Jak bumerang powraca problem zanieczyszczania głównych ulic Szczytna przez kawki. Temat poruszył ostatnio radny Rafał Kiersikowski, pytając burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego m.in. o to, czy rozważa usuwanie gniazd tych ptaków. Włodarz tak radykalnej metodzie zdecydowanie się sprzeciwia.

Jak przepędzić kawki?
Drzewa na ul. Odrodzenia są jednym z ulubionych miejsc bytowania kawek

SYZYFOWA PRACA

Zabrudzone przez kawki chodniki na głównych ulicach to problem, z którym władze Szczytna od wielu lat nie mogą się uporać. Stosowane dotychczas metody, w tym biosoniczna, polegająca na emitowaniu odgłosów ptaków drapieżnych, jeśli działają, to na krótko. Kawki szybko się orientują, że dźwięki rzekomych drapieżców to „lipa” i powracają na swoje dotychczasowe miejsca. Służbom miejskim nie pozostaje więc nic innego, jak tylko na bieżąco sprzątać ptasie odchody. To jednak syzyfowa praca, bo trotuary w błyskawicznym tempie są znów zanieczyszczane.

CZY BĘDĄ USUWAĆ GNIAZDA?

Do tematu walki z kawkami wrócili ostatnio radni Mariusz Pardo i Rafał Kiersikowski. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Ten drugi wystosował do burmistrza interpelację, w której pyta włodarza, czy miasto rozważa zatrudnienie sokolnika lub ponowne zastosowanie dźwiękowego odstraszacza. Sugeruje też najbardziej radykalną metodę – mechaniczne usuwanie ptasich gniazd.

Tę ostatnią włodarz zdecydowanie odrzuca. - Ze względów humanitarnych nie jest brana zupełnie pod uwagę – informuje Mańkowski. Zaznacza, że rozwiązywanie konfliktów między człowiekiem a ptactwem musi się odbywać w sposób zgodny z zasadami etycznymi i obowiązującym prawem. - Nie może być mowy o narażaniu ptaków na cierpienie lub utratę lęgów – podkreśla.

Z drugiej strony, jak informuje burmistrz, były i w dalszym ciągu są podejmowane próby ograniczenia liczebności kawek, ale odbywa się to w granicach prawa poprzez stosowanie metody biosonicznej. Z kolei zatrudnienie sokolnika byłoby skuteczne tylko wtedy, kiedy prowadzony przez niego ptak drapieżny pojawiał się w regularnych odstępach czasu na danym terenie. Takie cykle należałoby powtarzać minimum dwa razy w roku. To jednak bardzo droga usługa – kosztuje ok. 50 tys. zł za jeden cykl.

(ew){/akeebasubs}