W kurniku na terenie fermy drobiu w Występie runął dach, powodując przechylenie się jednej ze ścian. Wewnątrz grożącego zawaleniem obiektu znajdowało się 20 tysięcy kurczaków brojlerów. Akcja strażaków, którzy próbowali wydobyć zwierzęta, była utrudniona, bo obecny na miejscu powiatowy inspektor nadzoru budowlanego zabronił im wejść do środka w obawie o ich bezpieczeństwo.
Informację o zdarzeniu służby ratunkowe otrzymały w niedzielę 14 stycznia przed południem. Na miejscu okazało się, że na terenie fermy drobiu w Występie runął dach jednego z kurników. Na dodatek uszkodzeniu uległa także ściana, która mocno się przechyliła, grożąc w każdej chwili zawaleniem. Wewnątrz obiektu znajdowało się 20 tysięcy kurczaków brojlerów.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W związku z sytuacją, zebrał się sztab kryzysowy, w skład którego weszli m.in. starosta szczycieński, wójt gminy Rozogi, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego oraz powiatowy lekarz weterynarii. Zadysponowano również grupę specjalną ratownictwa technicznego z Ostródy oraz grupę operacyjną warmińsko – mazurskiego komendanta wojewódzkiego PSP.
Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, ze względu na duże ryzyko zawalenia się kurnika, zakazał ratownikom wstępu do środka. - Ustalono, że właściciel sam podejmie próbę wyburzenia ściany, aby dostać się do zwierząt – mówi Paweł Kozłowski.
Teren działań przekazano hodowcy drobiu. Udział w nich brało czternaście zastępów straży pożarnej składających się z 36 ratowników. Akcja trwała ponad dziewięć godzin.
Jak poinformował nas wójt gminy Rozogi Zbigniew Kudrzycki, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał decyzję o rozbiórce kurnika. Co stało się z przebywającymi w środku zwierzętami? - Właściciel przystąpił do kontrolowanego wyburzania elementów grożących zawaleniem. Wtedy okazało się, że dostęp do ptaków jest możliwy i rozpoczęto ich ewakuację – relacjonuje powiatowa lekarz weterynarii Dorota Zyśk. Dodaje, że spośród 20 tysięcy kurczaków zdecydowana większość, bo 18 tysięcy, przeżyła . - Przeniesiono je do obiektu zastępczego na terenie tej samej fermy. Z punktu widzenia dobrostanu zwierząt to bardzo dobra wiadomość – mówi Dorota Zyśk, podkreślając wielkie zaangażowanie służb, członków sztabu kryzysowego oraz samego hodowcy drobiu. - To dzięki temu udało się uratować zdecydowaną większość kurczaków – zwraca uwagę powiatowa lekarz weterynarii.
(ew){/akeebasubs}
