... biurowe i kieszonkowe.

Kalendarze...
Dumę kolekcji Autorki stanowią zarówno kalendarze „Kurka Mazurskiego”, jak i te firmowe, wydawane przez „Społem”. Wszystkie można podziwiać w Gabinecie Wspomnień

Koniec roku zmusza do refleksji i wymiany potrzebnych w pracy i życiu prywatnym kalendarzy. Na ścianach wieszamy pełne nowych dat i oczekiwań piękne plakatowo-krajobrazowe wydania jeszcze nie znanej przyszłości. Nie wiemy, co nowy rok przyniesie, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że pewien etap mamy za sobą. Gdy piszę ten felieton cicho gra muzyka, a Piotr Szczepanik podpowiada: Wróć do krainy marzeń. Gdzie zawsze wiosna trwa. Spal żółte kalendarze. Żółte kalendarze spal... Kiedyś ta melodia często gościła w moim domu i ja swego czasu postanowiłam się do słów teksu dostosować. Wzięłam duży garnek, postawiłam go na podłodze i wszystkie kartki zerwane z domowego kalendarza postanowiłam spalić. Na ścianie w kuchni zawsze u nas wisiał taki książeczkowy kalendarz, który pokazywał datę, ale z tyłu krył przepis na fajną potrawę lub ciekawe informacje. Początkowo kartki były zrywane, ale z czasem zabezpieczano je gumką. W sumie takie potrzebne i niepotrzebne karteluszki przekładane były z miejsca na miejsce, ale dzięki gumce zachowywały się też w całości. Pod wpływem słów wspomnianej piosenki postanowiłam zrobić z kalendarzami porządek.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Do garnka wsypałam kartki oraz włożyłam jeden w książeczkowym wydaniu. Podpaliłam. Ogień buchnął, w całym mieszkaniu narobiło się dużo dymu, na dodatek zwęglone zwoje zaczęły fruwać. Wpadłam w panikę, nie wiedziałam co robić, dym gryzł w oczy, a łzy ciekły ciurkiem... Wtem do mieszkania wszedł ojciec i chlusnął wodą na moje ognisko. Złapałam garnek, by wynieść na korytarz. Sparzyłam dłonie, z krzykiem upuściłam i cała czarna, wodnista maź wylała się na podłogę... Nie pamiętam ile wówczas miałam lat, ale nigdy potem nie spaliłam żadnego kalendarza, tylko zaczęłam je kolekcjonować.

Mam przebogatą kolekcję kalendarzy, które zdobią obecnie ścianę Gabinetu Wspomnień. Dumę zbioru stanowią kalendarze „Kurka Mazurskiego”. Na ich wyjątkową szatę graficzną składają się portrety zwiewnych postaci uchwycone przez mistrza fotografii, naszego redakcyjnego kolegę Marka Plitta, zawierają też logo reklamodawców. Dla mnie stanowią wyjątkową pamiątkę właśnie po śp. Marku, ponieważ kilka razy miałam okazję uczestniczyć w sesjach i np. w tej chwili zastanawiam się, co porabiają dziewczęta pozujące do kalendarzy? Wspomniane unikaty zawierają też reklamę firmy, w której pracuję ponad 40 lat. Nic więc dziwnego, że drugie miejsce po kalendarzach „Kurkowych” zajmuje kolekcja kalendarzy służbowych. Posiadam takie typu biurowego, stale zdobiące moje biurko oraz wiszące z unikatowym kalendarzem z 2010 r. zawierającym fotogramy wykonane przez pracownika „Społem” Pana Marka Zawrotnego. Ten kalendarz, to pokłosie wystawy „Kolor Natury” zorganizowanej w Galerii Fotograficznej „Fotoarkady”. Zebrali się tam wówczas prawie wszyscy pracownicy Spółdzielni i doszło też do historycznego spotkania Pani Burmistrz Szczytna Danuty Górskiej z uroczą Wiceprezes ds. Produkcji Panią Barbarą Zarębską. Pamiątkowe zdjęcie tych dwóch dam zdobi Spółdzielczy Gabinet.

Kolejną, nieprzebraną kolekcję stanowią kalendarzyki popularnie zwane listkowymi produkowane z przeznaczeniem do noszenia w portfelu. Mam ich naprawdę wiele i każdego roku do kolekcji przybywa kolejne, unikatowe wydanie. Ciekawostkę moich zbiorów stanowi kalendarz-makatka z 1979 r., który dostałam w prezencie od Pani Marcjany Dobrońskiej, Wiceprezes ds. Handlu. Pierwotnie zdobił on gabinet Pani Prezes, potem przez wiele lat wisiał w moim domu i służył do wpinania pamiątkowych zawieszek. Teraz stanowi cenny eksponat Gabinetu Wspomnień.

Do wykonywania zadań pracowniczych potrzebuję aż trzech kalendarzy. Jeden stoi na biurku, dwa zawsze wiszą na ścianach. Od lat ściany pokoju biurowego zdobi kalendarz z logo „Społem” pokazujący trzy miesiące oraz przepięknie ilustrowany kalendarz Nadleśnictwa Korpele ukazujący cały rok. Mały listkowy noszę w portfelu, w kieszonkowym prowadzę prywatne zapiski. Życząc wszystkim samych szczęśliwych dni, w nowe kalendarze się zaopatruję i samych radości oczekuję.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}