Pamiętam, że po 44 latach, które szybko minęły, w 1998 roku – gdy byłem dyrektorem naczelnym Zespołu Opieki Zdrowotnej, zapowiedział się do mojego gabinetu interesant w średnim wieku. Wszedł, przywitał się ze mną, popatrzył przez dłuższą chwilę na mnie, po czym zaczął całować w policzki, ściskając równocześnie na tzw. barana.

Dodaj komentarz

Tamtego roku, najważniejszym dla mnie, jako piętnastolatka obiektem była Szkoła Podstawowa nr 3, ze spadzistym dachem, krytym czerwoną, ceramiczną dachówką. Musiano taki dach zastosować, gdyż tylko 30% uległo spaleniu i uszkodzeniu po uderzeniu jakiejś sowieckiej kuli.

Dodaj komentarz

Nauczycielem wszystkich przedmiotów i opiekunem klasy był pan Czesław Orzoł, a kierownikiem szkoły pan Rogala. Imienia nie pamiętam, mam prawo – przecież minęło sześćdziesiąt i pół roku.

Dodaj komentarz

Co jeszcze zapamiętałem ze szczenięcego okresu, tj. do roku 1953, zanim poszedłem się edukować do Szkoły Podstawowej nr 2 w Szczytnie? Przede wszystkim to, że centrum miasta w 80% było zniszczone, natomiast przedmieścia w 20% uległy wojennej dewastacji lub powojennej grabieży.

Dodaj komentarz

Lata najmłodsze zleciały mi dość szybko i beztrosko. Przypominam sobie wiele najgorszych stron, bo zawsze, co najgorsze z biegiem czasu wydaje się najmilsze. Szczenięce lata zamieszkiwałem w starym poniemieckim budynku, który miał i ma do dzisiejszego dnia swój zabytkowy styl, a przede wszystkim specyficzny zapach oraz duszę. W obecnych czasach III Rzeczpospolitej, nikt się nie martwi, że tak piękne kamienice na ulicy 1 Maja popadają w ruinę. Tam gdzie posprzedawano na parterze mieszkania na lokale użytkowe, to nowi właściciele przeprowadzali remonty i pomalowali elewacje do pierwszego piętra. Reszta budynków, pożal się Boże, niech się martwią nowi właściciele, przeważnie starzy ludzie, którym emerytura starcza ledwie na przeżycie.

Dodaj komentarz

Mając piętnaście miesięcy, w sierpniu 1947 roku wraz z rodzicami przeprowadziłem się na Mazury do Szczytna, gdzie ojciec z nakazu pracował, jako konduktor PKP, a po ośmiu latach w 1955 roku awansował na kierownika pociągu. Przeprowadzki rodzice ze mną nie uzgodnili, ponieważ jeszcze nie umiałem mówić, a po drugie był to nakaz z przymusu. Ojciec miał do wyboru: Szczytno, Olsztyn, Mikołajki, Giżycko lub Mrągowo.

Dodaj komentarz

Być Mazurem od urodzenia to wielkie szczęście. Ale być nim z pasji, to już absolutne szczęście. Należę właśnie do tych wybrańców losu. Wychowałem się na pierwszym piętrze w poniemieckiej kamienicy, która stoi na ulicy 1 Maja 7. Parę kroków miałem do centrum miasta. I na rynek dwa kroki, i do parku rzut kamieniem, a na główne skrzyżowanie to jeden skok.

Dodaj komentarz

W tym tygodniu rozpoczynamy publikację fragmentów autobiograficznej książki Leszka Mierzejewskiego pt. „Mój mały świat”. Autor to człowiek wielu pasji – twórca powieści obyczajowych, malarz, rysownik i myśliwy. W najnowszej książce opowiada m.in. o czasach swojej młodości spędzonej w Szczytnie, przyjaciołach i znajomych, nie unikając przy tym nawiązań do aktualnych wydarzeń, czego dowodem jest publikowany w tym numerze fragment wspomnień.

Dodaj komentarz