Pogodę ostatnio mamy w kratkę, jednego dnia jest ciepło, następnego zimno, a potem znów wychodzi słońce i grzeje.

Kwiecień-plecieńCóż, niby nic w tym dziwnego, bo tak powinno być wedle ludowej mądrości, która zawarta jest w przysłowiu: „kwiecień-plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata”. Co ciekawe, owa mądrość mówi także, jaki ten kwiecień będzie: „jeśli w grudniu często dmucha”, w kwietniu będzie plucha. No tak, tylko jak to w tym grudniu  było, czy przeważała wietrzna pogoda – kto to pamięta?
Jakby jednak nie było, mieliśmy już bardzo ciepłe dni, dzięki czemu w lasach zaraz pojawiły się całe łany błękitnych przylaszczek. Przyleciały też bociany, a na miejskich ulicach.... pojawili się łyżworolkarze.
Niektórzy z nich, jak młodzieniec widoczny na fotografii, szusowali nieomal środkiem ulic (na zdjęciu ul. M. Curie-Skłodowskiej), nic sobie nie robiąc z ruchu samochodowego. Nikt nie reagował, nawet policja, w końcu zareagowała pogoda. Drugiego dnia deszcz i ziąb zahamował zapędy łyżworolkarzy.
No tak, w ruch poszły wtedy parasolki, ale i one, a przynajmniej jedna z nich też potrafiła stworzyć zagrożenie dla ruchu samochodowego.
Oto na środku ul. Leyka, ni stąd, ni zowąd, walał się miotany podmuchami wywoływanymi przez przejeżdżające auta zdezelowany, półotwarty deszczochron.
W końcu parasol został przewiany na pobliską zebrę, skąd zabrał go jakiś  dobrze wychowany przechodzień.

WIATA BEZ JEDNEGO Z BOCZKÓW

Skoro o dobrym wychowaniu mowa, to nie można przypisać go sprawcy, który oderwał metalową ściankę z wiaty przystanku autobusowego pod Szkołą Podstawową nr 3. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Ów wandal działał akurat w weekend, więc blacha przeleżała na chodniku do poniedziałku, najpierw na środku, potem jak na zdjęciu, zepchnięta nieco na bok. Miejsce to jest w ogóle jakieś pechowe, bo przypomnijmy, że całkiem niedawno ruch pieszy tamowały tam ogromne kłody, z których jedna nawet stoczyła się na jezdnię.

OCZYSZCZAJĄCY OGIEŃ?

Mówi się, że ogień oczyszcza wszystko, ale na Malej Bieli stało się akurat odwrotnie.
Zacznijmy jednak od tego, że w ubiegłym tygodniu wybraliśmy się na ów użytek, bo nasi Czytelnicy poinformowali nas o kolejnych niszczycielskich działaniach wandali.
Ci znów wyżywali się na jednej z plansz, odginając jej blachy i dekorując jeszcze dodatkowym kawałkiem gałęzi.
Jak widać na zdjęciu, po obu stronach tablicy krzewi się zeszłoroczna trzcina.
Kawałek przed nią, zaraz za mostkiem z którego pokładu wandale wyrwali kilka  desek widać z kolei plac wypalonej trzciny.  Czy niszczyciele nie rozgrzali się dostatecznie podczas swoich destruktywnych działań i potrzebowali ognia  – nie wiadomo. W każdym bądź razie  płomienie na oczyściły wypalonego skrawka ziemi, a wręcz odwrotnie – ukazały zamaskowane dotąd przez zarośla  okropne śmieciowisko. Aż trudno uwierzyć, że w  trzcinach kryło się tak wiele nieczystości, a przede wszystkim ogrom butelek. Teraz stało się jasne, jakie było (i zapewne będzie)  wykorzystanie Małej Bieli przez niektórych mieszkańców miasta, jaki rodzaj rekreacji tutaj jest uprawiany.  

ŚWIĄTECZNY KIERMASZ

U schyłku minionego tygodnia w Szczytnie przy ulicy Solidarności przypadkiem trafiliśmy na  ciekawy kiermasz wielkanocny. Zorganizowała go w naszym mieście fundacja  „Kreolia – Kraina Kreatywności”, przy współudziale SM „Odrodzenie”.
Całość przypominała wielkomiejskie kiermasze, choć w zminiaturyzowanej postaci. Oferowano na nim najróżniejsze wyroby, a wszystko było ręczną robotą wykonaną przez lokalnych twórców, utalentowanej plastycznie młodzieży z Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowczego i uczestników Warsztatów Terapii  Zajęciowej.
Wśród twórców wypatrzyliśmy znaną artystkę ludową, panią Elżbietę Kasznię z Rozóg i jej dzieła -  papierowo-bibułkowe kwiaty oraz efektowne palmy wielkanocne w kilku rozmiarach, ale nie za duże, by zmieściły się w naszych mieszkaniach. Klientów było sporo, towar szybko się rozchodził.
Dodajmy jeszcze, że „Kurkowi” podobały się też mniejsze i większe wielkanocne ozdoby wykonane przez uczniów SOSW. Szkoda, że zabrakło szerszej informacji o tej inicjatywie. Mamy nadzieję, że to dobry początek przyszłych i coraz większych kiermaszów świątecznych w naszym mieście.

WIDOK NA TATRY

Nasz stały Czytelnik i utalentowany fotograf Ferdynand Sosnowski, o którego najnowszej wystawie piszemy w innym miejscu, okazuje się być obdarzonym także wielkim poczuciem humoru. Kilka dni temu otrzymaliśmy od niego ciekawe zdjęcie zatytułowane „Sprzedam mieszkanie z widokiem na Tatry”.  Koń by się uśmiał i nie tylko. Dodajmy, że w sztuce fotograficznej jest pewna zagwozdka, granicząca z niemożliwością – arcytrudno jest wykonać poprawne ujęcie z widokiem na okno wewnątrz mieszkania,  tak aby było dobrze widać to, co we wnętrzu i to, co za oknem. Sztuka ta udała się naszemu fotografowi, a przy tym mamy jeszcze zawartą w zdjęciu sporą dawkę humoru.

USUNĄĆ TEN PIACH

Wiosnę mamy już prawie w pełni i choć nie jest jeszcze zbyt ciepło, gdy tylko wyjdzie słońce, zaraz na nadjeziornych ścieżkach pojawia się wielu pieszych i rowerzystów. Właśnie jeden z nich skarżył się w redakcji, że szlak nad dużym jeziorem nie jest dobrze zamieciony. Zalega na nim pozimowy piasek, co powoduje, że pokonując łuk nawet z małą prędkością można poślizgnąć się i stracić równowagę, fikając kozła wraz z rowerem. 
Jednym z takich niebezpiecznych miejsc  jest rozwidlenie ścieżki przy byłym browarze. Tam dodatkowo piach nanoszą samochody, wjeżdżając na widoczny w głębi zdjęcia parking.
tekst i foto: MJ.R.P{/akeebasubs}