W tym roku 60-lecie święceń kapłańskich obchodzi ks. Józef Drążek, długoletni proboszcz i dziekan dekanatu Szczytno. Z okazji pięknego jubileuszu otrzymał wiele życzeń i gratulacji, m.in. od papieża Franciszka, a w kościele Wniebowzięcia NMP odbyła się uroczysta msza święta.
W niedzielę 4 lutego w kościele Wniebowzięcia NMP odbyła się uroczysta msza święta w sposób szczególny dedykowana ks. prałatowi Józefowi Drążkowi. W tych dniach przypada bowiem 60. rocznica jego święceń kapłańskich, a od przyjazdu księdza do Szczytna minie wkrótce 38 lat. Przez 29 lat pełnił tu obowiązki proboszcza i jednocześnie dziekana. Od blisko 9 jest na emeryturze, ale wciąż ma bliski kontakt z wiernymi, służąc im wsparciem, radą i spowiedzią.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Cieszymy się z Twojego jubileuszu i dziękujemy za postawę, gorliwość, zaangażowanie, modlitwy w intencji nas wszystkich, za to, że zawsze jesteś z nami – zwracał do księdza seniora jego następca na funkcji proboszcza ks. Andrzej Preuss.
W mszy świętej koncelebrowanej uczestniczyli wszyscy proboszczowie parafii ze Szczytna na czele z dziekanem ks. Andrzejm Wysockim.
Po mszy przyszła pora na życzenia. Apostolskiego błogosławieństwa w przesłanym liście jubilatowi udzielił papież Franciszek. Z kolei Metropolita Warmiński ks. arcybiskup Jerzy Górzyński przekazał wyrazy wdzięczności za długoletnią służbę kapłańską. - Raduję się, że również w czasie kapłańskiej emerytury ks. prałat nadal służy wiernym w szczycieńskiej parafii – podkreślał arcybiskup.
Do życzeń licznie dołączyli też obecni na mszy świętej parafianie i przedstawiciele władz samorządowych.
NIE DAŁ SIĘ ZASTRASZYĆ
Na koniec głos zabrał sam jubilat. W krótkim wystąpieniu wracał pamięcią do pierwszych dni pobytu w seminarium duchownym w Olsztynie. Jako kleryk został wezwany do urzędu, gdzie siedzący za biurkiem UB-ek wyciągnął w pewnym momencie pistolet i zaczął namawiać go, żeby wystąpił z seminarium. - Będziesz żył wtedy spokojnie – przekonywał funkcjonariusz. Rady nie posłuchał, za to szybko poinformował o zdarzeniu ówczesnego prefekta seminarium, żyjącego do dziś ks. seniora biskupa Juliana Wojtkowskiego. Ten pochwalił go za postawę i przedstawił jako wzór pozostałym klerykom.
Wraz z księdzem Drążkiem zostało wyświęconych 23 kapłanów. Do dziś przeżyło tylko 3. Pozostali odeszli do Pana Boga. Ostatni z nich, jak opowiadał ksiądz, w bardzo dramtycznych okolicznościach - podczas spowiedzi w konfesjonale.
Jubilat szczególnie dziękował Panu Bogu za to, że żaden z kolegów z jego rocznika nie porzucił kapłaństwa. I to dotyczyło też księży, z którymi pracował.
- Dopiero po moim odejściu z tutejszej parafii, kiedy byłem już emerytem, dwóch kapłanów sprzeniewierzyło się i odeszło z kapłaństwa – ubolewał.
GŁOWY MI NIE URWALI
Przez 60 lat pracy duszpasterskiej ksiądz Józef Drążek związany jest z archidiecezją warmińską. Posługę pełnił w różnych miejscach i na różnych urzędach: jako wikariusz w parafii św. Trójcy w Braniewie, notariusz sądu biskupiego, wikariusz parafii św. Piotra w Młynarach i św. Jakuba w Tolkmicku, proboszcz parafii św. Kosmy i Damiana w Świątkach koło Dobrego Miasta. Stamtąd w 1980 roku trafił do Szczytna, do parafii Wniebowzięcia NMP, otrzymując powołanie na księdza i jednocześnie dziekana dekanatu. Z czasem pełnił także obowiązki kapelana szpitala miejskiego i kapalena WSPol.
Do przyjścia do Szczytna zachęcił go ówczesny biskup warmiński Józef Glemp. Ks. Drążek przyznaje, że przed nim propozycję posługi w Szczytnie otrzymał inny ksiądz, ale się wystraszył. - Mówiło się, że jest tu 27 tysięcy świeckich i 5 tysięcy milicjantów – wspomina. - Ja powiedziałem sobie: pójdę tam, głowy mi przecież nie urwą.
Dodatkowym wyzwaniem dla ks. Drążka był fakt, że opuszczał parafię niewielką, 2-tysięczną, a przed nim było zarządzanie 30-tysięczną. W roku 1980 parafia Wniebowzięcia NMP była w Szczytnie jedyną.
Choć sprawowanie posługi w naszym mieście zaczynał w czasach dla Kościoła niełatwych, nie przypomina sobie szczególnie przykrych sytuacji. Relacje z „aparatem nacisku” układały się całkiem dobrze. - Miałem dużo sympatii ze strony milicjantów. Udzielałem im „po cichu” ślubów, bez wymaganych zapowiedzi - wspomina. Specjalne zezwolenie w tej sprawie wydał biskup Glemp.
Zapytany o słabości, odpowiada, że raczej ich nie ma. Unika alkoholu („wyjątkowo lampka koniaku”) i słodyczy, nawet do herbaty. - Kiedyś paliłem – przyznaje. Jego pasją pozostaje motoryzacja Interesuje się też boksem i piłką nożną.
(o, gp){/akeebasubs}
