Członkowie wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Lanca 7 od lat nie mogą doprosić się od władz miasta przekazania im terenu, na którym stoi zdewastowany i zapuszczony plac zabaw. Ich nadzieje na pozytywne załatwienie sprawy ożyły wraz z wyborem na burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego, który kilkakrotnie obiecywał im pomoc w rozwiązaniu problemu, także w czasie kampanii wyborczej. Mimo że sprawuje on urząd już blisko rok, plac jak straszył, tak straszy.

Jak burmistrz kiwa mieszkańców
Członkowie wspólnoty z ul. Lanca 7 głosowali na Krzysztofa Mańkowskiego licząc, że wywiąże się ze składanych im obietnic. Spotkał ich jednak gorzki zawód

NIEFORTUNNY PODZIAŁ

Znajdujący się u zbiegu ulic Lanca i Solidarności plac zabaw–widmo mógłby służyć za scenerię horroru. Porośnięty wysokimi chaszczami teren, na którym stoją pamiętające PRL, zniszczone i odrapane urządzenia, sprawia ponure wrażenie i psuje estetykę otoczenia. Od lat jest on bolączką członków wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Lanca 7. Ich starania o to, by przejąć i należycie zagospodarować ten teren, przypominają walkę z wiatrakami. Mieszkańcy raz po raz odbijają się od muru urzędniczej niemocy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Blok, w którym mieszkają, wraz z przyległym gruntem do 2003 r. stanowiły własność MSWiA. W tym czasie uzyskali zgodę na wykupienie lokali służbowych z odpowiednią bonifikatą. Starostwo poinformowało ich, że udział w gruncie sąsiedniej działki mogą także nabyć, ale już po cenach wolnorynkowych, bez zniżki. W celu obniżenia kosztów, zdecydowali się na podział gruntu. W ten sposób część działki z placem zabaw pozostała własnością Skarbu Państwa, a reszta – mieszkańców bloku nr 7. Mimo to członkowie wspólnoty przez cały czas utrzymywali porządek również na nienależącym do nich terenie, kosząc trawę, grabiąc liście, czy odśnieżając chodnik.

URZĘDNICZY MUR I OBIETNICE KANDYDATA

Pod koniec marca 2017 r. mieszkańcy wystąpili do starostwa, które w imieniu Skarbu Państwa zawiaduje gruntem z placem zabaw, z prośbą o wyrażenie zgody na nieodpłatne jego użyczenie, deklarując na nim określone inwestycje. W odpowiedzi otrzymali informację, że działka nie może być użyczona na czas nieokreślony w związku z możliwym przekazaniem jej na rzecz miasta. Kiedy mieszkańcy zapytali o to poprzednie władze Szczytna, te zakomunikowały im, że ... gmina miejska nie jest zainteresowana przejęciem tego gruntu.

Wobec tego wspólnota poprosiła o interwencję ówczesnego radnego powiatowego Krzysztofa Mańkowskiego. – Po zapoznaniu się ze sprawą i dokonaniu osobistego rekonesansu terenu stwierdził, że starania wspólnoty są zasadne oraz obiecał pomoc w rozwiązaniu problemu – mówi Zdzisław Borowicz, przewodniczący Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej przy ul. Lanca 7. Wkrótce Mańkowski doprowadził do spotkania jej przedstawicieli ze starostą Jarosławem Matłachem. – Ten poinformował nas, że nie może przekazać gruntu w nieodpłatne użyczenie, gdyż nie pozwala mu na to ustawa – opowiada przewodniczący.

Zniechęceni mieszkańcy, na znak protestu, zaprzestali utrzymywać porządek na placu.


Burmistrz Mańkowski krytykował poprzednie władze Szczytna, że nie potrafiły uporać się z problemem placu zabaw, ale sam w tej sprawie też wiele nie zdziałał

Przez następny rok w sprawie nic się nie działo. - W czerwcu 2018 r. podczas spotkania na mieście pan Mańkowski zapewnił mnie, że do tematu wrócimy po jesiennych wyborach, w przypadku jak je wygra – wspomina pan Zdzisław.

Potem powtórzył to podczas kampanii wyborczej. – Już po wyborach zapytał mnie, czy w dalszym ciągu jesteśmy zainteresowani przejęciem terenu. Dałem mu odpowiedź pozytywną, po czym nastąpiła cisza – opowiada pan Zdzisław.

Kiedy w marcu tego roku odwiedził Wydział Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska, od jego naczelnik Lilianny Majewskiej - Farjan usłyszał, że nie zna ona sprawy. Kilka tygodni później spotkał się z burmistrzem, przypominając mu o wcześniejszych zapewnieniach. Ten miał obiecać, że porozmawia o działce ze starostą.

UCHWAŁA NA ODCZEPNEGO

Pod koniec marca z interpelacją dotyczącą placu wystąpił podczas sesji Rady Miejskiej radny Paweł Krassowski. Odpowiedź burmistrza, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze obietnice, była zaskakująca. Włodarz stwierdził jedynie to, o czym członkowie wspólnoty dobrze wiedzieli: że aktualnie miasto nie dysponuje gruntem, którym są zainteresowani, a działka stanowi własność Skarbu Państwa. W związku z tym zainteresowani powinni podjąć rozmowy ze Starostą Szczycieńskim – czytamy w odpowiedzi na interpelację podpisanej przez burmistrza.

Przewodniczący zarządu wspólnoty Zdzisław Borowicz od dawna bezskutecznie walczy o przejęcie szpecącego placu zabaw, ale nie może przebić się przez mur urzędniczej niemocy

Przez blisko pół roku wokół sprawy ponownie zaległa cisza. Temat powrócił po publikowanych na przełomie lipca i sierpnia artykułach w „Kurku”. Na łamach gazety starosta deklarował, że może przekazać grunt samorządowi miejskiemu nawet za darmo. Z kolei burmistrz przekonywał, że sprawa nie jest wcale taka prosta, ponieważ w takim przypadku miasto musi udowodnić, że teren zostanie zagospodarowany na zadania własne samorządu. W przeciwnym razie na takie rozwiązanie nie zgodzi się wojewoda.

Mimo to podczas sierpniowej sesji radni podjęli uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na nieopłatne nabycie terenu w drodze komunalizacji. Wiele wskazuje jednak na to, że wojewoda ją uchyli. Podczas sesji przyznawał to nawet sam Mańkowski. – W moim, wydziału i radców prawnych przekonaniu wojewoda nie wyrazi zgody na przekazanie nam tych gruntów. W związku z tym będziemy mieli czytelną wykładnię i będziemy mogli podjąć kolejne kroki, by doprowadzić do komunalizacji – tłumaczył burmistrz.

KURIOZALNA SYTUACJA

- To kuriozalna sytuacja – ocenia radny Krassowski. Jego zdaniem sedno sprawy tkwi w niewłaściwym uzasadnieniu uchwały. – Napisano w nim, że działka zostanie przejęta na cele rekreacyjne. Wojewoda na to w życiu się nie zgodzi – przekonuje radny.

Podobnego zdania jest Artur Horodyski, naczelnik Wydziału Geodezji, Kartografii, Katastru i Gospodarki Nieruchomościami w Starostwie Powiatowym. Tłumaczy, że miasto może na dwa sposoby starać się o przejęcie gruntu. Pierwszy to forma darowizny. – Ma ona to do siebie, że wtedy samorząd miejski faktycznie musi wskazać cel, na jaki przeznaczy nieruchomość – wyjaśnia naczelnik. Inaczej jest w przypadku, który wybrało miasto, za pośrednictwem starosty składając wniosek o wydanie decyzji komunalizacyjnej. Tu sprawa powinna być o tyle prosta, że w ewidencji gruntów teren ten figuruje jako droga. – Wystarczyłoby napisać to we wniosku o komunalizację i tyle. Zapewniam, że wtedy na 99,9% wojewoda wydałby decyzję pozytywną – mówi Artur Horodyski. Dodaje, że przy wyborze tej ścieżki w ogóle nie jest istotne to, co na działce planuje miasto i niepotrzebnie informacja o przeznaczeniu terenu na cele rekreacyjne znalazła się we wniosku. – W ten sposób w powiecie komunalizujemy bardzo dużo nieruchomości i we wszystkich gminach to przechodzi – zapewnia naczelnik. – Ktoś tu chyba nie bardzo wie, na czym polega darowizna między samorządem a Skarbem Państwa, a na czym komunalizacja – dodaje.

MIAŁ TO ZAŁATWIĆ W TRZY MIESIĄCE

Całą sytuacją najbardziej zniesmaczeni są mieszkańcy bloku przy ul. Lanca 7. Szczególnie boli ich zachowanie burmistrza, który przed wyborami zapewniał, że sprawę doprowadzi do pozytywnego finału w trzy miesiące. – Podczas kampanii wyborczej był tak bardzo zbulwersowany tym, że poprzednie władze nie potrafią tego załatwić – mówią, dodając, że wszyscy głosowali na Mańkowskiego, wierząc w jego obietnice.

Ewa Kułakowska, (o){/akeebasubs}