Nawet do roku pozbawienia wolności grozi dwóm opiekunkom z miejskiego żłobka, które miały dopuścić się naruszenia nietykalności cielesnej uczęszczających tam dzieci. Sprawa wyszła na jaw, kiedy inna pracownica placówki nagrała telefonem ich zachowanie, a dyrektor o nielegalnych nagraniach powiadomiła policję.
ZACZĘŁO SIĘ OD NAGRAŃ
Sprawa bulwersujących zachowań dwóch opiekunek miejskiego żłobka na ul. Lanca rozpoczęła się od zgłoszenia przez dyrektor placówki Jolantę Kojro do policji i prokuratury nielegalnych nagrań, których miała dokonać jedna z pracownic. Okazało się, że na nagraniu widać, jak dwie opiekunki szarpią dzieci za ręce i uderzają po dłoniach. Po przeanalizowaniu dostarczonego materiału, prokurator postawił jednej z kobiet dwa, a drugiej jeden zarzut dotyczący naruszenia nietykalności cielesnej małoletnich podopiecznych. - Obie przyznały się, złożyły wyjaśniania, odniosły do zarzutów i wyraziły skruchę – informuje prokurator rejonowy Artur Bekulard. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WEZMĄ POD UWAGĘ SPOŁECZNĄ SZKODLIWOŚĆ
Równolegle toczy się postępowanie w sprawie nielegalnego nagrywania. Pracownicy żłobka, która tego dokonywała, grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do dwóch lat. Szef szczycieńskiej prokuratury zastrzega jednak, że przy ocenie tej sprawy trzeba wziąć pod uwagę szereg okoliczności, a także stopień społecznej szkodliwości tego czynu. - Ponadto jest to przestępstwo ścigane na wniosek pokrzywdzonego, a tu są nimi dwie panie, które mają zarzuty – mówi prokurator. Dodaje, że jedna z nagranych opiekunek oświadczyła, że nie złoży wniosku o ściganie, natomiast od drugiej nie ma oświadczenia w tym zakresie.
Artur Bekulard zaznacza, że na ten moment postępowanie ogranicza się do zachowań opiekunek z jednego, konkretnego dnia, w którym zostały wykonane nagrania. - W tej chwili nie mamy materiału dowodowego, który by wskazywał na inne tego typu zachowania w stosunku do dzieci – informuje.
BURMISTRZA WBIŁO W FOTEL
Wydarzeniami w podległej miastu placówce poruszony jest burmistrz Stefan Ochman. Jak mówi, najpierw dotarła do niego informacja o tym, że dyrektor żłobka zgłosiła policji i prokuraturze nielegalne nagrania, co wówczas uznał za słuszne. Jednak po kilku dniach dowiedział się, co było na nagraniach i wtedy, w uzgodnieniu z radnymi, zorganizował spotkanie z rodzicami. - To, co mi powiedzieli, wbiło mnie w fotel. Zaczęło do mnie docierać, że nie jest to prosta sprawa. Rodzice informowali mnie, że dochodziło do niewłaściwego traktowania dzieci – relacjonuje włodarz. Dodaje, że wystąpił o wgląd do akt sprawy i zgodę na to, jako organ nadzorujący żłobek, uzyskał. Po tym, jak dwie opiekunki usłyszały prokuratorskie zarzuty, ponownie spotkał się z rodzicami. - Przekonywałem ich, że jestem po tej samej stronie, co oni i zależy mi na wyjaśnieniu tej sprawy – mówi Stefan Ochman. Przedstawił też rodzicom, jak będzie wyglądać teraz praca żłobka. W związku z tym, że dwie opiekunki zostały odsunięte od czynności zawodowych, konieczne okazało się ściągnięcie przebywającej na urlopie pracownicy, co do której nie było żadnych uwag. Oprócz niej opiekę nad dziećmi sprawuje też dyrektor Kojro. Miasto zapewniło rodzicom i dzieciom pomoc psychologiczną. Burmistrz zapowiada, że w żłobku przeprowadzone zostaną czynności wyjaśniające. - Musimy dogłębnie zbadać, jak był tam prowadzony nadzór i czy był wystarczający – mówi, zapewniając, że placówka działa obecnie normalnie, zapewniając dzieciom należytą opiekę. W poniedziałek przyszło jednak do niej tylko 8 wychowanków. Wcześniej jednak rodzice wypisali z placówki 5 dzieci. - Myślę, że wydarzenia, do których tam doszło, mogły mieć na to wpływ, choć nie wykluczam, że w grę wchodzą inne czynniki, np. sezon chorobowy – mówi włodarz.
DYREKTOR: NIE MIAŁAM SYGNAŁÓW
Dyrektor żłobka Jolanta Kojro zapewnia, że wcześniej nie miała żadnych sygnałów świadczących o tym, że w placówce dzieje się coś niepokojącego. Rodzice twierdzą jednak coś innego, mówiąc, że otrzymywała anonimowe informacje na temat nieprawidłowości. - Nie były to anonimy kierowane do mnie, tylko do innych instytucji – mówi dyrektor, dodając, że sytuacja taka miała miejsce w kwietniu. - To, co wyszło na jaw, jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Do tej grupy od dwóch lat uczęszcza mój wnuk, więc darzyłam te osoby zaufaniem. Strasznie to przeżywamy, jesteśmy zdruzgotane przebiegiem tego wszystkiego – przyznaje Jolanta Kojro. Według niej to, co obecnie się dzieje, przypomina jej nagonkę. - Powinniśmy zaczekać na ustalenia prokuratury i sądu – zaznacza, dementując przy okazji przekazane nam przez jednego z rodziców informacje o tym, że jedna z opiekunek nie posiadała wymaganych uprawnień. - Wszystkie panie mają odpowiednie przygotowanie, są po kursach opiekunek dziecięcych – mówi dyrektor.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
