Te robale w końcu zjedzą mnie żywcem – skarży się Wiesław Stachula, właściciel jednego z mieszkań w dawnym hotelu „Unimy”. Choć ciągle walczy z uciążliwymi insektami, to efekty są mizerne. Mieszkaniec ma żal do administrującego blokiem TBS-u, że lekceważy problem.
NIEPROSZENI LOKATORZY
Wiesław Stachula rok temu kupił mieszkanie w bloku przy ul. Dąbrowskiego 4. Dawniej budynek ten służył jako hotel pracownikom nieistniejącej dziś „Unimy”. Obecnie część znajdujących się w nim lokali została wykupiona, inne pozostają w zasobach komunalnych. Pan Wiesław nie nacieszył się długo z dokonanej transakcji. Szybko bowiem okazało się, że w jego mieszkaniu zadomowili się nieproszeni lokatorzy w postaci pluskiew i karaluchów. - Są wszędzie, w całym bloku, chodzą po korytarzu. Tam się nie da żyć – załamuje ręce pan Wiesław.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIE MOGĄ DOTRZEĆ DO WSZYSTKICH
Dyrektor administrującego blokiem TBS „Jurand” Alfred Kryczało potwierdza, że problem z karaluchami jest, ale pojawia się okresowo. Zapewnia, że kilka razy przeprowadzano tam akcje mające na celu wytępienie szkodników, lecz nie zawsze przynosiły one pożądany skutek. - To dlatego, że jest tam ponad 90 mieszkań o małej powierzchni. Aby taka akcja była skuteczna, trzeba dotrzeć do wszystkich pomieszczeń, a przy takim rozdrobnieniu to niemożliwe – tłumaczy Alfred Kryczało. Do wielu lokali nie ma dostępu, bo są np. wynajmowane. Niektóre stoją puste i właśnie one stanowią największy rozsadnik karaluchów. Tymczasem koszty kompleksowego pozbycia się insektów są niemałe, bo sięgają nawet kilku tysięcy złotych. - Dlatego właściciele parę lat temu zdecydowali, że trzeba zmobilizować wszystkich najemców, aby tępili szkodniki we własnym zakresie, w obrębie swoich mieszkań – mówi dyrektor. Dodaje, że temat wraca na każdym corocznym zebraniu i stanowisko posiadaczy lokali pozostaje bez zmian. Alfred Kryczało zastrzega jednak, że jeśli zdecydowaliby się na przeprowadzenie kompleksowej akcji w całym budynku, to administrator przychyliłby się do ich woli.
Te tłumaczenia nie przekonują pana Wiesława. Jego zdaniem tych najemców lub właścicieli, którzy nie udostępniają swoich lokali do przeprowadzenia akcji, należałoby do tego zmusić na drodze prawnej. - Administrator powinien iść do sądu i uzyskać zgodę, bo tak dalej być nie może – mówi, dodając, że niszczenie insektów tylko w niektórych mieszkaniach mija się z celem, bo i tak pojawią się znów, przechodząc z pustych czy zaniedbanych lokali.
(ew){/akeebasubs}
