Kilka dni temu przeczytałem, że ukazała się wspomnieniowa książka Jacka Cygana. Książki jeszcze nie widziałem, ale mogłem zapoznać się z jej fragmentami dotyczącymi współpracy Jacka Cygana z Ryszardem Rynkowskim.

Jacek Cygan

Podczas lektury odżyły we mnie wspomnienia o tym, jak to poznałem obu panów. Było to przemiłe spotkanie, a niezwykła osobowość Jacka pozostała mi na zawsze w pamięci. Przypomnijmy, że Jacek Cygan to współczesny poeta, scenarzysta, osobowość telewizyjna - organizator licznych festiwali, a także juror, ale przede wszystkim autor niezliczonej ilości tekstów piosenek. Bardzo wiele z nich stało się przebojami. Największa polska poetka wypowiadająca się w tekstach piosenek, czyli Agnieszka Osiecka napisała około dwóch tysięcy utworów. Jacek przekroczył już tysiąc, ale wciąż pisze. Jest ode mnie o pięć lat młodszy, to ma jeszcze trochę czasu. Wymienię dla przypomnienia kilka utworów z tekstami Cygana. „Dumka na dwa serca” (Edyta Górniak i Mieczysław Szcześniak), „Jaka róża taki cierń” (Edyta Geppert), „Jestem kobietą” (Edyta Górniak) oraz „Wypijmy za błędy” i „Życie jest nowelą” - obie śpiewane przez Ryszarda Rynkowskiego. Te najważniejsze festiwalowe nagrody jakie stały się udziałem Jacka wymienię pod koniec felietonu. Teraz chciałbym podzielić się z moimi czytelnikami wspomnieniem naszego pierwszego, osobistego kontaktu.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Był to okres ferii zimowych kilkanaście lat temu. Piękna słoneczna pogoda zachęcała do wyjazdu z miasta (mieszkałem jeszcze w Warszawie). Postanowiłem zatem spędzić kilka dni w górach. Mam w Stolicy przyjaciela, który jako dziecko wychowywał się w Tatrach. Do szkoły chodził w Zakopanem. Później studiował w Krakowie i wreszcie zamieszkał w Warszawie. Ale nie potrafi żyć bez gór, toteż od zawsze jest właścicielem niewielkiego mieszkanka w Krynicy i tam obowiązkowo spędza każdą zimę. Zimę dlatego, że jego hobby to narty. Andrzej (Jędruś) jest z zawodu budowlańcem. W Krynicy przywdziewa strój goprowca i pełni stałe ratownicze dyżury na Jaworzynie. Ta praca jest nieodpłatna. To rodzaj posłannictwa. Równolegle narciarze, wolontariusze z GOPR wynajmują się jako instruktorzy uczący nieudacznych ceprów sztuki zimowych zjazdów. I z tego żyją podczas pobytu na stoku. Co do mnie, to nie uprawiam narciarstwa, ale dość dobrze znam i lubię towarzystwo krynickich ratowników. Toteż chętnie, wraz z żoną, odwiedzamy ich zimową porą, korzystając z gościnności Jędrusia. Tamtej zimy byłem u niego samotnie. Chłopaki jeździli po stoku, a ja siadywałem na słoneczku przed jaworzyńską goprówką z gazetą i kufelkiem grzanego piwa w dłoni. I oto pewnego przedpołudnia, z wagonika kolejki linowej wysiadło dwóch narciarskich zuchów o twarzach jakby znajomych. Bez wątpienia panowie Cygan i Rynkowski. Zobaczyli szyld GOPR, a przed nim moją dorodną postać, więc podeszli bez żadnych obciachów, aby poznać się i dowiedzieć czegoś o trasach narciarskich, a także innych możliwościach relaksowych. Akurat trafili na mnie - matoła i dyletanta w interesujących ich sprawach. Poczekaliśmy zatem (przy piwku) na prawdziwych goprowców, gawędząc sobie o tym i owym. Obaj panowie mieli przewidziane w swoim programie dwa, czy trzy koncerty w krynickich sanatoriach. No, ale koncerty to wieczór, a dzień zamierzali wykorzystać dla zimowych sportów.

Wkrótce ratownicy - narciarze zjechali do nas. Zajęli się gośćmi na swój sportowy sposób. No, ale to już beze mnie. Za to wieczorem zostaliśmy wszyscy zaproszeni na koncert Ryszarda i Jacka. Oczywiście byliśmy w komplecie. Ryszard grał i śpiewał, a Jacek prowadził coś w rodzaju konferansjerki. W najlepszym stylu! Po koncercie można było oczywiście posiedzieć w sanatorium, popijając gorzałeczkę w miejscowym barku, ale Jędruś zaprosił nas do swojego mieszkanka na prawdziwą prywatkę. Poszliśmy. Ja zresztą tam mieszkałem, więc i tak nie miałem alternatywy. Było wspaniale. Jędruś kupił mieloną wołowinę i zrobiliśmy (zbiorowo) tatara. Ryszard Rynkowski nie dał się prosić i zasiadł do pianina, jakie od zawsze stoi u Jędrusia. Może nie najlepiej nastrojone, ale mistrz to swój chłop, więc nie narzekał. Były tańce. Królowała bardzo piękna córka Jędrusia, która mieszka na stałe w USA, ale wówczas przyjechała do Polski odwiedzić Tatę.

Imprezę powtórzyliśmy dnia następnego, potem nasi artyści wyjechali niemal płacząc przy rozstaniu.

Do dzisiaj mam w komórce telefon Jacka. Nie wiem, czy nadal aktualny. Nie miałem okazji spotkać się z nim ponownie. Z Ryszardem owszem tak. Kilkakrotnie bywał w warszawskim klubie „Scena”. Mieliśmy okazję do pogawędzenia.

Na zakończenie wymienię kilka znaczących nagród jakie otrzymał Jacek Cygan za swoje utwory.

Zaczęło się od I nagrody Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie 1976. Później Nagroda Specjalna w Opolu 1984 za piosenkę „Jaka róża taki cierń”. W roku 1991 Nagroda II w Opolu za piosenkę „Muszelko ratuj mnie”, a w roku 1991 opolskie Grand Prix za utwór „Mrok”. W międzyczasie liczne nagrody literackie za wydane tomiki wierszy oraz nagroda za Przebój „Lata z Radiem” 1989 dotycząca piosenki „Wypijmy za błędy”.

Wprawdzie odstałem już nieco od artystycznego życia Stolicy, ale wciąż mam nadzieję, że będę miał okazję spotkać jeszcze kiedyś Jacka. Proszę mi wierzyć, że to prawdziwa radość mieć okazję porozmawiać z takim normalnym, prawdziwym i mądrym, światowym facetem, a przy tym całkowicie pozbawionym gwiazdorskiej pozy.

Andrzej Symonowicz

{/akeebasubs}