W ostatnim numerze „Kurka Mazurskiego” w cyklu „Ci, którzy odeszli”, autor Leszek Mierzejewski pisze o pacjencie, który był nieudolnie, dwukrotnie operowany w szpitalu w Szczytnie. Jestem lekarką, która w tamtym czasie pracowała na oddziale chirurgicznym szczycieńskiego szpitala.
Słowa laika medycznego wypowiadającego się o leczeniu, niezwykle mnie oburzyły. Doskonale pamiętam historię tego pacjenta, przebieg choroby i rozpoznanie lekarskie. To doświadczenie zawodowe na zawsze pozostało w mojej pamięci. W ciągu mojej długiej pracy zawodowej widziałam taką chorobę tylko dwa razy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Po pierwsze, trzeba pamiętać, że 41 lat temu nie było takich możliwości diagnostycznych jak obecnie, ponieważ nie było usg, Tk, Mr, itd. i to nie tylko w Szczytnie.
Po drugie, pacjent był bardzo cierpiący, operowany z powodu ostrego brzucha, a rozpoznanie nastąpiło w trakcie operacji. Miał zator tętnicy krezkowej z typowymi powikłaniami w postaci ostrego niedokrwienia i martwicą jelita oraz zapaleniem otrzewnej. Jest to choroba z ogromnym ryzykiem niepowodzenia i licznymi ciężkimi powikłaniami, o wysokiej śmiertelności przekraczającej 60 procent. Schorzenie występuje rzadko (0,1 % wszystkich hospitalizacji)
Po trzecie, oddział chirurgiczny funkcjonował wtedy w bardzo trudnych warunkach, z licznymi niedoborami, a telefony partyjne też nie ułatwiały nam pracy.
Po czwarte, w tamtych warunkach zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, a opluwanie m.in. lekarzy chirurgów, którzy już odeszli z tego świata, jest niegodziwe. Część lekarzy, w tym pogotowia, którzy udzielali pomocy pacjentowi jeszcze żyje. Panu Mierzejewskiemu też pomagali „nieudolni lekarze” w Szczytnie i do dzisiaj żyje. Piszę to z pełną odpowiedzialnością za słowa. Cytuję: „Człowiek, jako istota rozumna, powinien wypowiadać się w sposób rozumny na tematy, na których się zna.” Medycyna niesie za sobą nie tylko sukcesy, ale też porażki.
Jest związana z niesamowitym stresem, którego ludzie często nie znają i nie rozumieją.
Z poważaniem,
dr Joanna Pawłowicz - Radosz{/akeebasubs}
