... na jeziorze, boisku i sztucznym lodowisku.
Zimowe zabawy typu jazda na łyżwach nie były mi obce i na stałe wpisały się w mój życiorys. Mimo upływu lat lubię czuć lód pod łyżwami. Kiedyś z zimą nie było problemu, bo o odpowiedniej porze sypało śniegiem i mroziło nosy. Podczas ferii jeziora Małe i Duże Domowe przemieniały się w lodowiska. Jako dziecko miałam łyżwy przypinane paskami do butów, potem przykręcane, wreszcie figurowe. Oczywiście umiejętność jazdy zdobywałam zaliczając liczne upadki i urazy. Rodzice w tej kwestii mieli odmienne zdania, bo gdy tata zabierając na jezioro dopingował: „Dasz radę, nie poddawaj się” i dobrymi paskami wzmacniał buty, to mama powtarzała: „Nie szalej, bo się przeziębisz, znów nabijesz guza, pokoślawisz buty”... Pewnego razu z wizytą przyjechał ukochany wujek i zabierając do sklepu kupił piękne, białe figurówki. Dotykałam je, całowałam, a gdy zapadł zmrok w towarzystwie rodziców wybrałam się na lodowisko stworzone na Małym Domowym. Takich potajemnych wypraw, gdy nikogo nie było już na lodzie, miałam trzy. Gdy stwierdziłam, że już świetnie sobie radzę, wówczas dołączyłam do pozostałych dzieci. Jedne miały nadal takie przykręcane i przypinane paskami do kamaszy łyżwy, ale wśród szczęśliwych posiadaczy figurówek znalazłam się i ja. Kiedy któreś z dzieci podchodziło do mnie i pytało: „dasz się zjechać?” zakładałam jego buty i pozwalałam. Mimo że figurówki dostały w kość, to i tak długo mi służyły. Za każdym razem trenowałam przeplatankę do przodu, a z czasem nawet do tyłu. Nie zliczę upadków, zbitych na kwaśne jabłko kolan, ale nigdy się nie poddawałam i jazdę na lodzie trenowałam.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Z czasem zaczęto tworzyć lodowiska na boiskach szkolnych i kortach. Gdy byłam uczennicą szkoły średniej, to zimą spotykaliśmy się na lodowisku koło „Zacisza”. Jeździliśmy w parach, graliśmy w mala i hokeja. Pewnego dnia wybrałam się na łyżwy, a tam lodowisko właśnie wodą polewali strażacy, dlatego jazda została odwołana. Powędrowałam więc na zlokalizowane w niedalekim sąsiedztwie lodowisko szkolne. Wtem jeden z kolegów zaproponował, byśmy przenieśli zabawę na jezioro. Duże Domowe było skute lodem, siarczysty mróz przemienił toń w jednolitą, piękną taflę. Początkowo szusowaliśmy przy brzegu, ale gdy padło hasło, że jedziemy do wyspy – ruszyliśmy. Otulała nas noc, tylko księżyc i gwiazdy stały się świadkami szaleńczej eskapady. Szybko dotarliśmy do celu, ale w drodze powrotnej silny mróz głuchymi pęknięciami zaczął nas straszyć. Radość przemieniła się w strach. Nagle ktoś mocno złapał mnie za rękę, schwyciłam tę dłoń... Nigdy potem nie odważyłam się tak daleko oddalać od brzegu. Jednak wielokrotnie na łyżwach po zamarzniętym jeziorze w miejscu kąpieliska rodzinne kreśliliśmy esy floresy na lodzie. Zaliczyłam też kilka fantastycznych łyżwiarskich przygód na jeziorze w Lemanach, gdzie śmigałam po lodzie tuż obok zażywającego morsowania króla Leman. Jednak, gdy powstało sztuczne lodowisko 30 listopada 2019 r., to radość wielka mieszkańców Szczytna spotkała i doskonale wiem, że niejedna osoba tam szalała. Dla mnie utworzenie sztucznego lodowiska w Bazie Wodnej Miejskiego Ośrodka Sportu było powrotem do przeszłości i młodzieńczych przyjemności.
Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}
