Z wiat na placu targowym w Szczytnie zwieszają się niechlujne brezentowe płachty, łopocząc na wietrze. Zdaniem nie tylko mieszkańców Szczytna, ale i przyjezdnych, wskutek tego targowisko wgląda jak orientalny bazar. Kupcy chcieliby wymienić te osłony na trwalsze i sztywniejsze, ale są z tym kłopoty.

WADY JUŻ NA POCZĄTKU
Kiedy w grudniu 2013 r. oddawano do użytku nowy plac targowy, panowały optymistyczne nastroje. Zniknęły stare stragany amatorskiej konstrukcji, które wyglądem przypominały bardziej naprędce sklecone budy niż stanowiska handlowe. Ich stan techniczny był równie fatalny.
- Nareszcie skończył się „Meksyk” - wrażali zadowolenie tak mieszkańcy miasta, jak i kupcy.
Niestety, z chwilą otwarcia targowiska zaczęły się problemy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pan Ryszard, który handluje sprzętem ogrodniczym wspomina, że zaraz po tym do ratusza udała się delegacja kupców, którzy domagali się zezwolenia na zainstalowanie ochronnych płyt z pleksi. Nic jednak nie wskórano. Z tego powodu, że projekt zrealizowano m. in. ze środków unijnych, nie było i nadal nie można w ciągu 5 lat niczego na targowisku zmieniać pod groźbą utraty dofinansowania. Wówczas, skoro nie było można użyć szkła organicznego, padł pomysł osłaniania wiat brezentem.
JAK ŻAGLE, A KAŻDY Z INNEJ PARAFII
Kupcy zaopatrzyli się w prezentowe plandeki, które za pomocą sznurków mocowali do metalowych elementów wiat. To prowizoryczne rozwiązanie powodowało nadymanie się brezentów jak żagle. Co gorsza, przy silnym wietrze wiązanie puszczało, wskutek czego płachty odrywały się i łopotały z hałasem.
Obecnie po trzech latach użytkowania w zasadzie większość plandek jest już mocno zniszczona – podarta lub popruta. Na dodatek panuje wśród nich pstrokacizna, są plandeki czarne, białe i niebieskie.
- Plac targowy wygląda niczym azjatyckie targowisko – skarżą się mieszańcy miasta i przyjezdni.
Kupcy mają podobne zdanie. Zgadzają się, że wiaty przystrojone brezentem nie wyglądają dobrze.
TRZY, CZY PIĘĆ LAT?
Temat instalacji pleksi znowu powrócił na targowisko. W przepisach unijnych handlujący doszukali się paragrafu, według którego małe i średnie inwestycje obowiązuje tylko 3-letni okres zakazu wprowadzania zmian.
Ratusz jednak ripostuje.
- Jeśli chodzi o inwestycje prowadzone przez samorządy lokalne, to ów okres wynosi, niestety, pięć lat – tłumaczy Krzysztof Kaczmarczyk, wiceburmistrz. Tego typu inwestycje są pod szczególną kontrolą, a ta spodziewana jest na targowisku w najbliższym czasie.
Nie znaczy to jednak, zastrzega ratusz, że nie wolno myśleć o jakichkolwiek zmianach.
Te nie mogą naruszać istniejących konstrukcji, odpada więc wiercenie otworów montażowych. Można pomyśleć jednak o innym rozwiązaniu, ale zależy ono od pomysłowości kupców. Możliwe jest zastosowanie lekkich materiałów, trwalszych i sztywniejszych od brezentu, np. w formie ekranów chroniących przed wiatrem i opadami. Tyle że musi to być ujednolicone na całym placu targowym.
Ci kupcy, z którymi rozmawialiśmy, zapalili się do pomysłu instalacji trwałych ekranów, o czym myśleli już wcześniej. Pani Dorota prowadząca stoisko z warzywami mówi nam,, że ma już przygotowane w garażu materiały na osłonę.
Jednak ich zapały studzi administrator Mariusz Napiórkowski. Jego zdaniem nie wszystkich kupców będzie stać na tę nową inwestycję. Jako administrator ma kłopoty z wyegzekwowaniem wymiany na niektórych stanowiskach podartego brezentu na nowy.
Skoro jednak kupcy wyrażają chęć instalowania sztywniejszych materiałów, nie ma nic przeciwko temu.
- Zbiorę wnioski i przedstawię je lokal nym władzom - zapowiada Mariusz Napiórkowski.
Marek J.Plitt{/akeebasubs}
