Drugiego lipca zmarł Janusz Kondratowicz. Przez wiele lat widywaliśmy go w naszym mieście co roku. Z okazji Dni i Nocy Szczytna. Wspomnijmy zatem kim był pan Janusz i co łączyło go ze Szczytnem.
Urodzony w lipcu 1940 Janusz Kondratowicz, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego - polonista i dziennikarz - zasłynął w latach sześćdziesiątych jako autor tekstów znanych przebojów tamtego okresu. Pisał przede wszystkim do popularnej wówczas muzyki młodzieżowej, czyli big beatu. To on, podobnie jak Marek Gaszyński, był autorem nieprawdopodobnej wprost ilości ówczesnych hitów. Jego piosenki śpiewali Czerwono Czarni, Czerwone Gitary, No To Co, czy Trubadurzy. Wymienię kilka przykładów. Tekst słynnego utworu Krzysztofa Klenczona „Kwiaty we włosach” jest autorstwa Janusza Kondratowicza. Tak jak „Powiedz stary gdzieś ty był”, czy „Dziesięć w skali Bauforta”. Także „Rysunek na szkle”, „Zielone wzgórza nad Soliną” i „Cygańska Jesień” śpiewana przez Annę Jantar. „To był świat w zupełnie starym stylu” Urszuli Sipińskiej to też piosenka Kondratowicza. Gdybym wymienił tytuły wszystkich przebojów jego autorstwa, zapewne nie zmieściłbym się w objętości felietonu.
W wspomnianych latach sześćdziesiątych kilka znaczących postaci kreowało muzykę młodzieżową pisząc teksty, redagując audycje radiowe, wydając płyty. Pośród nich Janusz Kondratowicz.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pana Janusza wprawdzie spotykałem, ale nigdy nie współpracowaliśmy. Znacznie lepiej znałem jego branżowych kolegów z tamtego okresu. Przede wszystkim Marka Gaszyńskiego i Witolda Pogranicznego oraz Marka Karewicza. Zatem kilka słów o wymienionych panach. Marek Gaszyński i Witold Pograniczny to byli radiowcy, dzięki którym my, młodziankowie tamtych lat, mogliśmy dowiedzieć się czegoś o światowych, młodzieżowych przebojach i zachodnich gwiazdach rock&rolla, twista, albo muzyki country. Dzięki nim znaliśmy przeboje Brendy Lee, Neila Sedaki, czy Cliffa Richarda. Gaszyński i Pograniczny, podobnie jak Janusz Kondratowicz, byli inspiratorami dla polskich twórców modnych, zachodnich kierunków muzyki rozrywkowej. Marek Gaszyński wciąż bywa w Szczytnie. Kilka lat temu, w Muzeum Mazurskim, prezentowaliśmy jego kolekcję plakatów muzycznych z przełomu lat 50. i 60. Spotykamy się także w warszawskim klubie „Stara Stodoła”, z którym to klubem Marek i ja jesteśmy jakoś tam historycznie związani. Witek Pograniczny od sześciu lat nie żyje. Ostatnio widzieliśmy się w Kazimierzu nad Wisłą, gdzie Witold spędzał czas w towarzystwie Marka Karewicza. Ja mieszkałem w pensjonacie SARP, a oni niewiele dalej. Spotykaliśmy się przy piwku w kawiarni „Galeria”.
Markowi Karewiczowi poświęciłem niegdyś osobny felieton. Przypomnę. Jest to znany w świecie fotografik dokumentujący muzyczne wydarzenia. Przed laty był nawet osobistym fotografem słynnego Raya Charlesa, podróżując z nim po świecie. Obecnie mieszka w Warszawie i mimo poważnej choroby (jeździ na wózku) jest obecny na wszystkich ważnych koncertach, a także wernisażach i innych uroczystościach związanych ze światem muzyki. Ostatnio wydał książkę. Marek także jest stałym bywalcem klubu „Stara Stodoła”.
Wróćmy do Janusza Kondratowicza. Od początku lat dziewięćdziesiątych - bodajże od roku 1991 - Kondratowicza zaproszono do współuczestnictwa w Dniach i Nocach Szczytna. Za czasów burmistrza Pawła Bielinowicza Tadeusz Grzeszczyk - ówczesny dyrektor MDK, który zainicjował poświęcony Krzysztofowi Klenczonowi koncert główny - zaproponował Januszowi Kondratowiczowi objęcie kierownictwa artystycznego owego wydarzenia. Początkowo miejscem widowiska był dziedziniec ratusza pośród ruin zamku. Nie znałem wówczas Szczytna, ale wiem od żony, że atmosfera owych wieczorów była niepowtarzalna, a reżyseria Janusza Kondratowicza, z którym współpracował Marek Gaszyński, zapewniała widowisku najwyższy estradowy poziom. Później koncert główny przeniesiono na plażę. Te imprezy miałem już okazję oglądać. Nadal reżyserował je Janusz Kondratowicz przy współpracy Marka Gaszyńskiego.
Były to lata, kiedy miasto Szczytno potrafiło wykorzystać sławę Krzysztofa Klenczona dla własnej promocji. W roku 1993 Muzeum Mazurskie w Szczytnie zakupiło od Marka Karewicza 27 wielkoformatowych, historycznych fotogramów prezentujących Krzysztofa Klenczona i formację Czerwonych Gitar. Wystawa owych zdjęć stanowiła coroczną atrakcję turystyczną związaną z ideą Dni i Nocy. Dzisiaj jest na ogół wypożyczana na okres letni przez inne miasta, które promują muzykę lat sześćdziesiątych i postać Klenczona. Skoro Szczytno zrezygnowało…
Janusz Kondratowicz nie żyje. Dni i Noce obywają się bez dominacji ducha Krzysztofa Klenczona. Ostał nam się ino kartoflak. Szkoda.
Andrzej Symonowicz
{/akeebasubs}
