W sobotę na cmentarzu w Jedwabnie odsłonięto Pomnik Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947 na Wołyniu, Polesiu, w Małopolsce Wschodniej oraz na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu.

Krzyż ku pamięci pomordowanych
W hołdzie Polakom pomordowanym w wyniku zbrodniczych działań zbrojnych formacji ukraińskich nacjonalistów, w tym ofiarom ludobójstwa na Wołyniu, Polesiu i Małopolsce Wschodniej oraz zbrodni dokonanych na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu w latach 1939-1947 – to inskrypcja na odsłoniętym w sobotę pomniku w Jedwabnie

UPAMIĘTNILI OFIARY ZBRODNI

Społeczność gminy Jedwabno upamiętniła ofiary zbrodni dokonanych na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów. Na cmentarzu parafialno – komunalnym w Jedwabnie stanął krzyż poświęcony zamordowanym. Inicjatorką i pomysłodawczynią jest mieszkająca na stałe w Warszawie Alina Kaźmierczak, której rodzina pochodzi z Kresów, a dziadkowie po wojnie osiedlili się w Jedwabnie i tu, na miejscowym cmentarzu, są pochowani.

Jak podkreśla Sławomir Ambroziak, wójt gminy Jedwabno, która wykonała dokumentację pomnika, po wojnie osiadła tu liczna grupa wołyniaków.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Wśród nich jest najstarszy mieszkaniec gminy, 100-letni dziś Józef Januszkiewicz pochodzący z miejscowości Budki Borowskie. Przybyli do Jedwabna wołyniacy wywodzili się głównie z trzech wsi: Budek Borowskich, Dołhania i Okopów w powiecie Sarny, niedaleko przedwojennej granicy z ZSRR.W grudniu 1943 r. na te miejscowości napadli ukraińscy nacjonaliści, mordując w bestialski sposób wielu mieszkańców.

Kwiaty pod pomnikiem złożyli mieszkańcy Jedwabna przybyli z Wołynia Bronisława (na wózku) i Józef Januszkiewiczowie z rodziną

Na Kresach ludobójstwo na masową skalę zaczęło się już 17 września 1939 r. w woj. tarnopolskim, a przeniosło na Wołyń w 1943 r. i objęło w sumie 7 województw, 4 w pełni (tarnopolskie, wołyńskie, lwowskie i stanisławowskie) i 3 częściowo (lubelskie, poleskie i krakowskie). Na samym Wołyniu ofiarami ukraińskich mordów padło ok. 60 tys. Polek i Polaków, w tym ludzi starych i dzieci, a na całych Kresach, jak podają badacze, ok. 200 tys. Mordercy nigdy nie zostali za to ukarani. Stali się za to dzisiaj bohaterami Ukrainy.

BOLESNA RANA W POLSKIEJ PAMIĘCI

Kadr z filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego

Sobotnie uroczystości zainaugurowała msza święta w miejscowym kościele parafialnym. Później jej uczestnicy przemaszerowali na pobliski cmentarz, gdzie stanął pomnik. Zanim doszło do jego odsłonięcia, głos zabrali zaproszeni goście. Przedstawiciel wojewody, pełnomocnik ds. kombatantów i osób represjonowanych Władysław Kałudziński, dziękując organizatorom za włożony trud oraz pamięć o ofiarach okrutnych zbrodni, podkreślał, że rzeź wołyńska wciąż pozostaje bolesną raną w polskiej pamięci, tym bardziej, że przez wiele lat była przemilczana.

Wicestarosta Jerzy Szczepanek wyrażał nadzieję, że pamięć o ofiarach mordu wołyńskiego na zawsze pozostanie w naszych sercach i umysłach: - Wychowujmy młode pokolenie w poczuciu miłości i poszanowania innych narodów i wyznań – dodawał wicestarosta.

WCIĄŻ LEŻĄ W DOŁACH NA TRUPICH POLACH

Z kolei Alina Kaźmierczak, w imieniu fundatorów pomnika - Rodzin Kresowych, zwracała uwagę, że zdecydowana większość ofiar nacjonalistów ukraińskich nie doczekała się godnego pochówku. - Leżą w dołach śmierci na trupich polach, po których rozciągane są bronami i pługami ich szczątki. Władze Ukrainy nie godzą się na ekshumację, a my nie możemy nic zrobić – ubolewała Alina Kaźmierczak. Dlatego, jak postulowała, powinniśmy upamiętniać ludzi, którzy ginęli męczeńską śmiercią. - Skoro nie mogą mieć grobów, to stawiajmy chociażby symboliczne krzyże w Polsce, przy których potomkowie rodzin będą mogli zapalić znicz i odmówić modlitwę za zmarłych.

Prof. zw. Czesław Partacz: - Z perspektywy 77 lat trudno nam uwierzyć, że mogło dojść do tak strasznego barbarzyństwa

Następnie odczytała list skierowany do uczestników uroczystości przez Stanisława Srokowskiego, pisarza, scenarzystę filmu „Wołyń” i Janinę Kalinowską, prezes Stowarzyszenia Polaków Pomordowanych na Wołyniu, która przeżyła napad Ukraińców pod trupami członków swojej rodziny.

My, świadkowie historii, którym udało się w czasie II wojny światowej uratować spod siekier i wideł ukraińskich morderców, a także my, potomkowie Kresowian, jesteśmy zaniepokojeni odradzaniem i rozkwitem na Ukrainie ideologii banderowskiej, gloryfikującej ludobójstwo dokonane na Polakach przez takich zbrodniarzy jak Bandera, Szuchewycz, Kłaczkiwski i im podobni, którym stawia się w wielu ukraińskich miastach pomniki chwały - napisali m. in. autorzy listu. W tym kontekście inicjatywę budowy pomnika w Jedwabnie uznali za bezcenną i głęboko patriotyczną. Szczególnie doniosłe znaczenie mają znaki pamięci dla młodego pokolenia, które zostało pozbawione w szkole wiedzy o największej tragedii Polaków na Kresach, którzy byli poddani trzem ludobójstwom, niemieckiemu, sowieckiemu i ukraińskiemu.

NIE MIEŚCI SIĘ W GŁOWIE

Później przyszła pora na kulminacyjny punkt uroczystości – odsłonięcie pomnika. Przecięcia wstęgi dokonali m. in. mieszkający w Jedwabnie wołyniacy Jadwiga Senderowska i Józef Januszkiewicz. Po poświęceniu pomnika przez ks. proboszcza Romana Lompę przybyłe delegacje i osoby prywatne złożyły przy nim wieńce i zapaliły znicze.

Na koniec zebrani udali się do ośrodka kultury, gdzie odbyła się konferencja historyczna, podczas której prelekcję wygłosił m.in. prof. zw. Czesław Partacz, historyk i politolog, autor ponad 100 artykułów poświęconych stosunkom polsko-ukraińskim. - Z perspektywy 77 lat trudno nam uwierzyć, że mogło dojść do tak strasznego barbarzyństwa. Jak to się mogło stać, że kumowie, sąsiedzi, a nawet członkowie rodzin, którzy należeli do innego narodu mogli mordować nawet swoje żony w sposób bardzo okrutny? To nie mieści się w naszej moralności chrześcijańskiej – mówił profesor. Bardzo krytycznie wypowiadał się o polityce rządów polskich, i to zarówno w czasach PRL-u jak i III RP, wobec tragedii jaka spotkała Polaków na Kresach Wschodnich ze strony Ukraińców. W ramach poprawności politycznej ten temat wciąż jest wyciszany. - Państwo nie stawia pomników. Niechętnie jego przedstawiciele uczestniczą w takich uroczystościach jak dzisiejsza. Żaden uniwersytet nie zajął się badaniem zbrodni ludobójstwa, żeby nie narazić się politykom. To nasza domowa hańba – nie szczędził mocnych słów profesor Partacz, który za głoszenie swoich poglądów ma zakaz wjazdu na Ukrainę.

Podobnie krytyczne zdanie na temat polityki polskich władz ma prof. Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich KUL, którego list odczytała zebranym jego córka Aleksandra. - Pamięć Kresów wyrzuca się poza obręb publicznej dyskusji – napisał profesor, odnosząc się także do wydarzeń współczesnych: - Zupełna obojętność panuje wobec kwestii dyskryminacji Kościoła Rzymsko-Katolickiego na Ukrainie, szerzenia się banderyzmu we wszystkich obszarach życia, niebywałej dewastacji polskich zabytków historycznych, szpecenia i niszczenia polskich miejsc pamię ci. Przykłady można mnożyć w nieskończoność

Andrzej Olszewski{/akeebasubs}