- Oddana do użytku droga w Stankowie to prawdziwy bubel - żalą się mieszkańcy największego bloku w popegeerowskiej wiosce. Dojście do ich posesji jest teraz jeszcze gorsze niż było. Podobnie jak w przypadku świetlicy wiejskiej.
OCZEKIWANA INWESTYCJA
W Dzień Kobiet, 8 marca, przedstawiciele gminy Dźwierzuty dokonali odbioru przebudowanej drogi w Stankowie. W ramach zadania wykonawca, ostrołęcka „Ostrada”, pokrył masą bitumiczną 580-metrowy odcinek drogi przebiegającej przez wieś wraz ze zjazdami do nieruchomości i wyłożył kostką betonową parking oraz drogę wewnętrzną prowadzącą na plac zabaw. Długo oczekiwana inwestycja dała się miejscowym we znaki, bowiem termin jej zakończenia przeciągnął się o cztery miesiące. W tym czasie mieli spory problem z dotarciem do swoich domów. Z tego powodu wójt Marianna Szydlik na stronie internetowej gminy podziękowała im za cierpliwość i wyrozumiałość, ciesząc się, że inwestycja dobiegła wreszcie końca.
Nie wszyscy jednak podzielają jej dobry nastrój. Okazuje się, że roboty nie dotarły do największego bloku położonego na końcu popegeerowskiej wsi.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Wszyscy mają porobione dojazdy a o nas zapomniano - mówi mieszkanka bloku Elżbieta Jeziorek. Żali się, że teraz jest jeszcze gorzej niż wcześniej, bo z ziemi przylegającej do ich bloku robotnicy wybrali tłuczeń.
- Było ładnie, suchutko, ziemia utwardzona. Jak wybrali z niej kamienie, woda stoi teraz po deszczu – skarży się jej sąsiadka. Przypuszczała, że te działania podyktowane są budową chodnika. - Była już zwieziona kostka do położenia, ale jakiś czas potem bez słowa wyjaśnienia ją zabrano - relacjonuje.
- Nasz 80-letni sąsiad specjalnie wzmocnił sobie dojście do domu kruszywem i też mu zabrali – dodaje inna kobieta.
POTRAKTOWALI NAS JAK OD MACOCHY
Mieszkańcy są zbulwersowani efektami robót. Wskazują jeszcze na położoną naprzeciwko ich bloku świetlicę wiejską. Okazuje się, że wykonawca nie zrobił do niej dojścia. Sołtys Zdzisław Samborski z rozrzewnieniem wspomina dzień 17 maja ubiegłego roku, gdy zadzwoniła do niego wójt Marianna Szydlik. - Gdy usłyszałem jej słowa „panie Zdzisławie, dostaliśmy od rządu 1,4 mln zł na przebudowę drogi” podziękowałem pięknie i byłem w siódmym niebie – opowiada sołtys. Czas jednak zweryfikował jego entuzjazm. Dziwi się, że urzędnicy gminni odebrali taki bubel i wskazuje, że sytuacji można było uniknąć, gdyby skonsultowali się wcześniej z mieszkańcami.
- Potraktowali nas jak od macochy. Gdy chciałem przedstawić uwagi powiedziano mi prosto w oczy, przy inspektorze nadzoru, że mam się nie wtrącać – mówi sołtys.
PO CO ROBIĆ AFERĘ
- Dlaczego wykonawca nie wyłożył kostką dojścia do bloku i świetlicy?
- Bo projekt obejmował tylko drogę i zjazdy na posesje. A dojścia piesze do nich nie były elementem tego opracowania – tłumaczy sekretarz gminy Barbara Trusewicz.
- To wydaje się nielogiczne.
- Przy inwestycjach różnie nielogiczne rzeczy się zdarzają - odpowiada sekretarz i zapowiada działania zmierzające do naprawienia tej kuriozalnej sytuacji. - Położymy chodniczek do świetlicy i dwa chodniczki do bloku. Czekamy tylko na wycenę wykonawcy, a na najbliższej sesji w kwietniu radni dołożą pieniądze na ten cel z budżetu.
- Dlaczego robotnicy zabrali tłuczeń spod bloku, przez co jest jeszcze gorzej niż było?
- Skąd ja mogę wiedzieć? Na odbiorze nikt mi tego nie zgłaszał.
- Sołtys chciał podzielić się uwagami, ale go zignorowano
- Jak pan sołtys zobaczył nieprawidłowości, mógł je zgłosić do urzędu.
- A czy to nie jest przede wszystkim obowiązkiem urzędników, którzy biorą za to pieniądze?
- W dokumentacji nastąpiły pewne niedoskonałości. Na etapie weryfikacji może nie zwróciliśmy na to uwagi. Przy inwestycjach zdarzają się takie rzeczy. Ale to wszystko jest do uzupełnienia. Po co z tego robić wielką aferę.
Takie tłumaczenia nie przekonują sołtysa Samborskiego. - Mieszkańcom bloku jest bardzo przykro. Innym zrobiono zjazdy do posesji, a im pożałowano kawałka chodnika. Czują się jak ludzie drugiej kategorii. Przykro mi tego codziennie od nich słuchać - mówi sołtys.
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
