Rozmowa z burmistrzem Krzysztofem Mańkowskim
Przed tygodniem opublikowaliśmy artykuł, w którym m.in. dwaj główni konkurenci Krzysztofa Mańkowskiego w wyścigu do fotela burmistrza Szczytna w ubiegłorocznych wyborach podsumowują rok jego pracy na tym stanowisku. Zarówno Zbigniew Gontarzewski, jak i Rafał Wilczek, mieli do poczynań włodarza szereg krytycznych uwag. Co na to burmistrz?
- Od objęcia przez pana urzędu burmistrza minął rok. Tymczasem pańscy oponenci wytykają, że do tej pory nie przedstawił pan żadnej dalekosiężnej i spójnej wizji rozwoju miasta.
Mańkowski wygrał wybory na burmistrza zdecydowanie w pierwszej turze ze wszystkimi kandydatami i zdecydowanie w drugiej, przedstawiając swój program. To oznacza, że mieszkańcy zaakceptowali to, co im zaproponowałem, czyli właśnie tę moją dalekosiężną wizję. Ja ją konsekwentnie realizuję i myślę o niej w perspektywie dziesięciu lat. Oczywiście wiele osób chce mnie rozliczać już po roku, a są i tacy, którzy robili to po miesiącu. Zapewniam, że wizję mam i prosiłbym, aby mnie teraz nie rozliczać, bo na razie jest to praca u podstaw i nie wszystkie jej efekty są od razu widoczne.
- Co konkretnie ma pan na myśli?{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem tuż po objęciu urzędu, jeszcze w 2018 roku, było wprowadzenie do porządku obrad sesji uchwały o wykonaniu studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego. Taki dokument po raz ostatni był robiony 20 lat temu. Nowe studium pozwoli na realizację jednej z moich obietnic dotyczącej wyprowadzenia samochodów z pl. Juranda. Trzeba jednak pamiętać, że opracowanie takiego dokumentu trwa około dwóch lat. Myślę, że będzie gotowy w przyszłym roku. Na pewno pozwoli on rozwijać nasze miasto. Przez cały czas od objęcia urzędu przygotowuję grunt pod wiele inwestycji. Rozmawiam też dużo z przedsiębiorcami na temat ich oczekiwań wobec samorządu.
- Czy są już jakieś tego efekty?
Stwarzam klimat dla każdego inwestora, a przychodzi ich do mnie bardzo dużo. Jestem już po czterech wydanych pozwoleniach na inwestycje, a trzy są w trakcie. W przyszłym roku Szczytno będzie placem budowy.
- Jakie to będą inwestycje?
Mogę zdradzić, że związane z handlem i usługami. Ponadto nad dużym jeziorem powstanie spore osiedle mieszkaniowe. Planuje je pobudować nasz lokalny przedsiębiorca. Już wydałem na to pozwolenie. Na ul. Pasymskiej pojawi się McDonald`s. Jest także zainteresowanie terenem dawnych ogródków działkowych na ul. Śląskiej. W związku z tym ogłosimy przetarg na jego zbycie. Szykują się też dwie duże inwestycje na ul. Wileńskiej, gdzie mają powstać galerie handlowe z restauracjami. Ponadto trwają przygotowania do budowy na ul. Przemysłowej nieuciążliwego zakładu produkującego żywność. Da on naszym mieszkańcom nowe miejsca pracy. Bardzo blisko jest również ekologiczna inwestycja na półwyspie. Tu musi się jeszcze wypowiedzieć konserwator przyrody.
- W kampanii wyborczej deklarował pan apolityczność. Pana oponenci, w tym Rafał Wilczek, zwracają jednak uwagę, że oparł się pan wyłącznie na swoim zapleczu politycznym, co nie służy miastu.
Jeśli pan Wilczek tak mówi, to co dopiero powiedzieć o PSL-u, który mocno się okopał w swoich szeregach.
- Z kolei radny Paweł Krassowski zarzuca panu zbytnie zaangażowanie po stronie opozycji, czego dowodem są choćby pana bliskie relacje z posłem Koalicji Obywatelskiej Pawłem Papke oraz zaproszenie, tuż przed wyborami parlamentarnymi, byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, do złożenia wpisu w Złotej Księdze Miasta.
Ja spotykam się z każdym, niezależnie od barw politycznych. Przed wyborami spotkałem się też z poseł PiS Iwoną Arent i niezależną senator Lidią Staroń. Jeśli chodzi o prezydenta Komorowskiego, to osobiście bardzo go szanuję. Kiedy gościł w Szczytnie, to Igor Chmieliński (kandydat na posła z ramienia KO – przyp. red.) zapytał mnie, czy mógłbym go przyjąć. To jest przecież prezydent. Z obecnym, Andrzejem Dudą też bym się spotkał i pierwszy bym mu zaproponował wpis do Złotej Księgi, pomimo tego, że nie jest moim ideałem i na niego nie głosowałem. Szanuję jednak ten urząd. Z panem Papke to inna sprawa. Od lat się kolegujemy i współpracujemy na niwie sportowej. Dużo mi też pomógł w wyborach. Nigdy nie powiedziałem głośno, że popieram pana Papke, aczkolwiek z nim sympatyzuję, a moja żona na niego głosowała. Nie ukrywam też, że jestem człowiekiem lewicy, choć się z tym nie afiszuję.
- Zdaniem radnego Krassowskiego to sympatyzowanie z obecną opozycją nie służy miastu. Uważa on, że w interesie Szczytna byłoby pójście w kierunku polityki rządu, a tak możemy tylko narazić się na jego nieprzychylność.
Nie widzę ze strony rządu żadnej nieprzychylności. Czy ktoś z lokalnych struktur PiS-u pojechał na osobiste spotkanie z wiceministrem od inwestycji? Bo ja tak. Zimą jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie w sprawie obwodnicy. Czy wojewoda nie dał miastu 2,5 mln zł na remonty dróg? Fakt, nie przekazałem panu Żuchowskiemu bezpłatnie działek pod budowę siedziby KRUS-u, ale uważam, że skoro rząd doi nas finansowo, to niech nam za nie zapłaci. Po drugie wiedziałem, że to zagrywka wyborcza. Czy teraz słychać coś o budowie KRUS-u?
- Wiele kontrowersji budzi rezygnacja z budowy Centrum Nauki InnoPolice i utrata przez miasto 45 mln zł dofinansowania. Z tego, co wiem, marszałek dawał panu czas na zmianę projektu i zachowanie przynajmniej części tych środków.
Ta inwestycja od samego początku nie była policzona. Tymczasem wpływy z biletów pokryłyby zaledwie 10% kosztów utrzymania tego obiektu. Pozostałe 90% musielibyśmy dołożyć. Poza tym InnoPolice to innowacje, które już po roku trzeba by było zastępować innymi. Marszałek, dając nam pieniądze, o tym nie myślał. Oczywiście, byłoby mu przyjemnie tu przyjechać i podpisać umowę. Jednak co dalej z tą inwestycją i jej utrzymaniem, to byłby już tylko nasz problem. My przedstawiliśmy marszałkowi alternatywę. Chcieliśmy nad dużym jeziorem wykonać interaktywną salę związaną z bezpieczeństwem na wodzie. Na to jednak nie było zgody. Dostaliśmy ultimatum: albo InnoPolice, albo nic. Te pieniądze jednak do nas wróciły. Tylko w tym roku pozyskałem 17 mln złotych.
- Ale to przecież nie są te same pieniądze, tylko głównie środki na inwestycje zapoczątkowane przez pana poprzedniczkę.
Gdybyśmy weszli w InnoPolice, to tych pieniędzy by nie było, bo nie mielibyśmy wkładu własnego, żeby cokolwiek zrobić. Tymczasem, np. po przetargu na ruiny okazało się, że musimy do tego zadania sporo dołożyć.
- Co z pana sztandarową obietnicą wyborczą, czyli uporządkowaniem sprawy wieży ciśnień?
Obiecałem, że ten problem zostanie rozwiązany i się z tego nie wycofuję. Jest duże zainteresowanie kilku firm tym obiektem. Spotkałem się z czterema poważnymi inwestorami, którzy badają teren. Jest też firma z Warszawy, która robi w tej chwili operat szacunkowy. Kilkakrotnie rozmawiałem z konserwatorem zabytków i mam z nim umówione kolejne spotkanie pod koniec listopada. Uzgodnienia w tej sprawie są w trakcie. Myślę, że przyszły rok to moment, w którym ktoś wbije tam łopatę.
- Wiadomo, że na zakończenie sprawy wieży ciśnień trzeba czasu. Jednak w pana programie znalazły się obietnice, które można było zrealizować w ciągu roku, takie jak choćby wypłata becikowego w wysokości 1 tys. złotych.
Chciałbym dać becikowe, ale w tym roku muszę dopłacić 3,8 mln zł do pensji nauczycieli. Mnożąc tę kwotę przez cztery lata, wychodzi ok. 15 milionów. Byłoby nie tylko na becikowe, ale i na wiele innych rzeczy, w tym nawet na budowę basenu. Mimo to będę się starał spełnić tę obietnicę. Kilka drobniejszych, takich jak zwolnienie z opłaty targowej handlujących na naszym rynku, budowa lodowiska, czy utworzenie szkółki żeglarskiej już zrealizowałem.
- Może jednak za dużo było tych obietnic w kampanii?
Wszystkiego w ciągu pięciu lat pewnie nie uda się zrealizować. Byłoby to możliwe, gdyby rząd prowadził inną politykę wobec samorządów. Zapewniam jednak, że większość moich obietnic będę chciał spełnić. Jak się uda z połową, to myślę, że i tak ludzie będą zadowoleni.
- Pana oponenci zwracają uwagę, że nie wykazuje pan zbyt wielkiego zaangażowania w budowę obwodnicy Szczytna. Uważają, że powinien pan być tu liderem, a nie oglądać się na innych, choćby na starostę.
Ale ja jestem tym liderem. Odbyłem już dwa spotkania w tej sprawie z wiceministrem inwestycji i bardzo mocno lobbuję wraz ze starostą na rzecz budowy obwodnicy. Niebawem wybieramy się do GDDKiA z oficjalnym pismem, w którym zapewniamy, że w miarę naszych możliwości będziemy partycypowali w kosztach budowy.
- Wiele osób ma do pana pretensje o zawieszenie budżetu obywatelskiego. Czy jest szansa, że zostanie on przywrócony ?
Tak, myślę nawet o jego rozszerzeniu na szkoły. Na każdą można by przeznaczyć np. 10 tys. zł po to, by edukować obywatelsko uczniów. Powtarzam jednak po raz kolejny – budżet w tym kształcie, w jakim był, w moim przekonaniu się nie sprawdził. Więcej było z tego niesmaku niż korzyści.
- Po objęciu przez pana rządów w Urzędzie Miejskim nastąpiły pewne ruchy kadrowe.
Rewolucji jednak nie zrobiłem, choć wiele osób mówiło, że Mańkowski wszystkich powyrzuca i zatrudni swoich. Na pewno jeszcze jakieś ruchy kadrowe będą.
- Ten najbardziej ostatnio komentowany to zmiana na stanowisku naczelnika wydziału edukacji. Po aferze a ankietą zawierającą pytania dotyczące seksu, odszedł z niego Robert Dobroński.
Stało się to na jego prośbę. Napisał do mnie pismo, prosząc o przeniesienie na stanowisko inspektora, a ja się zgodziłem.
- Pojawiły się jednak sugestie, że to zemsta za działania, które w poprzedniej kadencji naczelnik podejmował wobec pana, kiedy trwał pana konflikt z ówczesną burmistrz Danutą Górską. Sprawa ankiety miała być tylko pretekstem do jego usunięcia.
Akurat w tej sprawie go broniłem. Oczywiście pamiętam o tym, co się działo w poprzedniej kadencji, bo nie był to dla mnie łatwy okres. Mimo to nie żywię wobec pana Dobrońskiego żadnej urazy. Mało tego, uważam, że dzięki temu zostałem burmistrzem. Gdyby pani Górska ze mną nie wojowała, tobym nie kandydował, a ona dalej byłaby burmistrzem. Do drugiej tury weszłaby z panem Gontarzewskim i by wygrała. Sam bym na nią zagłosował.
- Utworzył pan nowy Wydział Promocji i Rozwoju Gospodarczego. Patrząc jednak na stronę internetową miasta można odnieść wrażenie, że to wydział promocji burmistrza. Pełno tam zdjęć i relacji z pana spotkań, w tym m.in. z kominiarzem, ze znanymi aktorami, z przedszkolakami czy wędkarzami .
Czy to źle, że burmistrz jest otwarty? Że pokazuje się z ludźmi na klombie, że pojedzie na ryby, że pokazuje co robi? Niedawno przyszła do mnie pani, która powiedziała: „O Boże, to ja mogę z burmistrzem porozmawiać!” i nawet mnie przytuliła. Proszę sobie przypomnieć, co było za mojej poprzedniczki.
- Pod względem autopromocji była do pana podobna.
Na pewno się od niej różnię. Pierwsza rzecz, jaką powiedziałem Pawłowi (Salamusze, pracownikowi wydziału promocji – przyp. red.) to, żeby w relacji zamieścił jedno, góra dwa moje zdjęcia, a na pozostałych mają być mieszkańcy.
Rozmawiała:
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
