Mamy za sobą dwie duże miejskie imprezy to jest „Dni i Noce Szczytna” oraz „Święto Kartoflaka”. Jeśli nawet ktoś tego nie widział, to mógł poczytać w miejscowych tygodnikach - wszystkich trzech - sporo na temat owych wydarzeń.

Małe jest piękne

No i dobrze. Promocja to promocja. Ludzie to lubią, ludzie to kupią… jak śpiewano niegdyś w jednym z satyrycznych programów warszawskiego STS-u. Tymczasem w ferworze masowych festynów umykają uwadze mediów wydarzenia pozornie niewielkie, wręcz niszowe, a jednak jakże znaczące dla wizerunku miasta. Tego prawdziwego wizerunku miasta Szczytno, w którym poza pieczeniem kartoflanej baby i organizacji raz do roku ulicznego festynu zdarzają się inicjatywy świadczące o tym, że mieszka tam trochę ludzi myślących, twórczych, wyrastających ponad przeciętność. Oto kilka przykładów.

Przed tygodniem, pośród ruin zamku, ustawiono osiem skromnych, drewnianych stojaczków, na których zaprezentowano 29 autorskich fotogramów prezentujących uroki Szczytna. Napisałem „fotogramów”, a nie „fotografii”, ponieważ ta pierwsza nazwa dotyczy zdjęć, które należy uznać za prace artystyczne. Podobnie fachowe nazewnictwo rozróżnia słowo „fotograf” - to jest zawód od nazwy „fotografik”, które to określenie dotyczy artysty posługującego się techniką fotografii. To, co obejrzałem to prawdziwe dzieła sztuki. Warte prezentacji w najlepszych galeriach Europy. Ich autorem jest tutejszy artysta Jakub Dobrzyński. Eksponowane fotogramy stanowią zapowiedź albumu o ziemi szczycieńskiej, który po trzech latach pracy zostanie niebawem wydany przez Agencję Wydawniczo - Filmową „Tworzymy Obraz”. Poziom zaprezentowanych prac to prawdziwa rewelacja. Urzekły mnie zwłaszcza ujęcia zabytkowej architektury starego browaru (nocne i dzienne), Bartna Strona pośród mgieł i dymów z komina, a także widokowy pomost nad jeziorem Domowym Małym w zimowej scenerii.

Kilka tygodni wcześniej mogliśmy podziwiać czterech rzeźbiarzy, którzy nie bacząc na panujące upały mozolnie wyżynali z drewna postacie naturalnej wielkości. Ciężka, artystyczna praca trwała tydzień, a jej efekt możemy podziwiać na skarpie zamkowej fosy, tuż pod zabytkowymi murami. Kwartet rzeźbiarzy, niby słynny kwartet tenorów budził podziw, prezentując swój talent gromadzącej się publiczności. Ci twórcy, zorganizowani przez Michała Grzymysławskiego, to Zygmunt Rząp, Kazimierz Kakowski oraz Mieczysław Wojtkowski. Przypomnijmy, że podobne plenery-pokazy odbywały się już przed laty. Wykonane wówczas trzy drewniane, historyczne postacie do dziś są ozdobą zamkowego dziedzińca. Czwarta, wyrzeźbiony przez Michała Grzymysławskiego gitarzysta, stoi obecnie przed pubem GAMA.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Formalnym organizatorem rzeźbiarskiego happeningu było Stowarzyszenie Rycerzy dowodzone przez niestrudzonego Grzegorza Drężka. I tu warto wspomnieć, że rutynowe treningi łuczników i łuczniczek pana Grzegorza, często odbywające się w ruinach zamku, a także specjalnie organizowane pokazy, to jedna z największych tutejszych atrakcji turystycznych. Już samo to, że młodzi chłopcy i niewinne dziewczątka strzelają z łuków jest atrakcją samą w sobie. Ale jakże strzelają! Zdumiony byłem obserwując pewnego dnia trening jednej z młodych łuczniczek. Z kilkudziesięciu metrów raz za razem trafiała w okolice centrum tarczy. Imponujące!

Panuje ogólne przekonanie, że turysta z wielkiego miasta, przybywając do mazurskiego miasteczka, nie marzy o niczym innym jak o obejrzeniu na żywo telewizyjnych, warszawskich artystów na solidnie nagłośnionej estradzie oraz o dostępie do licznych straganów z plastikową chińszczyzną. A już nic go tak nie ucieszy jak możliwość zjedzenia porcji kartoflaka za darmo. Zawszeć to pewna oszczędność. Zostanie więcej na piwo.

Tymczasem prawdziwy turysta, który przyjeżdża rozkoszować się jeziorami i ich otoczeniem, chłonie atmosferę miasta poprzez drobne wydarzenia charakterystyczne dla regionu, ukazujące gry, zabawy i radości mieszkańców. To pozostaje w jego pamięci i o tym opowiada znajomym. Kazika i innych wielkich artystów może on obejrzeć u siebie. Piwo też może wypić wszędzie. W dodatku ze szklanych naczyń, a nie obowiązkowo z plastiku lub puszki.

Andrzej Symonowicz

{/akeebasubs}