Kilka tygodni temu pisaliśmy, że miasto planuje zagospodarowanie ruin zamku krzyżackiego.

I Ty możesz zostać rycerzem?W grę wchodziłoby wkomponowanie w nie elementów wystawowych, zabezpieczenie przed postępującą degradacją, utworzenie punktu informacji turystycznej oraz kulturalnej, itp. Szczegóły zostały jednak owiane tajemnicą. - Ostateczny zakres i forma działań na obiekcie zależą od decyzji konserwatora zabytków – informował zdawkowo ratusz. Niedługo potem, jak sądziliśmy, natrafiliśmy na ślad pierwszych poczynań w tym względzie. Na internetowym portalu OLX znaleźliśmy ogłoszenie o pracy dotyczące właśnie zamkowych ruin. Rzecz ilustrowana fotografią wygląda tak, jak na załączonym zdjęciu.W treści ogłoszenia czytany: poszukuję chętnych osób do pracy w Szczytnie na zamku krzyżackim obok placu Juranda. Oferuję pełne umundurowanie (zbroja), konia oraz miecz i tarcze. Zarobek 1850 zł brutto plus premia. Praca polega na promowaniu tradycji rycerskiej i ochronie murów zamku przed dewastacją. Praca od 7.00 do 15.00, od poniedziałku do piątku. Warunki pracy wydawały się atrakcyjne, gorzej z płacą, ale i tak było wielu chętnych. Ba, nawet zainteresowało się radio RMF, chcąc dowiedzieć się szczegółów od lokalnych władz. Niestety, jak się okazało, była to lipa, wymyślona przez jakiegoś anonimowego dowcipnisia.

 

 

ODNOWIONA PRZYCHODNIA ZE STODOŁĄ W TLE

Do niedawna okolice głównego przejazdu kolejowego w Szczytnie szpeciła dawno nieodnawiana bryła przedwojennej kamienicy, w której działają m, in. przychodnie zdrowia.  Teraz sytuacja zmieniła się radykalnie i budynek prezentuje się wreszcie przyzwoicie. Pasuje do odnowionej szkoły, czy wyremontowanej nastawni kolejowej usytuowanej po drugiej stronie torów.
Ba, tuż za przychodnią rzuca się w oczy dość osobliwa budowla, przypominająca  stodołę, tyle że murowaną.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Jak widać na zdjęciu, jej szczyt przylegający do ulicy jest paskudny i odrapany, a poza tym na dachu brakuje sporo dachówek.
Od strony hurtowni elektrycznej stodoła prezentuje się nieco lepiej, są tam nawet wstawione nowe drzwi typu garażowego, a mury zostały ocieplone. Niestety, od dłuższego czasu nie widać wokół budowli oznak jakiegokolwiek życia. Budynek pozostaje pusty, no i straszy swoim wyglądem. Dodajmy, że do jego tyłów doklejona jest jakaś przybudówka, której zadaszenie zapadło się ze starości.
Nieruchomość za czasów PRL-u służyła PSS-om jako magazyn. Po zmianach ustrojowych przeszła na własność starostwa, a potem została odsprzedana. Nabywca nie pochodził z naszego miasta. Coś tam na początku remontował (wspomniane ocieplenie i nowe drzwi), ale wkrótce zaprzestał robót i wszelki słuch o nim zaginął. Jak nam mówią właściciele okolicznych placówek handlowych, nie widziano go na posesji od lat.

OBSERWATOR KORTOWY

Skoro już o ruinach mowa, powróćmy do opisywanego w „Kurku” na początku lutego biurowca byłej „Unimy”. Wewnątrz budynku, o czym wówczas nie  pisaliśmy, bo nie mieściło się to w tematyce artykułu, na II piętrze zauważyliśmy  dziwne stanowisko obserwacyjne. W dużym pomieszczeniu pozbawionym szyb, pod pustym otworem okiennym ktoś ustawił samochodowy fotel na drewnianej podstawie i dla wygody jeszcze z podnóżkiem.
Kto spoglądał, a może i spogląda nadal z tego stanowiska – nie wiadomo. Łatwo natomiast ustalić co widać z tego miejsca, sadowiąc się w fotelu. Od razu spotka nas rozczarowanie, bo nic ciekawego. Nie dostrzeżemy, jakby należało się spodziewać, panoramy miasta, a jakiś placyk otoczony drzewami i krzakami.
Bardziej intrygująco placyk wygląda jednak z dołu. Na okalającej go częściowo siatce widać jakiś zwieszające się szmaty. Co to takiego?
Otóż są to nędzne resztki banerów reklamowych, które wiszą tu już  nieomal 20 lat! Placyk był kiedyś eleganckim kortem tenisowym, wyłożonym jak w tamtych czasach bywało, czerwoną glinką, której resztki widać w trawie porastającej nawierzchnię.
- Przed 20 laty i wcześniej tętnił on życiem – wspomina Zbigniew Dobkowski, który w czasach świetności „Unimy” opiekował się tym obiektem. Po upadku zakładu starał się o jego dzierżawę z ramienia TKKF, ale syndyk nie wyraził zgody. A w planach pana Zbigniewa było jeszcze uatrakcyjnienie kortu poprzez zainstalowanie na nim pierwszej w Szczytnie kręgielni pod wiatą.
Były tu także ławeczki dla kibiców, po których pozostało kilka metalowo-drewnianych elementów.
Reszta, jak i co najmniej połowa metalowego i  wysokiego płotu okalającego kort, została wycięta i sprzedana na złom.

SPEŁNIONY POSTULAT

Odkryty i odrestaurowany w zeszłym roku podczas remontu dworca PKP napis z przedwojenną nazwą miasta wówczas wzbudził wiele emocji. Problem stanął nawet na forum grudniowej sesji Rady Powiatu. Radny Szczepan Olbryś zgłosił wtedy postulat, aby obok niego umieścić także tablicę z polską nazwą Szczytna, bo teraz – argumentował – to my jesteśmy gospodarzami tych ziem. Zwrócono się w tej sprawie do PKP, a firma obiecała napis taki umieścić i oto już go mamy.
Jak widać na zdjęciu, nowy napis ma tę wyższość nad przedwojennym, że umieszczono nad nim lampę. Dzięki temu polska nazwa naszego miasta będzie widoczna nie tylko w dzień, ale i nocą.
Tu ciekawostka, bo choć w przedwojennych czasach dworzec i perony były oświetlane prądem, to mała kolejowa infrastruktura już nie. Znaki dla maszynistów, zwrotnice, czy semafory podświetlane były lampkami naftowymi. Przetrwały one aż do lat 60.
Do dziś na dworcu mamy tego dowody. Przy peronie I stoi znak kolejowy zwany wskaźnikiem zatrzymania. Oznacza on miejsce, w którym powinno zatrzymać się czoło pociągu.
Jak widać na zdjęciu, słupek podtrzymujący podświetlany znak wyposażony jest niczym drabina w szczebelki. To po nich każdego dnia przed zmrokiem wspinał się  kolejarz, by zapalić lampkę, ewentualnie uzupełnić w niej naftę. Dlatego też znak wyposażony był w  charakterystyczny kominek. Spaliny mogły się ulatniać, nie powodując zakopcenia szkła. W wysokich semaforach lampki zapalało się inaczej, sprowadzając je w dół mechanizmem podobnym do tego, jakim obecnie wciąga się lub opuszcza flagi na masztach.

ZMIANA ROZKŁADU

Wydawałoby się, że w czasach gdy króluje osobowy transport samochodowy (w Szczytnie oprócz Bus-Komu mamy jeszcze kilku przewoźników lokalnych), koleją nikt nie będzie podróżował. Tymczasem, jak zauważyliśmy i to wcale nie w godzinach szczytu, bo po godz. 13.38 z szynobusu olsztyńskiego wysiadło całkiem sporo ludzi.
Skoro tak, to przypomnijmy, że kilka dni temu nastąpiła zmiana rozkładu jazdy.  Pracownik PKP akurat zmieniał wywieszki, co pozwoliło nam stwierdzić, że obecnie rozkłady obowiązują krótko, bo zaledwie 3 miesiące. Kiedyś, w czasach świetności kolei obowiązywały cały rok i można je było nabywać m. in. w kioskach „Ruchu”, w formie książkowej.
Dodajmy jeszcze, że w ostatnich latach na naszej stacji ruch raczej zamiera, tymczasem   połączeń przybywa. Obecnie mamy szynobusy do Ełku, Pisza, Olsztyna i ostatnio do Szyman, a w szczytowych dniach odchodzi ze stacji przeszło 20 składów.{/akeebasubs}