Szczytno jest jednym z niewielu miast regionu, które może się pochwalić kąpieliskiem z prawdziwego zdarzenia, i to położonym w centrum. Nie brak jednak głosów, że plaża nad dużym jeziorem mogłaby być atrakcyjniejsza dla mieszkańców i turystów. Wśród największych mankamentów użytkownicy wskazują brak toi – toiów, szkółki żeglarskiej oraz ubogą ofertę bazy wodnej.
LEPIEJ NIŻ NAD MORZEM
Upalna pogoda sprawia, że chętnych do korzystania z uroków plaży miejskiej w Szczytnie nie brakuje. W ostatnich dniach przeżywa ona istne oblężenie. Wolny czas spędzają tu całe rodziny. Nad bezpieczeństwem plażowiczów czuwają profesjonalni ratownicy, co sprawia, że w wodzie swobodnie pluskają się i duzi, i mali. Pozazdrościć Szczytnu mogą choćby nadmorskie kurorty, gdzie od pewnego czasu obowiązują zakazy kąpieli wydane z powodu inwazji sinic. W sezonie letnim nie tylko plaża tętni życiem. Sporym powodzeniem cieszą się sąsiadujące z nią boiska do siatkówki plażowej, a także ścieżka pieszo – rowerowa wokół dużego jeziora. To efekt zrealizowanych w ciągu ostatnich lat przez miasto inwestycji, w tym także działań zmierzających do oczyszczenia wód obu szczycieńskich jezior. Dość wspomnieć, że jeszcze kilkanaście lat temu woda w nich przypominała cuchnącą breję, a sanepid wydawał zakaz kąpieli. Nadjeziorne tereny, zamiast służyć do wypoczynku i rekreacji, były miejscem spotkań amatorów mocnych trunków. Zmiany, które tu ostatnio zaszły, wielu mieszkańców i przyjezdnych chwali. – Plaża jest czysta i z przyjemnością zabieram na nią moje dzieci – ocenia pani Sylwia. – Jestem bardzo zadowolona ze zmian, które tu zaszły – wtóruje jej pani Izabela, która na szczycieńskim kąpielisku wraz z dziećmi wypoczywa już od siedmiu lat.
ZA POTRZEBĄ DO BAZY WODNEJ
Plaża i jej otoczenie są wizytówką Szczytna. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest tu idealne.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu w Szczytnie Krzysztof Mańkowski przekonuje, że udostępnianie plażowiczom toalet w bazie wodnej to dobre rozwiązanie. – Są one czynne codziennie w godz. 6.00 – 22.00 i pracownicy stale mają nad nimi nadzór – zapewnia.
Ustawienie toi – toiów po pierwsze generowałoby koszty związane z ich opróżnieniem, po drugie – psułoby estetykę. W minionych sezonach użytkownicy plaży narzekali na brak przebieralni. Ich postulat został w tym roku spełniony. Przebieralnie stanęły przy wejściu do bazy wodnej.
WODA POD LUPĄ SANEPIDU
Niektórzy plażowicze mają zastrzeżenia dotyczące czystości zarówno wody, jak i samej plaży. – Mając jej 100 metrów, można ją chyba posprzątać. Usunąć śmieci, odpady biologiczne, ptasie pióra, pety i inne cuda – zauważa nasz stały korespondent Marek Ropiak. – Wypoczywający turyści mogliby zapamiętać najpiękniejszą plażę na Mazurach w ścisłym centrum miasta, a nie opłakane, brudne, śmierdzące szlamem „cuś” – dodaje. Z kolei pani Sylwia wspomina, że jedyna kąpiel w szczycieńskim jeziorze skończyła się dla niej bardzo nieprzyjemnie. – Wyszłam z wody z nogą pociętą szkłem – relacjonuje.
Dbanie o czystość i porządek na terenie kąpieliska oraz terenu łączącego oba jeziora wraz z pasażem Klenczona, należy do obowiązków MOS-u. Dyrektor Mańkowski zapewnia, że codziennie rano podlegli mu pracownicy zbierają śmieci, a następnie grabią piasek na plaży. – Po nocy zawsze są tego ogromne ilości, szczególnie przy koszach – przyznaje.
Z kolei ratusz informuje, że jakość wody w jeziorze jest stale monitorowana przez olsztyński sanepid. Jego pracownicy pobierają próbki do badań co dwa tygodnie. Jak dotąd nie było powodów, by z tego powodu zamknąć kąpielisko.
TRZEBA WIĘCEJ SPRZĘTU
Leżenie plackiem na słońcu lub kąpiel w jeziorze nie wszystkim wystarcza. Nie brak osób, które chciałyby spędzić nad wodą czas bardziej aktywnie, korzystając z oferty wypożyczalni sprzętu w bazie wodnej. Obecnie dysponuje ona czterema 4-osobowymi i dwoma 2-osobowymi rowerami wodnymi, pięcioma kajakami, dwiema łódkami wiosłowymi, dwoma żaglówkami typu omega, katamaranem oraz stateczkiem wycieczkowym. – Zainteresowanie naszą ofertą zależy od pogody. W tym roku już od maja aura była sprzyjająca, więc chętnych do korzystania ze sprzętu nie brakowało – mówi Mańkowski. Od 22 kwietnia do 28 lipca dochód z bazy wodnej wyniósł prawie 21 tys. złotych. Największą popularnością cieszą się rowery wodne. Dzięki ich wypożyczeniom uzyskano kwotę ponad 8 tysięcy. Na drugim miejscu znalazły się rejsy stateczkiem wycieczkowym, które przyniosły dochód w wysokości 5 tysięcy. Dyrektor przyznaje, że istnieje potrzeba doposażenia wypożyczalni w nowy sprzęt. – Przydałyby się zwłaszcza rowery wodne, sprzęty dla dzieci oraz lekkie kajaki, bo te, którymi dysponujemy, mają już swoje lata – mówi. Czego, jego zdaniem, brakuje na plaży? – Parasoli z trzciny, żeby można się pod nimi schronić przed słońcem oraz infrastruktury gastronomicznej – odpowiada szef MOS-u.
Gastronomia na plaży rzeczywiście kuleje. Obecnie działa tu tylko jedna, wciśnięta w kąt plaży budka z lodami. Brakuje miejsca, w którym można by było coś zjeść czy napić się kawy.
GDZIE SĄ ŻAGLE?
Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by zauważyć, że choć plaża tętni życiem, to niemal zupełnie niewykorzystane jest jezioro. W letnie dni próżno na nim szukać charakterystycznego elementu mazurskiego krajobrazu – żagli. – Szczytno jest idealne do żeglugi turystyczno – rekreacyjnej – uważa Krzysztof Mańkowski. Choć Jezioro Duże Domowe nie nadaje się do żeglowania tak, jak akweny leżące na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, to z powodzeniem mogłoby być wykorzystywane przez tych, którzy w żeglarstwie stawiają dopiero pierwsze kroki. Dyrektor MOS-u przypomina, że w latach 70. Szczytno było prężnym ośrodkiem żeglarskim. – Nasi młodzi żeglarze ogrywali swoich rówieśników z Iławy, Mrągowa czy Olsztyna – mówi. W latach 2004 – 2011 MOS podjął próbę reaktywacji szczycieńskiego żeglarstwa. Na coroczne otwarcia sezonu w bazie wodnej przyjeżdżali m.in. Mateusz Kusznierewicz, bracia Szukielowie czy Piotr Kula. W tym okresie działała w Szczytnie sekcja żeglarska prowadzona przez instruktora Marka Płaczkiewicza. – Latem dodatkowo organizowaliśmy „szkołę pod żaglami” dla na jmłodszych. Kilkadziesiąt osób odbyło szkolenia żeglarskie i motorowodne, które kończyły się egzaminem i uzyskaniem patentu – wspomina z rozrzewnieniem dyrektor. Wszystko skończyło się w 2011 r. – Wtedy pani burmistrz poinformowała mnie, że od 2012 r. nie przeznaczy w budżecie środków na zatrudnienie instruktora żeglarstwa – mówi Mańkowski.
Od kilku lat interpelacje w sprawie reaktywacji sekcji żeglarskiej składa radny miejski Paweł Malec ze Stowarzyszenia „Razem dla Mieszkańców”, na którego czele stoi dyrektor MOS-u. Burmistrz Danuta Górska uważa jednak, że ośrodek sportu nie jest jednostką powołaną do prowadzenia tego typu działalności. Istnieje możliwość sfinansowania funkcjonowania takiej dyscypliny sportowej w trybie konkursu ofert dla organizacji pozarządowych dotyczącego szkoleń dla dzieci i młodzieży. Jednocześnie pragnę zauważyć, iż do chwili obecnej nie pojawiła się żadna inicjatywa ze strony osoby fizycznej bądź stowarzyszenia – pisze burmistrz w odpowiedzi na interpelację radnego Malca. Sprawa ma jeszcze drugie dno. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że od kilku lat Danuta Górska i Krzysztof Mańkowski pozostają w ostrym konflikcie. Ten ostatni zapowiedział już, że w zbliżających się wyborach będzie się ubiegał o fotel burmistrza Szczytna.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
