W ostatnim numerze „KM” w liście do redakcji autorka Pani Pawłowicz - Radosz poczuła się oburzona fragmentem moich wspomnień o zmarłym pacjencie Tadeuszu Dylu.

Zarzuca mi niewłaściwe wypowiedzi jak również opluwanie jej kolegów chirurgów. Nie rozumiem Pani Pawłowicz-Radosz. Co chciała osiągnąć przez swoją przydługą polemiką, czyżby stworzyć darmową reklamę, gdyż z jednego zdania zrobiła sensację? Cytuję: „Nieudolnie operowano go (Tadeusza Dyla) dwukrotnie w Szczytnie, następnie przewieziono do Olsztyna i na koniec do Łodzi”. Przede wszystkim, jako autor cyklu „Ci, którzy odeszli” - dane powyższe otrzymałem od najbliższej rodziny Tadeusza Dyla i zacytowałem je według swojej wiedzy dziennikarskiej.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

W roku 1980 pracowałem w zakładach lniarskich „Lenpol” i niewiele pamiętam ze szczegółów choroby, a tym bardziej przebiegu operacji Tadeusza Dyla. Obecnie bez historii choroby nie pozwoliłbym sobie na własną ocenę faktów i niewątpliwie na opluwanie lekarzy, z którymi od 1982 roku miałem przyjemność współpracować na odcinku techniczno – ekonomiczno – administracyjnym.

Po drugie, żałuję, że Pani Pawłowicz – Radosz nie przeczytała moich opinii i wspomnień o lekarzach z naszego szpitala, które ukazały się w „KM” nr 6 z dnia 11.02.2021 r., nr 7 z dnia 18.02.2021 r. i nr 8 z 25.02.2021 r.

Po trzecie, Pani Pawłowicz – Radosz chwali się doskonałą pamięcią i znajomością przebiegu choroby Tadeusza Dyla, pomimo że od śmierci pacjenta minęło 41 lat - nie pamiętając późniejszych faktów, podając w swojej polemice, że ja żyję dzięki „nieudolnym lekarzom” w Szczytnie. Czyż nie pamięta, że osobiście załatwiała mi natychmiastową kurację w Poliklinice Olsztyńskiej, gdzie przez pół roku przeszedłem 7 (słownie siedem) operacji!?

Po czwarte, czyż Pani Pawłowicz – Radosz nie pamięta, że najbliższą mi umierającą osobę (na Jej sugestię) zabrałem ze szpitala w Szczytnie i w nocy zawoziłem w stanie krytycznym do szpitala w Biskupcu, następnie do Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. Tam w ciągu jednego dnia, po prostych badaniach, wykryto chorobę celiakię. Po tygodniu wróciła do domu. W naszym szpitalu, po długotrwałym leczeniu i nawet operacji skręcenia jelit, o mały włos nie umarła! Więc o jakich Pani pisze wzniosłych celach i wybiera górnolotne cytaty?!

Dziś gdybym pisał artykuł o Tadeuszu Dylu, to zamiast wcześniejszego zdania napisałbym: „Operacja udała się, ale złośliwy pacjent na złość wszystkim umarł.”

Do tej pory staram się nie poruszać tematów ściśle medycznych, bo się na nich nie znam i tak pozostanie - jest to moje ostatnie zdanie w tym temacie!

Z poważaniem

Leszek Mierzejewski{/akeebasubs}