Nie lada gratkę dla miłośników historii przygotowało Muzeum Mazurskie we współpracy z lokalnymi regionalistami i kolekcjonerami. W piątek miało miejsce otwarcie wystawy „Tannenberg 1914. W 110. rocznicę wielkiej bitwy”. Można na niej podziwiać oryginalne obiekty historyczne związane z legendarnym starciem armii rosyjskiej z wojskami niemieckimi, w tym oryginalne mundury, białą broń, odznaki oraz elementy żołnierskiego wyposażenia.
ORYGINALNE EKSPONATY
„Tannenberg 1914. W 110. rocznicę wielkiej bitwy” - to tytuł najnowszej wystawy w Muzeum Mazurskim. Jej otwarcie miało miejsce w miniony piątek. Przedstawia ona nie tylko przyczyny, przebieg i skutki legendarnego starcia wojsk rosyjskich i niemieckich, ale też prezentuje sylwetki dwóch wielkich dowódców – Paula von Hindenburga, okrzykniętego po zwycięstwie zbawcą Niemiec oraz generała Aleksandra Samsonowa, który w obliczu klęski swojej armii popełnił samobójstwo pod Wielbarkiem. Najciekawszą częścią wystawy są jednak znajdujące się na niej oryginalne eksponaty, dzięki którym można przenieść się do czasów I wojny światowej. Są to doskonale zachowane mundury żołnierzy niemieckich, biała broń, odznaki, elementy sztandarów, guziki, żołnierskie wyposażenie, karty pocztowe, a także zdjęcia prezentujące zniszczenia dokonane przez Rosjan w 1914 r. w Prusach Wschodnich. Znaczna część tych przedmiotów pochodzi z prywatnych kolekcji regionalistów i miłośników historii – Witolda Olbrysia, Mieczysława Rawskiego, Michała Semczyszyna i Eugeniusza Rudnickiego.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
JEDNI WALCZYLI ZA CARA, DRUDZY – O PRÓG SWEGO DOMU
Obecny na wernisażu zastępca dyrektora Muzeum Warmii i Mazur Sebastian Mierzyński, mówiąc o tym, dlaczego warto zajmować się bitwą pod Tannenbergiem, zwracał uwagę, że była ona zderzeniem dwóch światów, zarówno pod względem militarnym, jak społecznym. - Żołnierze rosyjscy walczyli za cara, żołnierze niemieccy walczyli o próg swojemu domu – zauważał, podkreślając, że wydarzenia z 1914 r. są także kluczem do zrozumienia, dlaczego mieszkańcy Prus Wschodnich tak jednoznacznie opowiedzieli się w plebiscycie z 1920 r. na Niemcami.
Z kolei Witold Olbryś mówił o tym, że po II wojnie światowej w Polsce bitwą pod Tannenbergiem nikt się nie zajmował, chociaż pozostało po niej wiele śladów, takich jak m.in. cmentarze wojenne rozsiane po wielu mazurskich miejscowościach. Pierwsze artykuły na ten temat pojawiły się dopiero w latach 80., a przełom nastąpił na dobre po 1989 r., kiedy ludzie zaczęli się interesować lokalną historią. W przywracaniu pamięci i wiedzy o bitwie sprzed ponad stu lat, jak dowodził kolekcjoner, największą rolę odegrali jednak nie historycy, lecz regionaliści i detektoryści. Ci ostatni, w latach 90., intensywnie przeszukiwali teren bitwy, dokonując niekiedy spektakularnych znalezisk. Jeszcze dziesięć lat temu pod Wielbarkiem udało się znaleźć trzy złote odznaczenia. Natomiast o roli regionalistów w szerzeniu wiedzy o wydarzeniach z 1914 r. najlepiej świadczy wydana trzy lata temu książka Sławomira Ambroziaka „Tajemnica generała Samsonowa”, która zdecydowanie obala forsowane przez niektórych historyków tezy, że dowódca armii „Narew” wcale nie popełnił samobójstwa. Jej autor podczas wernisażu odnosił się do zarzutów dotyczących tego, że regionaliści zajmują się niemieckimi dziejami. - Po pierwsze, my na tym terenie żyjemy, to jest nasza ziemia i ważne, żebyśmy znali jej historię. Po drugie, trzeba dobrze znać swoich swoich wrogów, co w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne – przekonywał Sławomir Ambroziak.
(ew){/akeebasubs}
