W ostatnim czasie wielką popularność zdobywają małe urządzenia latające zwane dronami. Jest to bardzo nowoczesny sprzęt, dzięki któremu można między innym wykonać zdjęcia z lotu ptaka, coś co było dotąd nieomal nieosiągalne nie tylko dla fotoamatorów, ale i zawodowych fotografików.

Inwazja dronów

ZNAKOMITA POMOC

Łatwa dostępność, przystępne ceny spowodowały, że drony stają się w kraju coraz powszechniejsze. Taki sprzęt wyposażony w kamerę czy aparat fotograficzny może nabyć każdy, nawet w supermarkecie. Ceny nie są wysokie, bo wahają się od kilkuset złotych do dwóch, trzech tysięcy. Jedynie konstrukcje bardziej zaawansowane technicznie mogą kosztować więcej. Przed pierwszym uruchomieniem drona należy jedynie, jeśli chodzi o loty amatorskie, potrenować obsługę i już można taką maszynę oblatywać. Specjalne papiery - świadectwo kwalifikacyjne wymagane jest tylko w zastosowaniach komercyjnych.

Zdjęcia z pokładu tych urządzeń są znakomite. Wykorzystał je, tworząc piękny album o naszym mieście, pt. „Bliskie Szczytno”, Jakub Dobrzyński, znany fotograf i szef Agencji Wydawniczo-Filmowej „Tworzymy Obraz”.

- Drony są bardzo pomocne przy wykonywaniu zdjęć z lotu ptaka - mówi autor albumu.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Nie trzeba wynajmować kosztownego samolotu, co więcej można wybrać dowolny czas oraz miejsce i co najważniejsze w fotografii – poczekać na najlepsze oświetlenie.

Bezzałogowe aparaty są też przydatne przy prowadzeniu rozmaitych pomiarów i badań, a także przy sporządzaniu map. Ostatnio powstało szereg specjalistycznych firm usługowych, oferujących filmowanie imprez plenerowych, koncertów, czy nawet takich wydarzeń, jak oddanie do użytku jakiejś inwestycji.

PRZYGODY W POWIETRZU

Drony, ulegając awarii lub tracąc łączność radiową z operatorem, mogą jednak stać się przyczyną nieprzewidzianych zdarzeń, a nawet nieść zagrożenie dla osób postronnych.

Jak nam mówi Jakub Dobrzyński, podczas wykonywania zdjęć plenerowych pod Kętrzynem pilotowany przez niego aparat wskutek awarii technicznej osiadł na terenie należącym do jednostki straży granicznej. W wyniku tego zdarzenia fotograf był podejrzewany o… szpiegostwo.

Najczęstsza jednak utrata kontroli nad dronem następuje wskutek przekroczenia zasięgu łączności radiowej. Taką przygodę przeżył nasz Czytelnik, pan Krzysztof. Mały aparat latający zakupił w markecie za niecałe 300 zł. Podczas pierwszego uruchomienia na nadjeziornej działce, nie mając żadnego doświadczenia z tym sprzętem, nie uwzględnił siły wiatru. Jego podmuchy zepchnęły urządzenie poza zasięg radiowy i nie można było już nim sterować. Ponieważ dron nie może utrzymać się długo w powietrzu, pewnym było, że wkrótce uderzy w ziemię, ale nie wiadomo gdzie.

- Spadł nieomal pod nogi spacerujących nad wodą turystów – relacjonuje pan Krzysztof. Na szczęście lekka maszyna nie wyrządziła żadnych szkód. Był to mały model ważący zaledwie ok. 100 g. W zależności od wielkości urządzenia, może ono ważyć nawet kilka kilogramów i wówczas powstaje nieporównywalnie większe zagrożenie.

- Nie powinno się używać dronów do filmowania imprez, czy koncertów plenerowych – przestrzega Jakub Dobrzyński. Każda utrata kontroli nad taką maszyną, może skończyć się jej upadkiem na głowy osób z widowni.

- Dron w rękach nieprzeszkolonego amatora może grozić przechodniom, samochodom, a cięższe konstrukcje nawet budynkom – ostrzega Ryszard Mróz dyrektor Aeroklubu Mazury-Szczytno. Dodaje, że przed wypadkiem nie zabezpieczają nawet najnowsze oprogramowania – automatyczny powrót do miejsca startu, jeśli straci się kontrolę radiową. Podczas drogi powrotnej maszyna może zawadzić np. o komin fabryczny albo kościelną wieżę i spaść mieszkańcom na głowy. Jego zdaniem nieodzowne byłyby szkolenia, które powinien przejść każdy operator drona.

INGERENCJA PAŃSTWA

W związku z szybko rosnącą liczbą tych małych, bezzałogowych maszyn i koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa w przestrzeni powietrznej, państwo chce wprowadzić nowe precyzyjne uregulowania. Kiedy wejdą one w życie, każdy operator będzie musiał ukończyć specjalistyczny kurs z podstaw prawa lotniczego i przepisów o przestrzeni powietrznej. Koszt takich szkoleń szacuje się na około 1 200 zł. Nowe uregulowania mają też sprecyzować zasięg operowania bezzałogową maszyną. Zamiast mało precyzyjnego określenia - „sterowania dronem w zasięgu wzorku”, miałoby to odbywać się tylko w promieniu do 500 m od operatora, a maksymalny pułap nie może przekroczyć 150 m.

Dodajmy, że już obecnie za spowodowanie wypadku z udziałem drona grozi kara grzywny lub ograniczenia wolności, a nawet pozbawienie wolności od roku do pięciu lat.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}