Kilka miesięcy temu, na imieniny, dostałem książkę „Każdy szczyt ma swój CZUBASZEK”. Ponad trzysta stron zabawnego wywiadu-rzeki, jaki przeprowadził z tytułową bohaterką znakomity kabaretowiec Artur Andrus.

Maria CzubaszekCzytając tę książkę skręcałem się ze śmiechu, przypominając sobie dawne satyryczne wyczyny autorki setek zwariowanych kabaretowych tekstów, a także scenariuszy zabawnych programów radiowych i telewizyjnych. Choć warto przypomnieć, że pisywała ona także słowa do całkiem „normalnych” piosenek, śpiewanych później, między innymi, przez Ali Babki, Trubadurów, Ewę Bem, czy Krystynę Prońko. Zaczęła pisać zawodowo, jako 21-latka, w roku 1960. Czyli jej twórczość towarzyszyła nam od 56 lat. Doskonale pamiętam większość audycji radiowych Marii Czubaszek i wciąż korciło mnie, po przeczytaniu wymienionej książki, aby poświęcić jej pracy jeden z kurkowych felietonów. No cóż, nie zdążyłem przed odejściem artystki pióra. Zatem dzisiaj kilka słów o niej i o tym co nam po sobie pozostawiła.

W roku 1960 Maria Czubaszek rozpoczęła pracę w Polskim Radio. Początkowo w audycji „Radio reklama”. Natychmiast błysnęła specyficznym poczuciem humoru, ubarwiając audycję takimi hasełkami jak: „Jeśli chcesz radio… to se kup”. Przypomnę moim czytelnikom, że wiele, wiele lat później, w telewizyjnym kabareciku Olgi Lipińskiej, żart ten sparafrazowała jedna z dwóch asystentek dyrektora teatru, o których pan Turecki mawiał „te dwie mietły”. W którymś z programów odezwała się ona do swojego szefa następująco: „Misiek, chcesz cukierka? To se kup”. Przy okazji: dyrektora grał wówczas Janusz Rewiński, a asystentkę Iwonka Biernacka, prywatnie żona Janusza. Wspominając audycję radiową sprzed 56 lat dodam, że to właśnie w owym programie, młodziutki jeszcze Jan Tadeusz Stanisławski, późniejszy „profesor mniemanologii stosowanej”, po raz pierwszy wykorzystał fragment sienkiewiczowskiego „Potopu” do zareklamowania polskiego proszku do prania. A brzmiało to tak: „Ojciec prać? Tak, ale wyłącznie proszkiem IXI”. Także i ten żart powtarzano w późniejszych reklamach i nikt już dzisiaj nie pamięta, że Janek Stanisławski był pierwszy.

W roku 1966 Maria Czubaszek rozpoczęła współpracę z radiową „Trójką”. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Wkrótce zasłynęła jako współautorka tekstów słynnego satyrycznego programu ITR, czyli Ilustrowanego Tygodnika Rozrywkowego, który zainaugurował swoje działanie w roku 1970. Któż tam wówczas nie występował. Właściwie wszyscy, którzy coś naprawdę znaczyli na kabaretowej scenie. Dla przykładu wymienię tylko kilka nazwisk. Irena Kwiatkowska, Wojciech Pokora, Bohdan Łazuka, Jonasz Kofta, Stefan Friedman, czy Jerzy Dobrowolski. Zwłaszcza Jerzy Dobrowolski, dziewięć lat starszy od Marii Czubaszek, stał się kimś, kto dla niej stanowił „wzorzec poczucia humoru”, czyli coś jakby „wzorzec metra”, o którym uczono nas za młodu, że jest przechowywany w Sevres pod Paryżem. Otóż Jerzy Dobrowolski, uważany przez wiele branżowych autorytetów (np. Stanisława Tyma) za niekwestionowanego twórcę stylu powojennego kabaretu polskiego, stworzył specyficzny, absurdalny, czysto abstrakcyjny język, jakim posługiwał się na estradzie. Maria Czubaszek, nie dość, że natychmiast podchwyciła ów niesłychanie zabawny styl, to jeszcze rozbudowała go do granic absurdu i to ona stała się królową żartobliwych tekstów w stylu mistrza Dobrowolskiego, zresztą przy jego całkowitej akceptacji i najwyższym uznaniu. Pozwolę sobie na kilka cytatów, aby przybliżyć, czy raczej przypomnieć czytelnikom na czym ta słowna zabawa polegała.

Jerzy Dobrowolski z Bohdanem Łazuką prowadzili w każdym programie ITR zabawny dialog, który zaczynał się następująco: „Serwus, jestem nerwus” i odpowiedź: „Serwus, jestem samochodem”. Dalej było równie idiotycznie, ale zabawnie. Podobnie jak w telewizyjnym kabareciku „Ekspres”, gdzie w przedziale dalekobieżnego pociągu odbywają się takie, na przykład, dziwaczne rozmowy: „Nad Bałtykiem to jest pięknie. A gdzie jest ten Bałtyk? No… chyba gdzieś nad morzem”. Albo w tymże samym kabareciku. Do przedziału wchodzi nowy pasażer i przedstawia się: „Kalisz”. Na to jeden z podróżnych odpowiada: „Pan Kalisz, a my do Kutna”. Zupełny absurd. Skądinąd wiem, że jest to ulubiona fraza popularnego prawnika Ryszarda Kalisza. W innym programie, radiowym, wystąpił detektyw, który nazywał się Sandomierz Bryndza-Pułtuski. Z wyjaśnieniem, że jego rodzice chcieli, aby na imię miał Kazimierz, ale matka chrzestna pomyliła się.

W takim to oto stylu bawiła nas przez lata Maria Czubaszek. Dla mnie niezapomniana.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}