O przystanku autobusowym lokalnych linii pasażerskich usytuowanym przy ul. Kolejowej, pisaliśmy już kilka razy.

Jest wiata!Zaczął on funkcjonować, jak pamiętamy, od 1 kwietnia tego roku. Ponieważ obsługuje niemałą liczbę podróżnych, ci oraz nasza redakcja postulowała, aby przystanek wyposażyć choćby w ławkę, nie mówiąc już o wiacie chroniącej przed deszczem. Odpowiedzi ratusza były wykrętne, że może w przyszłości, aż tu nagle, kilka dni temu stało się! Na przystanku pojawiła się wiata i to nie jakaś byle jaka, a solidna i duża. Ma też wewnątrz ławkę, jest więc i gdzie usiąść.

 

 

 

 

 

 

WARCHAŁY

W poprzednim numerze „Kurka” zainteresowaliśmy się molem w Szczytnie. Lato tuż-tuż, więc chcieliśmy sprawdzić, jak budowla ta wygląda przed sezonem. Teraz wybraliśmy się nad jezioro Narty zwane też Świętajnem. Chcieliśmy się rozejrzeć po okolicy i sprawdzić jak wyglądają brzegi akwenu, a także najbliższe otoczenie, bo przecież sezon turystyczny zbliża się wielkimi krokami. Oczywiście nad jeziorem dominuje nowo powstały czterogwiazdkowy hotel. Na rozległym  placu parkingowym widać mnóstwo samochodów – trudno znaleźć wolne miejsce. Placówka, choć nowa, jak widać, cieszy się sporym powodzeniem.

NA POKUSZENIE

Tuż za hotelem przy drodze do Brajnik usytuowały się z kolei rozmaite sklepiki, a niektóre, niestety, o koszmarnej wręcz architekturze.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Nie będziemy jednak zajmować się ich wyglądem, a tym, co one oferują letnikom spragnionym niby ciszy i wypoczynku. Już, choć to jeszcze nie sezon, są one otwarte i kuszą klientów swoimi ofertami. Co ciekawe, przynajmniej w jednym z nich można kupić i tu uwaga - wszystko. Informuje o tym wielki baner wywieszony na sklepowym płocie. Z kolei pośród tych  jego „wszystkości” wyróżniono żółtym kolorem najważniejszy wedle oferenta towar, tj. wódkę. No tak, bez niej nijak nie da się spędzić udanego weekendu, czy też dłuższego urlopu nad jeziorem.

 

 

SKUTKI PICIA WÓDKI

Idąc z powrotem w kierunku hotelu, kawałek drogi za nim trafimy na wiejska plażę w Nartach. Kilka lat temu została ona przyzwoicie urządzona wspólnym wysiłkiem mieszkańców i stanowiła darmową alternatywę dla leżącego po sąsiedzku płatnego kąpieliska. Była więc masowo odwiedzana, ale teraz na progu sezonu wygląda żałośnie. Po drewnianych schodach wiodących nad wodę nie pozostał nawet najmniejszy ślad. Pewnie  posłużyły jako opał na ognisko, bo na plaży widać pozostałości po nim. Poza tym wandale  zdemolowali plażowe ławki. Jedna spoczywa w wodzie, innej powyrywano deski z siedziska, a wokół walają się śmieci i nawet części od grilla. Gdy oglądaliśmy te zniszczenia, spotkaliśmy panią Annę, mieszkankę Nart, która powiedziała nam, że przecież nikt tego nie zrobił na trzeźwo.

NIE LEKCEWAŻYĆ PISANYCH ZAKAZÓW

Pozostając wciąż w okolicy, „Kurek” odwiedził jeszcze parking samochodowy urządzony nad  jeziorem Brajniki zaraz przy szosie  Szczytno – Jedwabno. Tu także latem przyjeżdżają turyści oraz okoliczni amatorzy kąpieli, a wśród nich i tacy, którzy wyrzucają do koszy na śmieci i obok nich swoje własne brudy. Postawiono zatem tablicę o rzucającej się w oczy jaskrawoczerwonej barwie z  napisem zakazującym tego procederu. I co? Otóż do „śmieciarzy” zupełnie ona  nie trafia. Mimo ostrzeżenia, że teren jest monitorowany, pod przepełnionymi koszami widać walające się nieczystości.  Teraz uwaga, czerwona tablica z napisem, że obiekt jest monitorowany to nie lipa. Jak informuje nas Sławomir Ambroziak, wójt gminy Jedwabno, urząd od niedawna dysponuje kilkoma kamerami, które np. w weekendy umieszczane są w różnych zaśmiecanych miejscach.  Obecnie w gminie przeglądane są zapisy z majowego weekendu.  - Wobec uchwyconych przez kamery bałaganiarzy zostaną wyciągnięte konsekwencje – zapowiada wójt.

 

MASZKARON DO KUPIENIA

Na koniec naszej nadjeziornej eskapady, coś dla poprawienia ponurego nastroju,  jaki może opanować Czytelnika po przeczytaniu powyższego. Otóż na wodach jeziora Narty zauważyliśmy przyciągające oko pojazdy. Są to niby rowery wodne, ale ciekawie obudowane.  Wśród nich wypatrzyliśmy pływadełko milicyjne, niby z czasów PRL-u oraz wodną taksówkę. Sprzęty te na pewno spodobają się młodszym wiekiem turystom. W tym miejscu postulat do szczycieńskich władz – może w podobne pojazdy warto byłoby wyposażyć miejską bazę wodną?

NOCNI PODRZUCACZE

Jednym z ostatnich ciągle jeszcze dzikich terenów miejskich w Szczytnie są tzw. kacze doły, czyli wzgórki i  pagórki rozciągające się za Szkołą Podstawową nr 6. Od strony ul. Solidarności przylegają do nich garaże. Właśnie ich właściciele skarżą się, że ich tyły stały się miejscem, do którego podrzucane są śmieci. Ich zdaniem jest to sprawka mieszkańców ul. Pułaskiego.  - Odpadki i inne nieczystości są podrzucane nocą – skarży się pan Adam, jeden z właścicieli garaży. Pokazał nam to, co zostało ostatnio rzucone na ich tyłach. Duże szklane elementy wskazują na to, że są to prawdopodobnie szczątki domowego terrarium, które podrzucił jakiś hodowca węży albo tropikalnych pająków.

NIEBEZPIECZNA DZIURA W MOSTKU

Jeden z naszych Czytelników, pan Jan skarżył się w redakcji, że przeżył nieprzyjemną przygodę spacerując wraz z synkiem po ścieżce pieszo-rowerowej nad dużym jeziorem. Gdy obaj dotarli na mostek przerzucony nad kanałem łączącym miejskie jeziora, synek jak to określił tata, wykopyrtnął się na środku drewnianego pokładu. Okazało się, że jedna z desek była mocno spróchniała i utworzyła się w niej dziura. Gdy udaliśmy się na miejsce stwierdziliśmy, że w mostku zieje nie jeden, a dwa otwory. Większy na jego skraju od strony boisk do siatkówki plażowej, drugi mniejszy pośrodku konstrukcji (na zdjęciu szczegóły w białych otokach). Wbrew pozorom, a zauważyliśmy to na miejscu, bardziej niebezpieczna jest mniejsza dziura. Rzecz w tym, że dziurawa deska spróchniała dokładnie w miejscu jej podparcia i gdy się na nią nastąpi nawet obok otworu, zapada się w dół, grożąc uwięzieniem nogi, co odpukać, może skończyć się złamaniem. Dodajmy jeszcze, że w podobnych przypadkach nasi Czytelnicy powinni najpierw alarmować ratusz, by ten jak najszybciej zażegnał niebezpieczeństwo. Redakcję, w drugiej kolejności, gdyby miasto opieszale podchodziło do sprawy, bo przecież „Kurek” nie dysponuje ekipą, która mogłaby dokonać jakichkolwiek napraw.{/akeebasubs}