Szczycieńscy radni po raz kolejny debatowali nad problemem kawek w Szczytnie. Tym razem impulsem do tego był skierowany do nich list mieszkańca ul. Ogrodowej, który z powodu dokuczliwych ptaków ponosi niemałe koszty związane m.in. z usuwaniem szkód czynionych przez nie na budynku.

Kawki znów na tapecie
Kawki od lat zatruwają życie mieszkańcom Szczytna i przebywającym w mieście turystom

Kawki znów stały się tematem dyskusji na forum Rady Miejskiej w Szczytnie. Wywołał ją list mieszkańca ul. Ogrodowej, prowadzącego w tym miejscu działalność gospodarczą. Z powodu dokuczliwych ptaków ponosi on niemałe koszty związane z naprawami choćby elewacji i rynien. Okazuje się, że w jego budynku kawki wiją gniazda, hałasują w pobliżu i brudzą. Obecność w Szczytnie, zwłaszcza w sezonie jesienno – zimowym, skrzydlatych intruzów, od dawna jest bolączką miasta i nie stanowi jego dobrej wizytówki. Przypomnijmy, że kilka tygodni temu na łamach „Kurka” o zajęcie się tematem apelowała także turystka z Krakowa.

Podczas poniedziałkowej sesji o znalezienie rozwiązania problemu prosiła radna Aleksandra Kobus – Drężek. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Z kolei Zbigniew Chrapkiewicz przypominał, że monitował w tej sprawie już rok temu. - Jakoś spełzło to na niczym, a dziś znów do tego wracamy – irytował się radny. Natomiast Teresa Moczydłowska ostrzegała, że osoby poszkodowane z powodu obecności kawek, w tym także lokalni przedsiębiorcy płacący na rzecz miasta podatki, w końcu mogą występować o odszkodowania. Podpowiadała również burmistrzowi Stefanowi Ochmanowi, aby w porozumieniami ze wspólnotami mieszkaniowymi zorganizować akcję informacyjną skierowaną do mieszkańców, aby ci nie dokarmiali kawek zimą i jesienią.

Włodarz informował radnych, że konsultował się w sprawie uciążliwych ptaków z ornitologiem. Ten miał mu przekazać, że pozbycie się ich z miasta to kosztowny i długotrwały proces, którego efekty od razu nie będą widoczne. - Chodzi o to, aby nie stwarzać im atrakcyjnych miejsc do bytowania w mieście – tłumaczył burmistrz. W okresie letnim kawki wynoszą się ze Szczytna na teren dawnego wysypiska w Linowie i tam się rozmnażają, by potem, na zimę, wrócić stadami do miasta. Jednocześnie włodarz zapewniał, że podejmowane są doraźne działania zmierzające do ograniczenia obecności ptaków, takie jak choćby przycinanie koron drzew na ul. Odrodzenia. Zastrzegał również, że radykalne kroki wobec tych zwierząt nie są możliwe i miasto musi być tu ostrożne, bo kawki są pod ochroną. - Nam one też sprawiają duży problem, bo ponosimy dodatkowe koszty związane ze sprzątaniem – podkreślał Ochman.

(ew){/akeebasubs}