Żonę Krzysztofa, Alicję z domu Cywińską, znałem jako panienkę. Poznałem ją wcześniej od Krzysztofa. Mieszkała w Oliwie, wychowywała ją babcia, bo rodzice przebywali w Stanach Zjednoczonych. Ona przychodziła na tańce do klubu „Ster”. Wszyscy nazywali ją Bibi, od pierwszych dźwięków, które wypowiedziała jako niemowlak.

Dodaj komentarz

15 stycznia 1965 r. Czerwone Gitary dały pierwszy koncert w Elblągu, gdzie po raz pierwszy publicznie zaśpiewały piosenkę „Chciałbym być przy tobie”. Byłem naocznym świadkiem tego wydarzenia, bo miałem fuchę w obsłudze techniczno-organizacyjnej.

Dodaj komentarz

Szczególnie zapadł mi w pamięć ostatni występ Pięciolinii w Klubie Przyjaciół Piosenki Klubu Studentów Wybrzeża „Żak”. Była to druga połowa grudnia 1964 roku. Zespół Pięciolinie istniał tylko 1,5 roku, a tworzyli go jedni z najlepszych muzyków młodzieżowych na Wybrzeżu i w Polsce. Musiał być jednak rozwiązany z końcem 1964 roku.

Dodaj komentarz

Ojciec mój Tadeusz pod koniec lat czterdziestych pracował razem z Czesławem Klenczonem na PKP w Szczytnie, byli zaprzyjaźnieni. Zresztą wówczas w naszym Szczytnie zamieszkiwała niewielka liczba stałych mieszkańców, więc znali się tu wszyscy jak przysłowiowe „łyse konie”.

Dodaj komentarz

W wielopiętrowej kamienicy przy ul. 3 Maja, wśród zaprzyjaźnionych sąsiadów, spędził swoje beztroskie dzieciństwo Krzysztof, nie zdając sobie sprawy z prześladowań ojca, który w międzyczasie był aresztowany przez UB, uciekał i przez 10 lat pod zmienionymi nazwiskami mieszkał oddzielnie. Dopiero po odwilży politycznej wrócił do Szczytna. Niewątpliwie autorytet ojca miał wpływ na dorastającego Krzysztofa, bo ukształtował w nim ogromny patriotyzm.

Dodaj komentarz

Bez wątpienia jest do dziś najsłynniejszym szczytnianinem, jak również jednym z najgłośniejszych, dosłownie i w przenośni polskim muzykiem, kompozytorem i wokalistą! Urodził się 14 stycznia 1942 roku. W dniu śmierci, 7 kwietnia 1981 roku miał 39 lat, więc był w kwiecie wieku. Dziś miałby 79 lat, byłby statecznym mężczyzną, a skomponowana przez niego piosenka: „Nie przejdziemy do historii”, paradoksalnie, w przypadku Krzysztofa, nie okazała się prawdą …

Dodaj komentarz

Przykro jest mi, ale gdy zasiadałem do opisania biografii o nim, to myślałem, że wiele wiem z jego życia, okazało się jednak, że posiadam znikome wiadomości! Zatelefonowałem do wielu jego kolegów i znajomych. Również myśleli, że dużo o nim wiedzą, ale jak przyszło co do czego, to skąpe mają dane, przeważnie odpowiadali mi, że skrytym był człowiekiem. Więc co zebrałem, przekazuję dla dobra sprawy:

Dodaj komentarz

W połowie lat osiemdziesiątych Kazimierz Kiedrowski został przeniesiony służbowo do Szczytna, do pracy w naszym areszcie śledczym. W randze kapitana więziennictwa objął obowiązki na stanowisku politycznym, następnie jako naczelnik tej jednostki penitencjarnej.

Dodaj komentarz

Z Jurkiem znaliśmy się jak łyse konie - prywatnie, zawodowo i na polu myśliwskim. Znałem całą jego rodzinę, oj, skłamałbym! Nie zdążyłem poznać tylko ojca.

Dodaj komentarz

Janka Hoffmana poznałem w 1983 roku w mieszkaniu służbowym na ul. Krótkiej 3 w Szczytnie. Wówczas wojewoda olsztyński Sergiusz Rubczewski ściągnął go z Warszawy, desygnując na stanowisko naczelnika naszego miasta.

Dodaj komentarz

Fryzjerem był z zamiłowania, z wykształcenia i po mieczu! Z zamiłowania, bo fryzjerstwo stawiał na pierwszym miejscu, jako swój zawód. Z wykształcenia był mistrzem w tym fachu. Po mieczu, bo poszedł w ślady ojca a nie matki - wówczas byłby po kądzieli! Zresztą tak jak jego trzech braci: Janusz, Zdzisław i Lucjan oraz jedna siostra Wiesława - wszyscy zostali zawodowymi cyrulikami. Wszyscy w naszym Szczytnie zajmowali się fryzjerstwem oprócz Janusza, który zakład fryzjerski prowadził w Piszu.

Dodaj komentarz

Stefana Haczkiewicza poznałem bardzo dobrze dopiero w 1994 roku, gdy zostałem pełnoprawnym myśliwym w kole łowieckim „Świt” Pasym. Wcześniej znałem go „z widzenia”, spotykaliśmy się przy okazji narad dyrektorskich, czyli tzw. nasiadówek w komitecie powiatowym partii, gdzie byli obowiązkowo wzywani wszyscy dyrektorzy ze Szczytna i z powiatu. Za to z żoną Stefana - Urszulą pracowałem przez wiele lat w Zespole Opieki Zdrowotnej.

Dodaj komentarz

Ks. Robert Dziewiatowski raczej na nasze spotkania nie przychodził, to my chodziliśmy do niego prywatnie: do domu lub częściej z obowiązku na msze święte do parafii rzymskokatolickiej im. Świętego Stanisława Kostki w Szczytnie.

Dodaj komentarz

COVID-19 uwięził nas wszystkich na wiele miesięcy w domach. Na początku wszyscy narzekaliśmy, nie mogliśmy przyzwyczaić się do nowej sytuacji! Ale człowiek jako istota rozumna ma zdolność przystosowania się do nowych warunków i w efekcie znajduje pozytywy w nowej rzeczywistości. Konieczność pozostania sam na sam z własnymi myślami oraz czas na przegląd starych albumów, archiwów spowodowały, że do cyklu moich wspomnień zaprosiłem przyjaciół i znajomych z zaświatów...

Dodaj komentarz

COVID-19 uwięził nas wszystkich na wiele miesięcy w domach. Na początku wszyscy narzekaliśmy, nie mogliśmy przyzwyczaić się do nowej sytuacji! Ale człowiek jako istota rozumna ma zdolność przystosowania się do nowych warunków i w efekcie znajduje pozytywy w nowej rzeczywistości. Konieczność pozostania sam na sam z własnymi myślami oraz czas na przegląd starych albumów, archiwów spowodowały, że do cyklu moich wspomnień zaprosiłem przyjaciół i znajomych z zaświatów...

Dodaj komentarz

COVID-19 uwięził nas wszystkich na wiele miesięcy w domach. Na początku wszyscy narzekaliśmy, nie mogliśmy przyzwyczaić się do nowej sytuacji! Ale człowiek jako istota rozumna ma zdolność przystosowania się do nowych warunków i w efekcie znajduje pozytywy w nowej rzeczywistości. Konieczność pozostania sam na sam z własnymi myślami oraz czas na przegląd starych albumów, archiwów spowodowały, że do cyklu moich wspomnień zaprosiłem przyjaciół i znajomych z zaświatów...

Dodaj komentarz

Miałem już zakończyć zwierzenia o mojej pracy zawodowej, ale na początku lutego przeczytałem wpis na Facebooku burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego, zatytułowany „NIE TRUJ - WYMIEŃ PIEC”.

Dodaj komentarz

Co do Burmistrza Pawła Bielinowicza, to pamiętam, że odchodząc z posady powiedział mi, że zrobił kilka błędów. Po pierwsze, powinien słuchać mądrych rad i wskazówek - między innymi i moich, a na pewno wygrałby wybory. Po drugie – nie wierzył, że mi wypali z tym Zakładem! - To robota dla dwóch, trzech takich jak ty! - mówił. Pakując swoje manele dopowiedział, że przyjaciół poznaje się po spadnięciu na dno. Potwierdziłem, że tak jest, bo sam miałem kilka przykładów na to, tylko mniejszego kalibru.

Dodaj komentarz

Przyszły wybory, nastała nowa władza. Burmistrzem został Paweł Bielinowicz a jego zastępcą Danuta Górska, która wcześniej pracowała jako zastępca dyrektora sanepidu w Szczytnie. Przewodniczącą Rady Miejskiej została Monika Hausman - Pniewska. Nastały nowe rządy, nowe czasy. Przychodziłem do pracy jak do opery, a właściwie jak na jakiś dramat.

Dodaj komentarz

Dziś jadąc niejedną ulicą w mieście, cieszę się, że nasza trójka (ja, Janusz Woźniak i Wiesław Kulas) przebudowała ją własnymi siłami, tj. od zlecenia projektu, odbioru projektu, uzyskania środków finansowych, rozpoczęcia budowy, nadzorowania jej jako inspektorzy nadzoru, odbioru i rozliczenia. Mieliśmy układ z Burmistrzem Żuchowskim, że co drugą inwestycję wykonywaliśmy, jako inspektorzy nadzoru, „społecznie” – tzn. gratis.

Dodaj komentarz