Różnowo to mała podolsztyńska wieś licząca niespełna 1400 osób. Proboszczem niedawno utworzonej tam parafii jest pochodzący ze Szczytna ks. Piotr Matwiejczuk. Pracę duszpasterską przyszło mu godzić z wyzwaniem życia – budową kościoła. To zadanie niełatwe.
A MIAŁ BYĆ WOJSKOWYM
Urodził się i wychował w Szczytnie. Tu chodził do Szkoły Podstawowej nr 1, potem ogólniaka. Dalsze swoje losy życiowe postanowił związać z wojskiem. Tak trafił do Wyższej Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej w Jeleniej Górze. Już po miesiącu przekonał się, że ten wybór nie był trafny. Wytrzymał jednak „w kamaszach” półtora roku, aby mieć już z głowy służbę zasadniczą.
Myśl o wstąpieniu do seminarium zrodziła się całkiem przypadkowo.
- Pewnego dnia spotkałem w pociągu Marcina Bielinowicza. W czasie rozmowy powiedział mi, że jego brat jest w seminarium. Pomyślałem, że może i ja bym spróbował – mówi ksiądz Piotr.
Rodzina, jak w większości takich przypadków, była podzielona. - Jedna babcia się modliła, żebym w tym postanowieniu wytrwał, druga, żeby mnie szybko stamtąd wyrzucili. Mama natomiast powiedziała, że już lepiej, żebym został policjantem – śmieje się ksiądz.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Do seminarium wstąpił mając 23 lata. Rozterki, czy dobrze wybrał pojawiły się dopiero pod koniec piątego roku studiów, kiedy przyszła pora na składanie pierwszych ślubów – święceń diakonatu. Większość jego kolegów nie wytrwała do końca. Z grona 24, którzy rozpoczynali z nim naukę w seminarium, zaledwie 8 dostąpiło święceń. Był rok 2002. Posługę kapłańską rozpoczął od parafii św. Józefa w Olsztynie. Potem przyszła kolej na parafie we Fromborku, Nagórkach, Ornecie, Reszlu i wreszcie Różnowie.
ROZTERKI GO NIE ZAŁAMUJĄ
Dwa lata temu od ówczesnego metropolity warmińskiego arcybiskupa Wojciecha Ziemby otrzymał skierowanie do Różnowa, niewielkiej podolsztyńskiej wsi, aby tam zorganizował parafię i wybudował kościół.
Takie zadanie wielu wydawałoby się nierealne do wykonania, szczególnie w dzisiejszych czasach. Tym bardziej, że ks. Piotr nie miał żadnego doświadczenia w budownictwie.
- Nie wiem jakie zdolności dostrzegli we mnie przełożeni. Może zadecydowało to, że pochodzę z parafii Chrystusa Króla, która przez lata była w ciągłej budowie i że jestem skazany na podjęcie się tego zadania. Teraz dopiero poznaję jaka jest różnica między betonem chudym, a tłustym - zdradza.
Dziś w miejscu przyszłego kościoła wylane są już fundamenty i posadzka oraz wmurowane pręty zbrojeniowe. Bryła kościoła ma być prosta, zbliżona architekturą do warmińskiej wsi i znakomicie komponująca się z otaczającym krajobrazem. Opiewający na blisko 5 mln zł kosztorys przewiduje także budowę parkingu i na koniec plebanii. Na razie ksiądz Piotr mieszka w pobliskich Dywitach, korzystając z gościnności swojego ojca duchowego, księdza, który jest egzorcystą diecezjalnym.
- Ile potrwa budowa?
- To tylko i aż kwestia pieniędzy – odpowiada. A z tym jest kłopot. Na pomoc diecezji niestety nie może liczyć. Pozostają tylko wierni i potencjalni sponsorzy. Z tacy w tygodniu uzbiera od 200 do 350 zł. To nie napawa optymizmem. Nie zaszczepiają go w nim też księża, którzy wcześniej podejmowali się podobnych misji. - Wcześniej na budowę świątyń mieszkańcy patrzyli przychylnym okiem, teraz, chociaż znacznie lepiej się im powodzi, więcej jest sceptyków – mówi ksiądz. Życzliwi podpowiadają mu, by szukał milionera, który wyłoży potrzebne środki. Inni z kolei radzą, że zamiast milionera lepiej poszukać miliona osób, które dadzą po złotówce. - Może to jest właściwa sugestia, tylko jak dotrzeć do miliona osób? - zastanawia się proboszcz.
Te rozterki go nie załamują. Wierzy, że misja, której się podjął znajdzie w końcu pomyślny finał. Sił i energii dodaje mu praca z uczniami z miejscowej szkoły. Mówią o nim, że ma szalone pomysły. - Zabiera nas na smocze łodzie, strzelnice, a ministrantów nawet na rejsy po Mazurach. Każdego roku organizuje festyn parafialny z pieczonym prosiakiem – chwalą swojego księdza w nagranym filmie dostępnym na YouTubie. Do tego znajduje jeszcze czas na zajęcia z dziećmi z Centrum Onkologicznego z Zabrza. Wraz z ich rodzicami i opiekunami co roku uczestniczy w obozach żeglarskich.
ŻEGLARSKĄ PASJĄ ZARAZIŁ SIĘ W MOS-ie
- Kocham żeglarstwo – mówi o swojej życiowej pasji. Zamiłowanie do niej zaszczepił mu nieżyjący już Czesław Grad, nauczyciel chemii w ogólniaku. Profesor znany był z tego, że oszczędnie wystawiał dobre stopnie. Jako pierwszy wprowadził nową skalę ocen. - Mówił, że na „piątkę” z chemii to wie tylko Pan Bóg, on zasługuje na „czwórkę” a dla nas jest cała reszta: „trójki”, „dwójki”, „jedynki”, a nawet „zera”. W tej skali otrzymanie „dwójki” dawało powody do satysfakcji - wspomina ksiądz. Srogi nauczyciel znany był też z zamiłowania do żeglarstwa. W bazie MOS-u prowadził zajęcia z młodymi adeptami. Niektórzy próbowali wkupić się w jego łaski, zapisując na kurs. Tak też uczynił uczeń klasy IA Piotr Matwiejczuk. - Początki nie były najlepsze, bo jako pierwszemu w historii MOS-u udało mi się zatopić „Optimistkę” - opowiada. W drugim etapie przesiadł się na dwuosobowego „Cadeta”. Później przyszła pora na „OK Dinghy” i wreszcie wymarzoną „Omegę”. Wszystkie te atrakcje oferowała baza sportowa w Szczytnie. - Dzięki zatrudnionej tam kadrze tętniła ona życiem, także poza sezonem. Przez cały rok odbywały się w niej szkolenia i różne pogadanki – wspomina ks. Piotr. Zamiłowanie do żeglarstwa pozostało do dziś i ma się czym pochwalić. Rok temu jego 10-osobowa załoga wygrała Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w klasie „DZ”- 24 godzinne rejsy po wielkich jeziorach mazurskich.
ULUBIONA STRUGA
Gdy ma wolną chwilę, a to ostatnio nie zdarza się często robi wypad do rodzinnego Szczytna i odwiedza mamę. Udaje się wtedy na wędrówki nad ulubioną Strugę, gdzie będąc dzieckiem jeździł z nieżyjącym już ojcem na ryby.
- Dystans 12 kilometrów pokonuję w 2 godziny i 15 minut. Po drodze czasami spotykam znajomych, dzięki czemu mam okazję na miłą rozmowę – cieszy się ksiądz Matwiejczuk.
Andrzej Olszewski
KONTO BUDOWY KOŚCIOŁA
Wszystkim potencjalnym ofiarodawcom zainteresowanym wsparciem budowy kościoła w Różnowie podajemy numer konta parafialnego Warmiński Bank Spółdzielczy w Jonkowie
64 8857 0002 3011 0157 3307 0001{/akeebasubs}
