Ponownie trafił mi się w internecie czytelnik - komentator. O pseudonimie Jans.

Kultura - co to obecnie oznacza
Eugeniusz Ozga, twórca słynnego szczycieńskiego teatru „Gramma”

Nie tyle zrecenzował on (a może ona?) mój ostatni felieton, co raczej zgodził się, w całej pełni, z przesłaniem tekstu „Pieniądz dobry i pieniądz zły”. Przy tym znakomicie zilustrował całość felietonu opisaniem przykładów aż ośmiu dziedzin związanych z kulturą. Przykładów potwierdzających moje dywagacje na temat aktualnej degradacji owego pojęcia. Czyli, że zła kultura wypiera dobrą, a sztukę zastąpiono szmirą. Tekst komentarza sprowokował mnie do dzisiejszego rozwinięcia tematu sprzed tygodnia.

Pośród ośmiu wymienionych dziedzin związanych z kulturą i sztuką pan, czy też pani Jans, wymienia kabaret. Bardzo bliska mi estradowa forma widowiska, zatem od niego zacznę. Jans pisze tak: „stand-up ze stekiem przekleństw”. Ma całkowitą rację. Wysłuchałem, bardzo na siłę, trzech popularnych stand-upowców i nie rozumiem skąd, pośród młodzieży, ów zachwyt wulgarnością języka, a także prostackim, świńskim żartem. Co prawda raczej nie powinienem się temu dziwić, bowiem słyszę na co dzień jakim językiem posługują się młodzi ludzie. Niedawno szedłem ulicą za dwiema eleganckimi kobietami. Jedna z nich pchała wózek z dziecięciem. Panie rozmawiały ze sobą głośno i wesoło, a stałym przerywnikiem kolejnych zdań było popularne słowo na literę k. Zapewne wyniosły to z domu i tak już pozostało. Zatem to jest ten „zły pieniądz”. A ten wyparty, dobry? Mniemam, że moi czytelnicy pamiętają jeszcze kabarety z Zenonem Laskowikiem, Stanisławem Tymem, czy Jonaszem Koftą. To były programy zabawne, ale także inteligentne. O czymś mówiły, krytykowały rzeczywistość. Mój komentator wymienia, jako taki pozytywny przykład, szczycieński kabaret „Gwuść” Krzysztofa Daukszewicza. Ja natomiast przypomnę Kazimierza Grześkowiaka. Występując w roli wiejskiego mądrali śpiewał piosenki ośmieszające niektóre, rodzime wady. Utwory „Chłop żywemu nie przepuści” oraz „Nie jest ważne czyje co je, ważne to je, co je moje” były prawdziwymi przebojami lat sześćdziesiątych. Komentator Jans napisał „odzwyczailiśmy się od wysiłku intelektualnego”. Ma całkowitą rację, a owa opinia dotyczy także twórców i odbiorców innych dziedzin kultury i sztuki.

Pomówmy o teatrze. Komentator, jako przykład pozytywny, wymienia dawny, szczycieński teatr „Gramma” Eugeniusza Ozgi. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Teatr ten egzystował wówczas, kiedy podobne scenki powstawały głównie przy klubach studenckich. W Krakowie „Teatr stu”, we Wrocławiu „Kalambur”, w Warszawie „Stodoła”. Ale nie tylko w środowisku studentów zakładano amatorskie teatry. Szczycieńska „Gramma”, podobnie jak teatr domu kultury w Zduńskiej Woli, także należały do czołówki amatorskich scen w Polsce. No a współczesne teatry dramatyczne? Dawne renomowane sceny traktowane były dawniej jak świątynie. Nikt nie przyszedłby na spektakl w dżinsach i swetrze. A dzisiaj? No cóż, jest inaczej. Mój internetowy współtwórca felietonu uzasadnia to prostackim doborem repertuaru, ograniczającym się do frywolnych komedii. Tu, przy okazji dodam, że komentator Jans także w dziedzinie mody wyraża się negatywnie o współczesnych trendach. Określa je jako okres podartych spodni. A co do repertuaru? No cóż, taki repertuar prezentuje teatr, jaki przyciąga widzów. A co ich przyciąga? Oczywiście coś wesołego i łatwego do zrozumienia. Jest dokładnie tak samo jak z książką, czy telewizją. Zatem rację miał komentator mojego felietonu, kiedy napisał, że odzwyczailiśmy się od intelektu. My, czyli widzowie i wszyscy inni użytkownicy korzystający z instytucji kultury. Bo przecież owe instytucje dostosowują się do potrzeb potencjalnych odbiorców. Czyli wciąż aktualne jest hasło Akademii Zamojskiej (XVI wiek): „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. No a jakie Rzeczypospolite, takie też i instytucje kultury.

Na zakończenie coś z aktualności. Skandal związany z Operą Wrocławską. W tym zasłużonym obiekcie niedawno odbyła się impreza prywatna. Wystąpił zespół „Bayer Full” – discopolo z przebojem „Majteczki w kropeczki”. No i o czym tu więcej mówić?

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}