Jarmark Mazurski po kilku latach znów wrócił do ruin zamku. Połączona ze Świętem Mazurskiego Kartoflaka impreza zgromadziła blisko pięćdziesięciu wystawców nie tylko z Warmii i Mazur, ale też sąsiedniego Mazowsza. Na mieszkańców i turystów czekały stoiska z rękodziełem i swojskim jadłem, degustacja ziemniaczanego przysmaku, a także występy ludowych zespołów.
ZNÓW W STARYM MIEJSCU
Jarmark Mazurski to impreza zapoczątkowana pod koniec lat 90. przez ówczesną kustosz Muzeum Mazurskiego w Szczytnie Stanisławę Ostaszewską. Od początku odbywał się w ruinach zamku krzyżackiego. Ostatnio, ze względu na rewitalizację zabytkowego obiektu, został przeniesiony na pl. Juranda. Rok temu, z powodu pandemii, odstąpiono od jego organizacji. W minioną sobotę, połączony ze Świętem Mazurskiego Kartoflaka, znów zagościł w Szczytnie, w dodatku w swojej pierwotnej lokalizacji, rozszerzonej jeszcze o dziedziniec ratusza. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
HAFT – MOJA PASJA
Jarmark to niepowtarzalna okazja do spotkań z prawdziwymi pasjonatami, którzy ciekawie potrafią opowiadać o swoich wyrobach i wprowadzać w tajniki ich powstawania. Jedną z takich osób jest Krystyna Jurewicz z Olsztyna. Na jej stoisku znalazły się m.in. haftowane przez nią makatki oraz poduszeczki z warmińskimi wzorami.
- Staram się robić rzeczy nawiązujące do tradycji naszego regionu – mówi pani Krystyna, która w szczycieńskiej imprezie bierze udział nie po raz pierwszy. - Bardzo lubię tu przyjeżdżać ze względu na atmosferę sprzyjającą kontaktom z innymi ludźmi – zwierza się. Haftować lubiła od małego. Podpatrywała wtedy mamę, która zajmowała się tym w wolnych chwilach, których, z racji obowiązków domowych, nie miała wiele. Pani Krystyna też długo nie mogła w pełni poświęcić się swojej pasji.
- Dopiero gdy przeszłam na emeryturę, wróciłam do szydełkowania i haftowania. Należę do ludzi, którzy nie potrafią siedzieć bezczynnie i się nudzić – mówi olsztynianka. Wzory do swoich makatek bierze głównie z internetu, są też takie, które ma jeszcze z domu. Przy okazji zdradza nam, że wolała, gdy jarmark odbywał się na pl. Juranda. - Teraz wszystko jest bardziej rozproszone – dzieli się swoimi wrażeniami pani Krystyna.
CUDEŃKA Z KRAINY TALENTU
Emila Iwańska ze Szczytna na jarmarku jest po raz drugi.
- Bardzo ciekawa impreza, dużo stoisk z rękodziełem. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie – podsumowuje pani Emilia, która na swoim stoisku oferuje ceramikę użytkową i ozdobną. Wszystkie przedmioty wykonała własnoręcznie, wypalając je w specjalnym piecu. Pani Emilia ma własną pracownię ceramiczną „Kraina talentu”, prowadzi również zajęcia z uczniami SP nr 6 oraz przedszkolakami. - Pokazuję im, że od zabawy można dojść do pasji – tłumaczy, dodając, że praca z gliną ma również wymiar terapeutyczny, pozwala dzieciom na wyciszenie i radzenie sobie z emocjami.
Jej przygoda z ceramiką zaczęła się kilka lat temu, kiedy to trafiła na warsztaty w szczycieńskim MDK-u. - Tak mi się to spodobało, że złapałam bakcyla – opowiada. Najpierw zaczęła lepić różne przedmioty z gliny ze swoimi dziećmi, potem doskonaliła umiejętności biorąc udział w warsztatach i szkoleniach.
COŚ DLA DUSZY I CIAŁA
Mieszkańcy i turyści, którzy odwiedzili jarmark, mogli nie tylko kupić rękodzieło, ale też regionalne przysmaki, w tym piwo kozicowe, wędliny oraz pieczywo. Przygotowano również animacje dla dzieci. Nie mogło zabraknąć występów ludowych zespołów, w tym „Mejszagolanek” z Litwy. Na głodomorów czekały porcje mazurskiego kartoflaka – jego degustacja była jednym z punktów programu sobotniej imprezy.
(ew){/akeebasubs}
