Czy radni powiatowi, podobnie jak miejscy oraz gminni będą wybierani w okręgach jednomandatowych? Tak chce Prezydent RP. Samorządowcy z powiatu szczycieńskiego mają na ten temat podzielone zdania.

Jeden okręg - jeden radny

INICJATYWA PREZYDENTA

Prezydent Bronisław Komorowski chce, by radni do powiatów byli wybierani w okręgach jednomandatowych. Proponuje, by to rozwiązanie obowiązywało już od najbliższych wyborów samorządowych w 2014 r.

Pomysł prezydenta podoba się wójtowi Wielbarka Grzegorzowi Zapadce. – Jeśli wejdzie on w życie, ludzie będą wiedzieć kto konkretnie reprezentuje ich w samorządzie, a radny będzie czuł większą odpowiedzialność – mówi wójt. Mniejszy za to, według niego, wpływ na funkcjonowanie powiatu będzie miała polityka, radni bardziej się skupią na problemach, które dotykają mieszkańców. Zdaniem wójta zmiany powinny pójść jeszcze dalej – do Rady Powiatu automatycznie powinni być dokooptowani wójtowie i burmistrzowie z danego terenu. - Starostwo gospodaruje na terenach gmin i miast nie posiadając ziemi. Trudno to robić bez udziału samorządów niższego szczebla .

Całkowicie odmienne zdanie na ten temat ma radny powiatowy Szczepan Olbryś.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

- Okręgi jednomandatowe w wyborach do szczebla powiatowego i wyższego mają to do siebie, że wchodzą ludzie z dużą kasą. To będzie decydować, a nie program kandydata – przekonuje Olbryś. Zaznacza przy tym, że kompetencje powiatu są dziś bardzo skromne, dlatego byłby za likwidacją tego szczebla samorządu.

Zarządzający nim w powiecie szczycieńskim Jarosław Matłach uważa, że propozycja prezydenta nie wywoła żadnej rewolucji. Obecna sytuacja, gdy z okręgów wchodzi do Rady Powiatu po 3 radnych, jest bliska systemowi jednomandatowemu.

- W stosunku do obecnego skład rady powiatu nie powinien się wiele zmienić, może tylko wejdą do niej lokalni liderzy niezwiązani z partiami politycznymi – dywaguje starosta.

- Czy w takiej sytuacji trudniej będzie rządzić?

- Stworzenie koalicji stanie się trudniejsze, ale całkiem realne – przewiduje Jarosław Matłach.

NIECH SIĘ ZAINTERESUJE SEJMEM

- Niech się prezydent odczepi od powiatów, a zajmie lepiej sejmem – krótko i dosadnie komentuje inicjatywę Bronisława Komorowskiego były burmistrz Szczytna Paweł Bielinowicz, uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW). Jak przekonuje, najpilniejszą sprawą jest uporządkowanie krajowej sceny politycznej. Dzięki uproszczonej ordynacji, a taką stanowią JOW-y, ludzie głosowaliby na konkretne osoby, a nie partie. Te zmuszone byłyby do zawierania koalicji przed wyborami, a nie po. To byłoby czytelniejsze dla wyborców.

Paweł Bielinowicz nie zgadza się z poglądem, że JOW-y służyć będą ludziom z „dużą kasą”.

- Wręcz przeciwnie – mówi. – Kandydatom wcale nie byłyby potrzebne duże pieniądze do przeprowadzenia kampanii wyborczej. Zdecydowanie łatwiej będzie dotrzeć do wyborców w okręgu wielkości powiatu niż połowy województwa.

Zwraca też uwagę na inny aspekt.

- Do tej pory kandydaci zabiegają u szefów partii o wpisanie ich na listę i umieszczenie na jak najwyższej pozycji. Przy JOW-ach jest odwrotnie. To władze partii będą zabiegały u lokalnych autorytetów, cieszących się uznaniem społeczeństwa, aby zgodzili się kandydować pod ich szyldem. W JOW-ach bowiem mandat uzyskuje tylko jeden kandydat, który zdobędzie najwięcej głosów.

(o)

{/akeebasubs}