodnie z tym planem zajmujemy miejsce w strefie przemysłowej, składowo-magazynowej. Posiadamy również odpowiednie decyzje i zezwolenia na prowadzenie tego typu działalności – zapewnia prezes Stachowicz. Przypomina również, że kontrola WIOŚ nie wykazała nieprawidłowości. - Zaleciła przykrywanie materiału siatkami ochronnymi, co też czynimy – informuje.
Wiele wskazuje na to, że konflikt z mieszkańcami w przyszłości jeszcze się zaostrzy. - W związku z zawartym kontraktem z PGNiG za trzy miesiące uruchamiamy wysyłki wytwarzanej przez nas biomasy drogą kolejową przy użyciu posiadanej bocznicy kolejowej – zapowiada prezes. Sam przyznaje, że spodziewa się eskalacji problemu zgłaszanego przez mieszkańców zajmujących lokal należący do PKP, w bezpośrednim sąsiedztwie torów kolejowych i bocznicy.
Prezes zaprzecza, aby kiedykolwiek zobowiązywał się do zamontowania ekranów dźwiękochłonnych. - Powiedziałem, że myślimy o różnych wariantach, a jednym z nich są właśnie ekrany. Zabezpieczenie takie byłoby konieczne, gdyby poziom hałasu przekraczał dopuszczalne normy, co w tym przypadku nie ma miejsca – tłumaczy. Dodaje jednak, że firma w dalszym ciągu rozważa możliwość postawienia ekranów, ale w związku z tym, że musiałyby one stanąć na terenie PKP nie jest w stanie podać, kiedy taka inwestycja zostanie zrealizowana.
SAMI SOBIE WINNI?
Sugestie, że skoro zdecydowali się osiedlić na terenach przemysłowych, to powinni mieć świadomość czekających ich uciążliwości, irytują mieszkańców. Odbierają je jako spychanie winy na nich. – Mieszkam przecież w normalnym domu mieszkalnym i chciałbym mieć spokój – nie kryje zdenerwowania pan Mirosław. On i jego sąsiedzi uważają, że być może problemu udałoby się uniknąć, gdyby nie to, że firmy oszczędzają na zabezpieczeniach. – Przykrywanie trocin plandekami to fikcja na użytek przeprowadzanych w firmie kontroli – mówią.
Ewa Kułakowska
PS . O wyjaśnienia poprosiliśmy też kierownictwo drugiej firmy zajmującej się produkcją palet, ale do chwili zamknięcia tego wydania gazety nie uzyskaliśmy odpowiedzi.{/akeebasubs}
