Kolejna odsłona sporu dotyczącego gospodarki odpadami w rejonie centralnym województwa warmińsko-mazurskiego. Spółka Bioelektra Group, która do niedawna była zainteresowana budową instalacji przetwarzania odpadów w Pasymiu, żąda od prezesa spółki ZGOK Adama Sierzputowskiego przeprosin za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji dotyczących stosowanych przez Bioelektrę technologii.

Kolejny etap wojny o śmieci

SKAZANI NA 20 LAT

Od nowego roku wszystkie odpady z terenu powiatu szczycieńskiego trafiają do Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Olsztynie należącego do spółki ZGOK, którą tworzy 37 gmin z rejonu centralnego województwa warmińsko-mazurskiego. Nie wszystkim samorządom, w tym pięciu z naszego powiatu, to się podoba. Uważają, że uczestniczenie w tym projekcie jest dla ich mieszkańców niekorzystne i może przez najbliższe 20 lat, bo na tyle obowiązuje umowa, stanowić zbyt duże obciążenie finansowe. Cena za oddanie 1 tony śmieci kosztuje w ZUOK 270 zł, podczas gdy jeszcze do niedawna, korzystając z zasad wolnorynkowych, samorządy płaciły w innych punktach nie więcej niż 200 zł.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Alternatywą dla projektu ZGOK mogłaby być np. oferta Bioelektry Group, spółki prowadzącej zakład przetwarzania odpadów w Różankach, koło Susza. - Stosowana tam technologia przetwarzania odpadów jest jedną z najnowocześniejszych na świecie - przekonuje wiceburmistrz Pasymia Maria Cejmer. Podobny zakład Bioelektra planowała wybudować w Pasymiu. Warunkiem było wpisanie inwestycji do Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami, dzięki czemu mogłaby stanowić konkurencję dla ZGOK i w ten sposób przyczynić się do obniżenia kosztów ponoszonych przez samorządy. Chociaż Bioelektra uzyskała od władz Pasymia wsparcie w tej sprawie i decyzję środowiskową, wycofała się ostatecznie ze swoich planów inwestycyjnych. Tłumaczyła to tym, że procedowanie w tej sprawie utrudnia powstały wokół ZGOK spór.

DONOS ANONIMOWYCH MIESZKAŃCÓW

Rezygnacji Bioelektry najwyraźniej nie wszyscy dali wiarę. Kilka tygodni temu do mediów trafił anonim, w którym jego autor bądź autorzy przekonują, że technologia stosowana w zakładzie Bioelektry jest szkodliwa dla zdrowia ludzi i zwierząt. W wyniku sterylizacji odpadów ma dochodzić do wydzielania niebezpiecznych substancji. O szkodliwości tej czy innej technologii obróbki odpadów powinny wypowiadać się autorytety naukowe zarówno z ochrony środowiska, gospodarki odpadami i zdrowia, a nie fachowcy od budownictwa, działacze polityczni czy wynajęci przez prywatną firmę lobbyści - czytamy w anonimie podpisanym „Mieszkańcy Powiatu Szczycieńskiego”.

PREZES ROZSYŁA ANONIMY

Treść anonimu najwyraźniej spodobała się prezesowi ZGOK. Na jego polecenie z e-mailowej skrzynki spółki pismo zostało rozesłane do 35 urzędów gmin.

Informacja o tym dotarła do władz Bioelektry. Ich reakcja jest zdecydowana. Zarzucają prezesowi ZGOK naruszenie ustawy o zwalaczaniu nieuczciwej konkurencji. Żądają od niego przeprosin w lokalnych mediach. Chcą też, aby do wszystkich adresatów, którym przesłał treść anonimu, wystosował teraz sprostowanie zawierające stanowisko Bioelektry. Można w nim m.in. przeczytać, że stosowana przez nią technologia sterylizacji odpadów „jest starannie przebadana i całkowicie bezpieczna”, a do tego „ekologiczna i bezemisyjna”.

PREZES NIE PRZEPROSI

Prezes ZGOK Adam Sierzputowski reakcję Bioelektry uważa za histeryczną. Zapowiada, że jej nie przeprosi. - To był mój obowiązek zapoznać udziałowców z pismem, w którym podane były poważne zagrożenia dotyczące budowy instalacji w technologii stosowanej przez tę spółkę – tłumaczy.

(o){/akeebasubs}