...wypłacana i obrabowana. Teraz, gdy w moim portfelu króluje karta płatnicza, aż trudno uwierzyć, że kiedyś gościły tam banknoty i monety. Pierwszą wypłatę pobrałam w marcu 1980 r. i wynosiła ona dwa tysiące czterysta pięć złotych. Po pieniążki stałam w kolejce do kasy w społemowskim biurowcu przy ulicy Ogrodowej 17.

Kasa...
Słynny budynek „Pod filarami” przy ul. Ogrodowej 17, w którym przez lata funkcjonowała kasa „Społem”. Na zdjęciu obok pracownicy spółdzielni w 1968 r. wpłacają dobrowolne datki na Wietnam

W tym miejscu chciałabym przypomnieć, że sławetny budynek popularnie zwany „Pod filarami” w swoim wnętrzu mieścił nie tylko wspomnianą kasę, ale i cały pion rozliczeniowo-księgowy na czele z Wiceprezesem ds. Ekonomicznych Panem Stanisławem Gładkowskim, piastującym również stanowisko Głównego Księgowego. Była tam też hala zmechanizowanego obrachunku oraz dział obrotu hurtowego. Jednym słowem, spółdzielcze życie tam tętniło. W dniu wypłaty okienko kasy było oblegane, a kasjerka najwspanialsza, bo każdemu listę do podpisu podtykała i kopertę z pieniążkami wydawała. Będąc przy sławetnej budowli dodam jeszcze, że w budynku przy ul. Ogrodowej 17 w Szczytnie w latach od 1953 do 1972 mieściło się Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Hurtu Spożywczego (WPHS), a od 1973 roku „Społem” Wojewódzka Spółdzielnia Spożywców w Olsztynie Oddział w Szczytnie („Społem” WSS). W latach 70. istniejąca od 1945 r. Spółdzielnia „Społem” w swoje struktury wchłonęła WPHS i we wspomnianym budynku urzędowała do początku lat 90.

Z pierwszą wypłatą wróciłam na swoje stanowisko pracy, czyli do biurowca przy ulicy Kościuszki i od razu od starszej koleżanki usłyszałam, że mam sobie założyć książeczki: oszczędnościową i mieszkaniową.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Natychmiast poszłam do PKO przy ul. Narońskiego i to uczyniłam. Dowiedziałam się też, że „jest to cnota nad cnotami dobrze rządzić złotówkami”. Wypłaty odbieraliśmy raz w miesiącu. Było to miłe i oczywiste. Pewnego dnia okazało się, że wypłaty nie będzie, bo ktoś... OBRABOWAŁ KASĘ. Otóż złodzieje pod osłoną nocy dokonali włamania do budynku przy ulicy Ogrodowej i „rozpruli” kasę. Oczywiście prowadzone było dochodzenie, ale sprawców nie ujęto. Mieszkańcy bloku przy ulicy Lipperta 12 bezpośrednio sąsiadującego z budynkiem „Społem” PSS, w którym znajdował się sejf, składali podobne zeznania. Tłumaczyli, że oczywiście słyszeli hałas, ale byli przekonani, że to prace remontowe, tak wówczas popularne i trwające nawet nocą. Kasa przepadła bezpowrotnie, kradzież została wpisana w straty firmy, a pracownicy wypłaty oczywiście otrzymali, ale z lekkim poślizgiem. W 1993 r. „Społem” z budynku przy ulicy Ogrodowej się wyprowadziło, kasę zaś utworzono w biurowcu przy ulicy Kościuszki. Obecnie w pomieszczeniu byłej kasy stworzyłam Gabinet Wspomnień i osobom odwiedzającym muzeum prezentuję wzmocnione blaszanym okuciem drzwi oraz autentyczne okienko kasy wraz z kasetami na pieniądze. Pozwalam dotykać zgromadzone tam ówczesne banknoty oraz monety, liczyć na liczydłach, wertować książeczki oszczędnościowe. Zaglądać do starego portfela i pełnych skarbów kasetek. Podziwiać archiwalne fotki, a szczególnie tę, na której pracownicy w 1968 r. wpłacają dobrowolne datki na rzecz Wietnamu. Oczywiście ja tego nie pamiętam, ale pamiętam za to, że wpłacałam razem z innymi pracownikami „Społem” symboliczną złotówkę na budowę Szkoły Podstawowej nr 6 w Szczytnie.

„Kasowe” pamiątki z Gabinetu Wspomnień

W mojej rodzinie rządzenie wspólnymi pieniędzmi polegało na tym, że wszystkie trafiały do domowego budżetu. Gdzie następował podział na opłaty, na książeczki oszczędnościową i mieszkaniową, na jedzenie i na marzenia. Pierwszym marzeniem było posiadanie kolorowego telewizora, drugim samochodu. Pieniądze przechowywane były w przysłowiowej skarpetce. Pewnego dnia okazało się, że zakład, w którym pracował mąż zalecił pracownikom założenie kont. Niby nic się nie zmieniło, tylko teraz mąż chodził do banku i wszystko wypłacał, a ja nadal odbierałam od kasjerki w okienku. Pewnego dnia i w moim zakładzie zlikwidowano kasę, i zdecydowano wpłacać wynagrodzenia na konto. Ileż ta decyzja wywołała emocji wśród pracowników, ale było gadania i psioczenia. Jako przedstawicielka „starego pokolenia” i ja nie bardzo chciałam tych zmian. Cóż było robić? Po prostu iść z duchem czasu. Dopełniłam wszelkich formalności w banku i stałam się właścicielką konta i karty płatniczej. Długo postępowałam analogicznie, czyli całą swoją wypłatę po prostu wypłacałam. Niestety jako osoba bojaźliwa nie ufałam bankomatom i kartą posługiwałam sporadycznie. Pewnego dnia, gdy stałam w kolejce do stanowiska kasowego zauważyła mnie ówczesna kierowniczka banku, a prywatnie jedna z „Kręciołek” i spytała czemu nie korzystam z karty i konta internetowego? Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że potrzebuję więcej niż daje bankomat, a muszę zrobić opłaty. Jako alibi pokazałam plik wyciągniętych z torebki książeczek. Ze wstydem przyznałam też, że konta internetowego po prostu nie mam. Strasznie się zdziwiła i natychmiast zaproponowała pomoc w jego założeniu i zaoferowała też przeszkolenie. Przy fachowym instruktażu okazało się, że jest to fantastyczna forma regulowania należności. Wiadomo, że od wielu lat w moim portfelu karta króluje, ale z wielkim sentymentem wspominam wszystkie społemowskie kasjerki i szeleszczące papierki.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}