Marek był ode mnie o pięć lat młodszy, urodził się w 1951 roku w Szczytnie. Szczenięce lata i młodość spędził na ul. Chopina.
W 1965 roku skończył szkołę podstawową, a w roku 1969 uzyskał maturę i zdał egzaminy na Politechnikę Białostocką na Wydział Elektryczny, który skończył, uzyskując tytuł inżyniera w 1973 roku.
Znałem całą rodzinę Marka. Przez wiele lat byliśmy bliskimi sąsiadami. Kilka domów za mną mieszkali w domku jednorodzinnym na ul. Chopina nr 23, ja mieszkałem pod nr 16. Z ojcem Marka, Henrykiem Podkową wiele lat pracowałem na kierowniczych stanowiskach w Północnych Zakładach Przemysły Lniarskiego „Lenpol” w Szczytnie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pan Henryk kierował pionem finansowym a ja pionem mechanicznym. Zapamiętałem go jako statecznego, uczciwego i nadzwyczaj pracowitego urzędnika. Żona pana Henryka, na początku pracowała w MHD, później jako emerytka była kobietą niepracującą, zajmowała się domem – często nas odwiedzała, jak to bywało w dobrych zwyczajach sąsiedzkich!
Jedynego ich syna Marka poznałem w 1968 roku, gdy w czasie wakacji studenckich trwających przez trzy miesiące, przez dwa kolejne lata, pracował w naszych zakładach lniarskich jako pracownik fizyczny w warsztacie elektrycznym. Pieczę nad nim sprawował Mieczysław Nowacki. Marek był odzwierciedleniem ojca - grzeczny, nieśmiały i nadzwyczaj mądry jak na swoje lata.
Żonę Marka, Danutę poznałem na początku lat 70., gdy skończyła stomatologię na Akademii Medycznej w Białymstoku i po ślubie zamieszkała wraz z Markiem na naszej ulicy. Po stażu otworzyła prywatny gabinet stomatologiczny. Faktycznie to nie lubiłem chodzić do niej z bolącymi zębami, bo nigdy nie chciała ode mnie zapłaty, twierdząc, że porządnych sąsiadów leczy bezpłatnie. Krępowałem się, a ona gdy mnie spotkała, to wciąż przypominała o przeglądzie uzębienia. Zawsze była uśmiechnięta i życzliwa! Żal, że przedwcześnie zmarła w dniu 16 lipca 2020 r.
Marek po skończonych studiach w 1973 r. całe swoje życie zawodowe związał z Zakładem Energetycznym, następnie przemianowanym na Rejon Energetyczny w Szczytnie. Tam rozpoczął pracę, by po dwóch latach w wieku 24 lat awansować na stanowisko zastępcy dyrektora ds. technicznych. W 1998 r. po odejściu dyrektora Petrykowskiego na emeryturę, Marek zajął jego miejsce i kierował zakładem przez 13 lat do odejścia na rentę zdrowotną. W 2011 roku, ze względu na pogarszający się stan zdrowia, a konkretnie na zaawansowanego raka trzustki zrezygnował z pracy i zabrał się za ratowanie swojego zdrowia.
Najmilej Marka wspominam z jesieni 2010 roku z pracy społecznej, gdy razem działaliśmy w Komitecie Wyborczym „Z Górską dla Szczytna”. Marek wiele z siebie dawał, nie chcąc nic w zamian - nawet nie chciał być radnym, a miał wielkie szanse i poparcie naszych mieszkańców.
W 2015 roku Marek wyjechał z żoną ze Szczytna, zamieszkując przy dzieciach w Warszawie. Tłumaczył nam kolegom na corocznym spotkaniu przy opłatku, że w stolicy ma lepszy i pewniejszy dostęp do specjalistów lekarzy.
20 czerwca 2016 roku nasz serdeczny kolega, znajomy, przyjaciel odszedł… Przeżył 65 lat.
Urna ze zwłokami została wystawiona 25 czerwca 2016 r. w Kaplicy Domu Pogrzebowego na ul. Niepodległości 13 w Szczytnie. W tym samym dniu o godz. 13.00 w kościele św. Stanisława Kostki w Szczytnie na ul. Niepodległości 13 została odprawiona msza święta.
Prochy śp. Marka są złożone obok jego rodziców na cmentarzu komunalnym w Szczytnie. Od 16 lipca 2020 r. obok spoczęło ciało jego ukochanej małżonki, nieodżałowanej śp. Danuty Podkowy.
Leszek Mierzejewski
(cdn.){/akeebasubs}
