Koszt utylizacji odpadów pozostawionych przez inwestora prowadzącego niegdyś na ul. Polnej skup złomu, może przewyższać wartość działek, na których zalegają. W związku z tym miasto szuka podmiotu gotowego zagospodarować niebezpieczne pozostałości tak, by nie obciążać finansowo samorządu.

Kto to teraz posprząta?

Przedsiębiorca, który dzierżawił od miasta teren przy ul. Polnej, pozostawił po sobie nie lada bałagan. Przez lata prowadził tam skup złomu, gromadząc przy okazji wiele innych, jak się okazało także niebezpiecznych dla środowiska odpadów. W końcu miasto postanowiło odebrać mu dzierżawione działki i przeznaczyć je na sprzedaż. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Odzyskiwanie nieruchomości trwało kilka lat, bo przedsiębiorca odwoływał się do sądu. Ponad rok temu sprawa wreszcie się zakończyła korzystnie dla samorządu. O pełnej satysfakcji nie ma mowy, bo na opuszczonym terenie nadal zalega kilkadziesiąt ton niebezpiecznych odpadów, głównie mat produkowanych przez jeden z zakładów działających w specjalnej strefie ekonomicznej. Jak tłumaczy wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk, pozbycie się ich zgodnie z wymaganymi procedurami, to gigantyczny koszt. - Po jego podliczeniu wyszły nam horrendalne sumy, mogące nawet przekraczać wartość działek, na których zalegają odpady – mówi wiceburmistrz. Miasto zleciło badania składowanych materiałów specjalistycznemu laboratorium po to, by dowiedzieć się, czy można je ponownie zagospodarować. - Ze wstępnych analiz wynika, że ten produkt posiada bardzo dużą wartość energetyczną – informuje Kaczmarczyk. Zainteresowanie tego typu materiałami wyrażają np. cegielnie. Trwają właśnie poszukiwania podmiotu, który bez narażania miasta na koszty odebrałby odpady i je zagospodarował. Dlaczego nie zobowiązano do tego byłego dzierżawcy terenu? - Wyegzekwowanie od niego czegokolwiek byłoby bardzo trudne. Nie ma on nawet adresu zamieszkania – odpowiada wiceburmistrz.

(ew){/akeebasubs}