...Duże Domowe zjawiskowe. Zachód słońca, to jeden z piękniejszych cudów natury. Spotkanie dnia z nocą stanowi natchnienie dla malarzy, fotografików, twórców słowa pisanego. Uwielbiam podziwiać zachowanie słonecznej kuli nad brzegiem naszego jeziora. Stoję zapatrzona w niebo i za każdym razem ulegam czarowi.

Jezioro...
Jeden z magicznych zachodów słońca nad Jeziorem Domowym Dużym

Patrzę na coś oczywistego, powtarzalnego, ale jakże zjawiskowo właśnie niepowtarzalnego. Bowiem każdy zachód ma inny przebieg, a odbicie zachowań nieba w wodnej toni pogłębia doznania. Promienie bywają figlarne, pieszczą fale, muskają molo, czeszą szuwary, połyskują na drzewach półwyspu, przysiadają na żaglach, płyną żabką, odpoczywają na plaży... Niebo potrafi być krwawe i czasem roni łzy deszczu, bywa purpurowe, różowe, potrafi zadziwić tęczową wstęgą. Mieszkańcy Szczytna i turyści często przysiadają na ławkach lub po prostu stoją zapatrzeni w urokliwe zjawisko. Motyw zachodzącego słońca nad brzegiem Dużego Domowego, to wręcz magia.

Zachody słońca zawsze mnie fascynowały, nie tylko je podziwiałam, ale i zbierałam utrwalone na widokówkach lub wyciętych z gazet ilustracjach. Z obserwowaniem tego zjawiska nie miałam kłopotów, wszak mieszkałam przy ul. Sienkiewicza, więc nad wodę miałam dwa kroki. Natomiast posiadanie utrwalonego motywu zachodu stanowiło olbrzymi problem, ponieważ zarówno w prasie, jak i na pocztówkach pojawiał się on sporadycznie.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Właśnie wyciągnęłam z kącika zbieraczki moje zachody, które wprawdzie od wieloletniego leżenia poszarzały troszkę, ale przywołują miłe wspomnienia. Widoczki noszą ślady szpilek, którymi przypinałam je do wiszącej nad biurkiem maty. Mam nawet takie fajne (niestety czarno-białe) zdjęcie, na którym pozuję właśnie na tle mojej, zachodami udekorowanej słomianki. Gdy dziś patrzę na swój zbiór, to czuję niezmierne wzruszenie i nawet pamiętam, że kilka osób było w to moje zbieranie zaangażowanych. Wycinki z gazet pochodzą z ówczesnego, młodzieżowego czasopisma o nazwie: „Na przełaj”. Byłam wtedy fanką Klubu Młodych Autorów i z tamtych lat zachowałam ich wiersze. Wówczas mogłam do woli podziwiać zachody, a na gazety polowałam i wszystko, co pasowało do mojej słomiankowej kompozycji natychmiast wycinałam.

Wyciągnęłam z kącika zbieraczki moje zachody, które wprawdzie od wieloletniego leżenia poszarzały troszkę, ale przywołują miłe wspomnienia

Podziwianie najlepiej wychodziło mi podczas wakacji. Ubrana tylko w strój kąpielowy, z książką pod pachą, szłam przez podwórko wprost nad brzeg mojego jeziora. Z szuwarów wyciągałam ukrytą przez zaprzyjaźnionego wędkarza deskę i po niej wchodziłam na kładkę. Układałam się na rozgrzanym pomoście i godzinami pozwalałam, by promienie barwiły moją skórę na modną wówczas czekoladę. Oczywiście deskę, po której tam się wdrapywałam układałam obok i takim oto sposobem byłam w swoim królestwie. Gdy uznałam, że czas się ochłodzić, to wskakiwałam do wody i płynęłam na półwysep. Tam odpoczywałam i wracałam do swojej oazy. Czy takie zachowanie było bezpieczne? Odpowiem, że tak. Miejsce, gdzie obecnie funkcjonuje boisko do piłki plażowej, wykorzystywaliśmy jako plażę. Mieliśmy dziką plażą, bo ta normalna przy molo istniała i była oblegana. Jednak wiadomo, że człowiek szuka spokoju, więc ten względny spokój mieliśmy właśnie na swojej plaży. Na dodatek mój chrzestny świetnie pływał i wiedział, że między naszą plażą a półwyspem jest usypana grobla. Ponoć mieszkańcy dawniej po niej mogli przechodzić, ale podniesiony poziom wody z czasem zalał skrót. Wystarczyło jednak pamiętać, w którym to miejscu i można było bezpiecznie stanąć i odpocząć. Moja figlarna natura czasem sprawiała, że „popisywałam” się przed kolegami i pokazywałam „sztuczki” jak to umiem chodzić po wodzie. Ciekawa jestem, czy teraz po latach trafiłabym w te, dawniej znane, wodne tajemnice. Jednym słowem, dużo czasu nad jeziorem Dużym Domowym spędzałam i niejeden zachód słońca podziwiałam.

Z wielkim sentymentem wspominam dawne czasy, ale zasadę mam jedną, nie rozpaczam, że minęło – cieszę się, że było. Często stoję zapatrzona w siną dal i fotografuję zabawę słońca wśród jeziora fal. Za każdym razem moim koleżankom, które ze Szczytna się wyprowadziły wysyłam fotki, opatrując je niezmiennym podpisem: „niebo z Twoich stron”, by ciągle pamiętały, że nad brzegiem Dużego Domowego w stronę zachodzącego słońca wędrowały.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}