W piątek 15 stycznia 2021 roku w szpitalu w Szczytnie na koronawirusa zmarł ksiądz Józef Dziwik, emerytowany proboszcz Parafii Matki Bożej Królowej Polski w Farynach w latach 1982 – 2013 a w latach 1972 – 1982 administrator tamtejszego samodzielnego wikariatu. Wcześniej był wikarym w Bartoszycach, Mikołajkach i w latach 1965 – 1972 w Jedwabnie. Przez wiele lat był dziekanem dekanatu Rozogi. Miał 82 lata.
Pasterz
Ksiądz Józef Michał Dziwik urodził się 30 sierpnia 1938 roku w Ulanicy pomiędzy Rzeszowem a Przemyślem na Podkarpaciu w rodzinie Walentego i Stanisławy Dziwików. Uczęszczał do liceum ogólnokształcącego w pobliskim Dynowie. W 1957 roku zdał maturę. Ukończył Warmińskie Seminarium Duchowne „Hosianum” w Olsztynie. Święcenia kapłańskie ksiądz Józef Dziwik przyjął 22 września 1962 roku w Olsztynie z rąk biskupa Tomasza Wilczyńskiego. Po okresie wikariatu w Bartoszycach, Mikołajkach i Jedwabnie, w 1972 roku księdza Dziwika przeniesiono na samodzielny wikariat w Farynach, podlegający parafii w Klonie. W 1982 roku w Farynach powołano odrębną parafię, której proboszczował aż do swego przejścia na emeryturę w 2013 roku, z czasem stając się także dziekanem dekanatu Rozogi. W 2002 roku został magistrem teologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w Rozogach i wspierał w wypełnianiu obowiązków duszpasterskich tamtejszego proboszcza księdza Józefa Midurę.
Idol
Po raz pierwszy z księdzem Józefem Dziwikiem zetknąłem się bezpośrednio latem 2015 roku.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Obserwując to z boku zdałem sobie sprawę z tego, że jest to forma pewnego uwielbienia, ogromnej sympatii tych ludzi do niego, a sam ksiądz Dziwik jest dla nich kimś w rodzaju „idola”. Było to trudne do zrozumienia, ale stało się jasne, że musi to wynikać z jego osobowości i dawnych wspólnych przeżyć z parafianami. Te przejścia wywołały u nich tak wiele pozytywnych uczuć w stosunku do niego. Ta jego popularność wśród nich stanowiła z pewnością swoisty lokalny fenomen społeczny, który z osobą księdza Dziwika będę kojarzył już zawsze.
Gwiazda
W roku 2016 wspólnie z Parafią i Gminną Biblioteką Publiczną przygotowywaliśmy w Jedwabnie do wydania publikację pod tytułem „Kronika Kościoła i Parafii Rzymskokatolickiej w Jedwabnie”. Ksiądz Józef Dziwik wspierał nas w tym dziele. Udostępnił szereg fotografii i informacji a przede wszystkim listy księdza Łukasza Popioła, pierwszego proboszcza parafii w Jedwabnie, którego był wikarym. Przekazał także tekst swojej homilii wygłoszonej w 1974 roku na pogrzebie księdza Popioła. Gdy wydrukowaliśmy całą książkę było oczywistym, że musimy przeprowadzić spotkanie promocyjne dla mieszkańców. Wraz z ówczesnym dyrektorem GOK w Jedwabnie mieliśmy wtedy jeszcze inny problem. Na coroczny sylwester w Jedwabnie z fajerwerkami i szampanem o godz. 24.00 przychodziło niewiele osób, tak około 20. Nie było więc sensu go organizować, zarówno ze względu na koszty, jak i ponoszony nakład pracy. Ale jak tu odwołać sylwestra? I wytłumaczyć to mieszkańcom? Przecież zaraz padnie argument, że GOK nic nie robi. Wpadłem wówczas na pomysł, by zamiast sylwestra zorganizować w dniu 30 grudnia w GOK-u spotkanie promocyjne naszej publikacji. Po prostu połączyć jedno z drugim. Oczywiście z udziałem księdza Dziwika. To on miał być główną „gwiazdą”. Pamiętając spotkanie w Szuci, byłem pewny, że przyjdą tłumy. I tak się stało. Sala w jedwabieńskim GOK – u liczy 130 miejsc. Była pełna. Często zdarza się, że opłacając znacznymi kwotami występy znanych artystów nie mamy jej wypełnionej całej. A co tu dopiero mówić o 20 osobach przychodzących na sylwestra. Ksiądz Dziwik zapewnił nam – jak to się mówi – komplet widzów. Dla wszystkich zebranych osób spotkanie to stanowiło prawdziwą sentymentalną i kulturalną ucztę. Obok prezentacji książki, występu artystycznego i poczęstunku przygotowanego przez Panie z Caritasu było również oczywiście wystąpienie księdza Dziwika i coś w rodzaju nieplanowanej publicznej rozmowy z nim osób zgromadzonych na sali. Widać było wzruszenie księdza, że dawni parafianie tak ciepło i życzliwie go przyjmują. Wynikało to z tej ogromnej sympatii, jaką go darzyli. Skąd się ona brała?
Wikary
Do Jedwabna księdza Dziwika skierowała Kuria Biskupia w Olsztynie w sierpniu 1965 roku, by wsparł on w wykonywaniu obowiązków duszpasterskich miejscowego proboszcza Łukasza Popioła, którego zdrowie szwankowało coraz bardziej. Wikariat ten trwał dość długo, bo aż 7 lat. Spotkanie na swej drodze tak doświadczonej postaci jak ksiądz Popiół, uczestnik wojny polsko – bolszewickiej, doświadczony przeżyciami II wojny duchowny z Wileńszczyzny, pierwszy proboszcz i twórca parafii w Jedwabnie, wpłynęło na młodego kapłana. Zapewne też okres ten ukształtował księdza Dziwika jako duszpasterza. Przebywający coraz częściej i coraz dłużej na kuracjach i zabiegach leczniczych proboszcz z Jedwabna miał dużą wyrękę w swoim młodym wikarym i powierzał mu coraz więcej obowiązków i spraw. Doświadczony, surowy i wymagający Popiół pozostawał jakby w zupełnym przeciwieństwie do młodego i pełnego werwy Dziwika. Jednak obaj znakomicie się dogadywali i uzupełniali, stanowiąc niezapomniany duet.
Młody wikary w ramach lekcji religii w poszczególnych wsiach woził swym „służbowym” samochodem dzieci na przejażdżki, sprawiając im ogromną frajdę. Niejedno z nich wspominało potem, że pierwszy w życiu raz jechało autem właśnie na lekcjach religii u księdza Dziwika.
Kolejnym tematem były fotografie, które także wykonywał ksiądz Dziwik na swych katechezach. Dzięki temu dzieci uczyły się fotografować. Kapłan posiadał swój własny aparat fotograficzny i całe oprzyrządowanie. Zdjęcia wywoływał potem w swej ciemni urządzonej w salce piwnicznej na plebanii. Na sutannach Dziwika wciąż pojawiały się wypalone dziury od odczynników fotograficznych, na co narzekał proboszcz Popiół.
No i wreszcie ta „słynna” fryzura, którą nosił przez całe życie, choć wraz z wiekiem była nieco mniej efektowna. Wikary Dziwik był więc kapłanem wręcz stworzonym dla dzieci i młodzieży. „Młodzieżowym”. Gdy jeszcze uwzględnimy, że czasy jego wikariatu w Jedwabnie to okres największej popularności „Beatlesów” i „Czerwonych Gitar”, to taki otwarty na młodych wikary, dający młodzieży i dzieciom w szarzyźnie i biedzie PRL – u posmakować nieco innego życia, musiał być przez nich uwielbiany.
I w tym tkwi chyba sedno popularności księdza Józefa Dziwika w Jedwabnie. Jej źródłem musiała być posiadana przez niego charyzma i to, że nie był księdzem „standardowym”. Od chwili jego odejścia z Jedwabna upłynęło już prawie 50 lat a dawni wychowankowie dobiegają już sześćdziesiątki lub ją przekroczyli. Zawsze jednak wspominali i wspominają go bardzo ciepło a teraz, gdy zmarł, pozostają w autentycznej żałobie z powodu śmierci swego dawnego kapłana.
Sławomir Ambroziak{/akeebasubs}
