Upamiętniający „utrwalaczy władzy ludowej” pomnik w Kocie, w myśl obowiązującej ustawy, musi zniknąć z przestrzeni publicznej. Problem w tym, że nie bardzo wiadomo, kto ma go usunąć, bo znajduje się on na prywatnym gruncie, do którego prawo rości sobie aż … dziewiętnastu spadkobierców. Wojewoda chce, aby o konsekwencjach pozostawienia pomnika powiadomił ich wójt. Ten jednak nie ma takiego zamiaru.
19 SPADKOBIERCÓW
Postawiony w maju 1962 r. w pobliżu dawnej szkoły w Kocie pomnik czci „poległych w walce o utrwalenie władzy ludowej”. Chodzi o 22-letnią działaczkę ZWM Łucję Anatolak, zabitą w 1946 r. przez oddział „Tygrysa”, a także dwóch funkcjonariuszy UB oraz MO. Zgodnie z ustawą zakazującą funkcjonowania w przestrzeni publicznej symboli komunizmu, musi być usunięty przez właściciela gruntu. Z tym jednak może być problem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WÓJT NIE POSŁUCHA WOJEWODY
Pół roku temu wojewoda wystąpił do wszystkich samorządów z prośbą o wskazanie pomników gloryfikujących komunizm. - Podaliśmy ich wykaz, zaznaczając, że nie mamy z nimi nic wspólnego, bo nie stoją na naszych gruntach – relacjonuje Ambroziak. Pod koniec lutego do Urzędu Gminy wpłynęło kolejne pismo od wojewody. Tym razem zwraca się on do włodarzy samorządowych o to, by w przypadku gruntów prywatnych, występowali do właścicieli z informacją o konsekwencjach prawnych i finansowych grożących w sytuacji, kiedy pomniki nie zostaną usunięte do 31 marca. Wówczas ich demontaż będzie się odbywał nie na koszt Skarbu Państwa, ale właścicieli. Wójt Ambroziak nie ma jednak zamiaru zastosować się do wytycznych wojewody. - Nie mam kompetencji, żeby występować w tej sprawie do właścicieli – uzasadnia swoje stanowisko.
- Nie rozumiemy tej interpretacji wójta, ale nie będziemy z nim dyskutować, czy ma rację, czy nie – mówi rzecznik wojewody Bożena Ulewicz. - Wydaje się mało kłopotliwe, żeby wójt powiadomił swoich mieszkańców o pewnych aktach prawnych, które mogą wywołać skutki natury finansowej – dodaje rzecznik. Co się stanie w sytuacji, kiedy pomnik nie zostanie usunięty do końca marca? - Wówczas wojewoda wyda zarządzenie zastępcze nakazujące rozbiórkę – odpowiada Bożena Ulewicz. Procedury mogą jednak potrwać długo, bo najpierw zostanie wszczęte postępowanie administracyjne, które ma na celu m.in. ustalenie jego stron, a następnie skontaktowanie się z nimi, co w przypadku Kota może sprawić kłopot. - Najprościej by było, gdyby wójt spotkał się przynajmniej z jedną z tych osób i poinformował ją, że do końca miesiąca można usunąć pomnik bezkosztowo – twierdzi rzecznik.
Wójt Ambroziak z taką argumentacją się nie zgadza.
- Niech pani rzecznik wskaże mi choćby jeden punkt w ustawie, który by to uzasadniał i upoważniał do takiego działania – odbija piłeczkę.
CO SĄDZĄ MIESZKAŃCY?
Co na temat usunięcia pomnika w Kocie sądzą mieszkańcy wsi? Zdaniem sołtysa Piotra Raniszewskiego, nie wzbudza on wśród miejscowych większych emocji. - Na pewno nam nie przeszkadza. Służy mieszkańcom jako punkt orientacyjny – mówi. Przyznaje, że niewiele osób, w tym także on, ma wiedzę na temat zdarzeń, które upamiętnia pomnik. Z kolei jeden z najstarszych mieszkańców Kota, 70-letni Mazur Bernard Mack jest zdecydowanie przeciwny jego usunięciu. - Uważam, że powinien zostać, bo to świadectwo historii. Pomnik można rozebrać, ale to nie znaczy, że wydarzenia, które przywołuje nie miały miejsca – mówi. Dodaje, że zamiast rozbiórki, należałoby raczej umieścić obok tablicę z rzetelną, historyczną informacją. - Ten pomnik nawiązuje do zdarzeń, które dziś są różnie interpretowane. Zostawmy to ludziom, którzy się tym profesjonalnie zajmują – przekonuje.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
