W OSP Pasym od dwóch lat trwa konflikt pomiędzy częścią strażaków a zarządem reprezentowanym przez wiceprezesa jednostki Romualda Małkiewicza. Ostatnio przybrał na sile tak bardzo, że ośmiu druhów zostało usuniętych z jej szeregów. Niewykluczone, że w ich ślady pójdą kolejni. Zaniepokojenia sytuacją nie kryje radna Hanna Gryczka, wzywając burmistrza Cezarego Łachmańskiego, aby podjął kroki zmierzające do załagodzenia sporu.
TO SPRAWA NAS WSZYSTKICH
Ochotnicza Straż Pożarna w Pasymiu to najbardziej zapracowana jednostka w powiecie szczycieńskim. Od lat jest liderem pod względem wyjazdów do zdarzeń. Jej członkowie często niosą pomoc m.in. ofiarom wypadków na niebezpiecznym odcinku drogi krajowej nr 53 między Szczytnem a Pasymiem, a nawet poza granicą powiatu, w kierunku Olsztyna. Nic więc dziwnego, że pasymscy druhowie odgrywają ważną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa nie tylko mieszkańców swojej gminy. Wkrótce jednak może się to zmienić, bo w ostatnim czasie ich szeregi znacząco stopniały. Jedenastu strażaków zadeklarowało, że już więcej nie będzie wyjeżdżać do zdarzeń. W odpowiedzi zarząd OSP Pasym ośmiu z nich usunął ze swoich szeregów, a z pozostałymi trzema prowadzi jeszcze rozmowy. To pokłosie konfliktu, który od dwóch lat trwa w szeregach pasymskich ochotników. Na światło dzienne wyszedł on w czasie ostatniej sesji Rady Miejskiej. Radna Hanna Gryczka, zaniepokojona sytuacją w jednostce, zwróciła się do burmistrza Cezarego Łachmańskiego, aby podjął działania zmierzające do załagodzenia sporu. Dziwiła się, że ten, znając sytuację, jak dotąd nie zareagował.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
KTO BĘDZIE NAS RATOWAŁ?
Zdaniem radnej, tak znaczący odpływ ze strażackich szeregów aktywnych członków może mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo mieszkańców. - Są to młodzi ludzie biorący czynny udział w akcjach. Niektórzy z nich wyjeżdżają po 20 – 30, a nawet więcej razy w ciągu roku – alarmowała Gryczka. - Kto będzie ratował ludzkie życie w tej gminie? - zastanawiała się, prosząc burmistrza, aby wyjaśnił na forum rady, o co chodzi w całym konflikcie.
Zamiast włodarza odpowiedzi udzielił jej najpierw przewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Kozikowski. - OSP jest niezależną organizacją i tak naprawdę nie mamy wpływu na to, jak wyglądają tam stosunki międzyludzkie – mówił szef rady. Z kolei burmistrz zapewniał, że zna sytuację i jest w stałym kontakcie z prezesem jednostki. Podkreślał, że samorząd stara się zabezpieczyć wszystkie jej potrzeby, czego dowodem jest to, że tylko w tym roku nakłady na nią sięgną 2 mln zł i zostaną wydane m.in. na zakup nowego samochodu oraz długo oczekiwany remont remizy. - Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego taka sytuacja powstała, ale nie mnie to oceniać – mówił Łachmański, dodając, że jest otwarty na spotkanie ze strażakami, o ile takie zostanie zorganizowane. - Sytuacja nie jest łatwa, ale wyjazdowość druhów strażaków jest zabezpieczona – uspokajał włodarz.
KAŻDY ODPYCHA PROBLEM
Głos w dyskusji zabrał również radny, a zarazem jeden z usuniętych strażaków, Aleksander Waś. - Nie samymi pieniędzmi i sprzętem żyje jednostka, a to, co się dzieje w naszej OSP jest bardzo przykre – mówił, dodając, że strażakom już odechciewa się działania. Miał też żal do burmistrza o to, że choć prowadzone były z nim rozmowy na temat sytuacji w strażackich szeregach, ten nie zainteresował się tematem. - Każdy ten problem odpychał – nie krył goryczy Waś, nie podając jednak szczegółów.
MAJĄ DOŚĆ BYCIA POPYCHADŁAMI
Postanowiliśmy więc dowiedzieć się, o co w całej sprawie chodzi. Okazuje się, że usunięcie ośmiu druhów z OSP Pasym to pokłosie konfliktu z jej zarządem, a konkretnie wiceprezesem jednostki, komendantem gminnym i radnym w jednej osobie – Romualdem Małkiewiczem. - On robi, co chce, jednoosobowo zarządza naszą strażą, z nikim nie konsultując swoich decyzji – mówi Aleksander Waś. Jako przykład podaje choćby sprawy związane z zakupami strażackiego sprzętu. Jego zdaniem, część z nich jest zupełnie nietrafionych i niezgodnych z realnymi potrzebami pasymskich druhów. Jak relacjonuje, jakiś czas temu zgłaszali oni konieczność nabycia dwóch nowych kompletów ubrań bojowych, o co zabiegał naczelnik jednostki. - Zamiast tego pan Małkiewicz zdecydował o zakupie pompy za ponad 10 tysięcy, której byśmy użyli może kilka razy – opowiada Waś. - U nas strażacy są dla zarządu, a nie zarząd dla strażaków. My jesteśmy tylko popychadłami od brudnej roboty, a pan Małkiewicz się lansuje – mówi. Lista jego pretensji do starszego kolegi jest dłuższa. Przywołuje sytuację, kiedy część druhów domagała przeprowadzenia wyborów nowego zarządu, aby mogli wejść do niego młodzi, którzy najczęściej uczestniczą w akcjach. - Niestety, pan Małkiewicz przywiózł na zebranie swoich ludzi, którzy co prawda figurują na liście członków OSP Pasym, ale od dawna są już nieaktywni – relacjonuje. Podkreśla, że, decyzja o rezygnacji z udziału w akcjach była krzykiem rozpaczy strażaków, którzy mieli już dość tej sytuacji. Sugeruje, że usunięcie z szeregów OSP ośmiu „buntowników” stwarza poważny problem, bo wyrzuceni byli najbardziej aktywnymi strażakami. - Teraz pan Małkiewicz i jego zwolennicy dzwonią po wszystkich, którzy są na liście członków i zaczynają ich ściągać. Problem w tym, że wiele z tych osób od wielu lat nie bierze już udziału w akcjach i nie zna się na wykorzystywanym obecnie sprzęcie – zauważa Waś. Podkreśla, że usunięcie z jednostki 8 strażaków jest dla nich bardzo krzywdzące. Sam należy do niej od 16 lat. - To przykre, co mnie spotkało po tylu latach, ale są koledzy, którzy mają jeszcze dłuższy staż ode mnie – mówi.
WODA SODOWA UDERZYŁA DO GŁOWY
Romuald Małkiewicz całą sytuację widzi zupełnie inaczej. - Na nasz zarząd przyszło trzech strażaków, którzy złożyli pisma, że jeśli ja nie zrezygnuję z członkostwa w zarządzie, to rezygnację złożą oni. Poinformowali, że mają podpisy 11 innych, którzy zawieszają swoją działalność w OSP i nie będą wyjeżdżać do akcji – relacjonuje. Dodaje, że kiedy poprosił o wyjaśnienia i podanie powodów tej decyzji, nie doczekał się ich. - Prosiłem o wskazanie, które zakupy nie zostały dokonane zgodnie z uchwałą zarządu, ale nie otrzymałem odpowiedzi – mówi Małkiewicz. Według niego, cały konflikt przybrał na sile dwa tygodnie temu, kiedy wycofał wniosek o zakup nowej galery, czyli oświetlenia samochodu strażackiego. - Naczelnik przekonywał zarząd, że stara galera jest zepsuta i trzeba kupić nową za 2,5 tys. złotych. Postanowiłem to sprawdzić i okazało się, że wystarczy tylko wymienić przepaloną żarówkę . Wtedy poszedłem do burmistrza, żeby wycofać wniosek o zakup nowej, co zresztą było uzgodnione z zarządem. Uznałem, że nie można narażać gminy na niepotrzebne wydatki, tylko dlatego, że komuś nie podoba się jakiś sprzęt – wspomina. Jego zdaniem za wywołaniem konfliktu nie stoi on, tylko Aleksander Waś. - Jemu woda sodowa uderzyła do głowy odkąd został radnym – komentuje Małkiewicz.
PRZESZKADZAM, BO WSZYSTKO WIDZĘ
Według wiceprezesa powodem niechęci części strażaków do niego jest to, że nie pozwala im robić tego, co chcą. - Dlatego ja im w tym zarządzie przeszkadzam, bo wszystko widzę. Mówią, że ich tłamszę. Owszem, tłamszę, jeśli tłamszenie polega na kontrolowaniu wydatków – mówi. Według niego strażacy, którzy podjęli decyzję o zaprzestaniu udziału w akcjach, zachowali się nieetycznie i złamali strażackie przyrzeczenie. Zapewnia jednak, że gotowość bojowa jednostki jest zapewniona. W tej chwili dysponuje ona 25 ratownikami mogącymi brać udział w działaniach.
TO SĄ DOROŚLI LUDZIE
Jak do całej sprawy ustosunkowuje się włodarz Pasymia? - Burmistrz nie jest od tego, aby w danym stowarzyszeniu rozwiązywać konflikty. Na Boga, po to jest tam 50 – 60 osób, żeby to one dyskutowały o kierunkach, w jakich idą. To są dorośli ludzie, którzy mają wolną wolę – przekonywał na sesji Cezary Łachmański. Z jego argumentacją nie zgadza się radna Gryczka. Jej zdaniem OSP nie jest stowarzyszeniem jak wszystkie inne. - Gmina przeznacza na jego działalność potężne pieniądze. A skoro tak, to jako burmistrz i rada mamy dużo do powiedzenia w jego sprawach – twierdzi Hanna Gryczka.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
