Dla mieszkańców miasta i gminy Pasym nadchodzące lata nie zapowiadają się zbyt optymistycznie. Decydujące o wydatkowaniu ich podatków władze samorządowe mają nie lada problem. Nie wiedzą co lepsze: uchwalić budżet wiedząc, że nie spełnia on wymaganych wskaźników, czy go nie uchwalać. – Zdajemy sobie sprawę, że jest źle, ale nie wiemy jak z tego wybrnąć – przyznaje radny Wiesław Nosowicz.
CHOĆBYŚMY PĘKLI
Miasto i gmina Pasym to jedyny samorząd w powiecie szczycieńskim, który do tej pory nie ma jeszcze uchwalonego budżetu na 2014 rok. I wciąż nie wiadomo, kiedy plan dochodów i wydatków zostanie zatwierdzony. Powodem kiepska sytuacja finansowa gminy i zachwiane relacje między dochodami i wydatkami a spłatami rat kredytów. Nie spełniają one wskaźników nałożonych przez ustawę o finansach publicznych.
- Choćbyśmy pękli, nic w tym roku z tą relacją nie zrobimy – przyznaje skarbnik Pasymia Arkadiusz Młyńczak. Rada Gminy nie może więc uchwalić budżetu. Jeśliby to uczyniła, byłaby podstawa do wszczęcia postępowania o odwołanie rady – ostrzega skarbnik. Proponuje więc radnym przyjęcie uchwały o braku możliwości uchwalenia budżetu na 2014 r. i czekanie na to, co zrobi Regionalna Izba Obrachunkowa. W grę wchodzą dwa rozwiązania – wezwanie rady do opracowania programu naprawczego lub ustalenie budżetu przez RIO.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
PRETENSJE DO BIEDNEGO ŻUCZKA
O poważnym problemie, przed którym stanęła gmina, dyskutowali radni na posiedzeniu komisji.
- Jesteśmy w nowej sytuacji. Od roku 2014 obowiązują wskaźniki, które wprowadziła ustawa z 2009 r. o finansach publicznych – tłumaczył skarbnik Młyńczak. To nie wyjaśniło wątpliwości, a tylko je spotęgowało. - Już od pięciu lat wiedzieliśmy jakie musimy osiągnąć wskaźniki. Czy nie mogliśmy przygotować się do tego? - pytał wiceprzewodniczący rady Marcin Nowociński.
– Przygotowywaliśmy się cały czas, ale czasu nam zabrakło – bronił się Młyńczak. Według niego o obecnym krytycznym położeniu zadecydowały lata 2009 i 2010. - Gdybyśmy nie brali wówczas kredytów, dziś nie mielibyśmy problemów ze wskaźnikiem. Sytuację, jak przekonywał, pogrążyło też niezlikwidowanie szkoły w Gromie. To pozwoliłoby ograniczyć wydatki o kilkaset tysięcy złotych.
Radni nie dawali tym wyjaśnieniom wiary. – Skoro pan od wielu lat wiedział, że idziemy złą drogą, to dlaczego pan brnął dalej? - dociekał radny Mieczysław Żyra.
– Ale to nie ja brnąłem, to państwo brnęliście jako radni – odbijał piłeczkę skarbnik.
– Wyście podrzucali uchwały – rewanżował się Żyra.
– Dlaczego pan przerzuca odpowiedzialność na mnie, na biednego żuczka, wyrobnika. Ja nie jestem tutaj decydentem – odpierał atak Młyńczak.
Radna Marianna Tańska przypominała z kolei Żyrze, że ten zawsze głosował za przyjęciem budżetu.
– Burmistrz tak chciał. Mówił, żebyśmy się nie martwili, bo oni wiedzą co robią – tłumaczył się radny.
Młyńczak zapewniał, że o problemie dopasowania dochodów do wydatków uprzedzał już wcześniej. - Od 2011 mówiłem: jest źle i lepiej nie będzie. Co roku wam to mówię - zwracał się do radnych. Niezbędną, według niego, będzie teraz restrukturyzacja długu, czyli spłata większości zaciągniętych kredytów środkami pochodzącymi z emisji obligacji. - To naprawi sytuację naszej gminy – zapewniał skarbnik.
Sceptycznie jednak do tego pomysłu podchodzą radni. - Jak wyemitujemy obligacje, to nasz dług spłacać będą następne pokolenia – ostrzegał radny Nosowicz i przy okazji zauważał: – Zdajemy sobie sprawę, że jest źle, ale nie wiemy jak z tego wybrnąć.
(o)
{/akeebasubs}
